wtorek, 5 marca 2013

3

Okropnie zaharowany dzień, akurat w momencie, kiedy najbardziej przydałoby mi się leżenie 'bykiem'...
Wstałam pozytywnie zakręcona, bez uczucia głodu, po nakarmieniu brzdąca i psiny, wzięłam się za wyciskanie soku z pomarańczy i grapefruita. W trakcie popijania 'śniadanka' wycisnęłam też 1,5 litra soku z arbuza - wszystko ręczną wyciskarką do trawy pszenicznej, bo sokowirówka najnormalniej w świecie nie radzi sobie z tymi owocami.

Ten arbuz uratował mi życie normalnie - bo nie miałam ani chwili na zrobienie czegokolwiek niż jazda z jednego punktu w drugi i czekanie. Dziwne, że Olo się nie buntował (na szczęście, lubi jeździć samochodem).

Odebrałam dzisiaj moją nową wyciskarkę do soków, tym razem elektryczną. Jest tak zakręcona, że można w niej robić też makaron, wyciskać olej, mielić ziarna np. soi albo soczewicy na klopsiki wege, nawet sok z igieł sosnowych można robić :O
Z tej samej ilości zieleniny, marchwi i jabłek uzyskałam dzisiaj o pół litra więcej soku niż wczoraj przy użyciu sokowirówki!:O:D

Poza sokami, popijałam sobie herbatkę z pokrzywy (o ile dobrze pamiętam, oczyszcza krew) i sok z aloesu. Kiedy czekałam na sok, wypiłam szklankę wody z łyżeczką proszku 'supergreens' (trawa pszeniczna i jęczmienna, algi).

Dobre info ze szpitala - mam negatywną wiremię, ale... jeszcze chwilę poczekajmy na pełen sukces, bo na pewno jakieś resztki leków pałętają się w moim organizmie.

Reszta w normie, czyli zimno, pochmurno i sennie...

2 komentarze:

  1. Gratuluję Ci tak wspaniałej wyciskarki. Jesli możesz zrób kiedys zdjęcie.

    Trzymam kciuki za dobre wyniki.

    ps.
    radziałabym Ci usunąć wpiaywanie w komentarzach literek. Nie jest to potrzebne, ale utrudnia pisanie, gdyż literki zazwyczaj są trudne do odczytania. Ale jak chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. hmyy ja też muszę jakoś wyciskarkę kupić bo napiła bym się soczku takiego świeżego:)

    OdpowiedzUsuń