Napiszę co i jak, bo mnie laski męczą ;)))
Jestem po 3 zaliczeniach, 3 egzaminach i po pierwszym tygodniu kolejnego mini-semestru.
Taki dziwny układ - 6 tygodni, tydzień egzaminów, kolejne 6 tygodni ( w tym 3 tygodnie na święta, dwa na naukę, potem tydzień wykładów) i kolejne egzaminy, potem jeszcze 8 tygodni nauki, tydzień egzaminów i pół roku praktyk (przy czym, nie jest wykluczone, że praktyka może się przerodzić w pracę stałą).
Wyników jeszcze nie ma.
Nie ukrywam, że ten mini-semestr mi bardziej odpowiada.
Jest web design, który w jakimś stopniu już robiłam (nawet mam cert z tego sprzed kilku lat), kontynuacja object-oriented programming (c# a nie wymarzona java, niestety), całości dopełnia OS and networks (wykładowca jest takim ciachem, że aż miło się podnieść z wyra o 6 rano w piątek, żeby na 9 zdążyć ;) ) - Linux robimy, komendy w sensie, więc fajnie, bo nareszcie coś niezwiązanego z Windowsem (którego nie znoszę!!!)...
Natomiast mam problem z samym planem zajęć - wychodzę rano, odwożę młodego albo do opiekunki albo do szkoły i pędem na autobus. Jedynie poniedziałek wygląda w miarę - wolne do 13, za to powrót koło 20tej. W pozostałe dni powrót o 19tej, więc koszmarek w zasadzie... Między zajęciami mamy godzinną przerwę, a w pt nawet 3-godzinną, co jest debilizmem totalnym. Ewentualnie, można ogarnąć dotychczasowy materiał, więc nie trzeba na to poświęcać czasu w weekend. O wieczorach mogę zapomnieć, bo po sprzątnięciu kuchni, przygotowaniu żarcia na kolejny dzień, położeniu Olka spać, po prostu muszę sama iść spać.
Ale... to tylko 6 tygodni, a nie reszta życia, więc niech sobie będzie.
Z innej beczki...
Tak sobie pracuję nad moimi uczuciami, psychiką i wiem, że poznałam siebie przez te wszystkie lata na tyle, że wiem, czego chcę.
W sferze uczuć: faceta, który będzie tą "bratnią duszą", z którą wygodnie się milczy jak i przegaduje całą noc i to na trzeźwo, a reszta jest... milczeniem ;)))
Generalnie: spełnienia marzeń we wszystkich sferach, szczęścia dla siebie i dla mojej małej rodzinki i oby ta zmiana profesji wypaliła - bo naprawdę lubię robić coś z niczego ;)))
Z innej beczki...
Pogoda jest fatalna. Wciąż pada. W ciągu miesiąca były może 4 dni bez deszczu...?
Nie mogę doczekać się wiosny, bo to jest moja ulubiona pora roku, zaraz obok lata :D
PS. Coś się kroi w pewnej sprawie, ale jeszcze nie wiem co, bo bardzo wolno i niezdecydowanie. Na pewno nie omieszkam poinformować zainteresowanych ;)
A niech się kręci aby zgodnie z tym co chcesz, pozdrawiam serdecznie przyjdź do mnie wpisz komentarz a jest szansa na książkę mojej przyjaciółki zapraszam
OdpowiedzUsuńj
Jak będę mieć kilka spokojniejszych minut (może w autobusie), to nie omieszkam wpaść do Ciebie Jadziu :)
UsuńNigdy nie wątpiłam, że zdolna z Ciebie bestyja! Fajnie patrzeć przez te lata jak się opierzasz i wzrastasz.
OdpowiedzUsuńZaba
Dzięki wielkie Aniu za wiarę w moje siły :) Ja sama w nie nie wierzyłam swego czasu.
UsuńTo super, ze kreci się we właściwym kierunku i oby się wykroiło to, co powinno!
OdpowiedzUsuńPowodzenia w deszczowej kranie;) szpakula