Yerba mate dała mi popalić...
Emocje dały mi popalić...
Życie obrabia mi dupę na wszelkie możliwe sposoby i próbuje mnie dobić, a nawet wbić w dno...
I do tego jeszcze jakieś beznadziejne zauroczenie... No, może nie takie znów beznadziejne, ale będzie się trzeba nad tym/NIM napracować... chyba, że źle odczytuję sygnały...
No boszzz... zdarza się bujnąć w fajnym facecie, z którym piekło się szarlotkę i spędziło kilka wieczorów na pogaduchach, z finałowym "niedźwiadkiem"...
Ech... jak to fajnie jest przytulić się do kogoś znacznie większego od siebie i poczuć dobrze przez te kilkanaście sekund...
I ta durna nadzieja, matka głupich. To przekonanie, że trzeba cierpliwie czekać i brać, co daje Wszechświat, cieszyć się każdą chwilą, każdym ciepłym słowem od rodziny, przyjaciół, znajomych, dobrych dusz...
Musiałam znów trochę pary upuścić. Dobrze, że mam ten elektroniczny kącik...
Stereophonics na dobranoc...tak jakby w temacie tego "misia".

Olalaaaa! Jesienne zauroczenie! No i dobrze. lepsze to, niż całkowity brak dorosłej płci męskiej w zasięgu wzroku. Jesteś duuużą dziewczynką i z emocjami sobie poradzisz.W razie czego blogowy kawałek podłogi faktycznie dobrze robi. Gratuluje pomysłu na pracę. Zawsze uważałam, że jestes nieprzeciętnie zdolna. Buziaki od Zaby
OdpowiedzUsuńWiesz... wciąż robię ten sam błąd - za bardzo cisnę myśliwego, a przecież jestem króliczkiem ;)
UsuńCiekawa jestem, czy go zaklasyfikuję do dupków, czy do tych o dobrym sercu, bo jest mieszanką wybuchową obydwu typów, a mnie to męczy.
Te uzdolnienia też mnie męczą, bo trudno się skupić na jednej rzeczy przez to :D