Taki tam luzik wakacyjno-świąteczny mam;)
Siedzę sobie w domu w PL od zeszłego czwartku. Jakoś nie bardzo mnie ciągnie do internetu, bo na moim małym notebooku wiele nie jestem w stanie zrobić, co mnie skutecznie zniechęca do działań w świecie wirtualnym;)
Tryb życia się nie zmienił, tylko godzina przesunęła.
Nadal wszystko muszę zmieścić w ciągu tych kilku godzin wolnych od Olkowego miauczenia;p
Godzina (co najmniej) treningu dziennie, książki, filmy... sporo tego na te 3-4 godziny w ciągu dnia.
Olo się zbuntował i nie chce jeść obiadów. No nic to, z głodu tak od razu się nie umiera. Zacznie jeść jak zgłodnieje.
Dzisiaj zrobiliśmy sobie wycieczkę tramwajową na Stary Rynek, Olo pierwszy raz w życiu zobaczył nasze Koziołki, a ja odświeżyłam pamięć (ostatni raz widziałam je chyba w głębokim dzieciństwie).
Koziołki są tymczasowo ubrane w czerwone, gwiazdorkowe kubraczki i czapeczki.
Dziadek nam towarzyszył, więc wstąpiliśmy do kafejki na grzańca z miodem i cynamonem i rogale marcińskie (boszzz!!! jak dawno ich nie jadłam - łamię zasady dietetyczne, ale co tam, raz kiedyś można...).
Pozmieniało się sporo w naszym mieście - w zasadzie od 2 lat nie szwędałam się po mieście, ostatni raz byłam tutaj rok temu.
Śnieg już stopniał, "ciepło" się zrobiło - sobie nie ulepimy bałwana chyba...:/
Mgliście i mokro było dzisiaj, więc zimno też, tak bardziej po irlandzku:/ Dobrze, że bez wiatru,bo byłoby jeszcze zimniej. Chyba wolę już mrozik i brak wiatru, a do tego trochę śniegu i suche powietrze. Przynajmniej nie marznę tak łatwo.
Drugi tydzień P90X powoli odchodzi w przeszłość, mam niewiele zakwasów, zauważyłam postępy w ilości powtórzeń i intensywności ćwiczeń:) Szybko leci ten trening.
Prawdę mówiąc, chyba mi wszystko jedno czy siedzę w domu w Poznaniu czy na irlandzkiej wsi... Jedna mała różnica - tu sobie mogę skoczyć do ludzi klatkę obok, a tam raczej spędzam czas w towarzystwie psa i Olka (skajp pozostaje). Żarcie jest tańsze w PL faktycznie. Nie mam jakichś specyficznych zachcianek i potrzeb obecnie, więc wydawanie kasy mnie w tym monecie nie interesuje. Raczej wywaliłabym pół chaty, ale na to też potrzeba czasu i sił (choćby na to, żeby zrobić zdjęcia i przesłać dane na serwer w celu sprzedaży zalegających pierdół, które można sprzedać).
Łatwiej mi się tutaj skupić na czytaniu do poduchy - może dlatego, że w moim starym pokoju jest ciepło i przyjemnie wieczorem, znacznie bardziej przytulnie niż w wyspiarskim mieszkaniu.
A teraz coś zabawnego:
Olo sobie skojarzył koniec z ogonem i teraz, gdy cokolwiek się kończy, to mówi "ogon":))) Nie wiem, jakim sposobem na to wpadł, bo w sumie końcem psa jest ogon, ale może też być morda;p
Widać, że ma spore poczucie humoru (ale uparty jest jak osioł!!! i coraz bardziej leniwy się robi... To już raczej nie po mamusi...).
Chyba rozumie też, że ze starszymi pieskami trzeba obchodzić się delikatnie (psiny są małe, więc nie ma skłonności terrorystycznych wobec nich, a raczej opiekuńcze instynkty się w nim budzą). Buba ma już 17 lat (skończy w styczniu) i jest dość żwawą babulinką psią, niestety głuchą, a druga morda jest nieco młodsza, cwańsza i bardziej zżarta, za to grozi jej ślepota. Dziadek z babcią dbają o czworonogi, więc cokolwiek się dzieje, od razu pędzą do weta. Mam nadzieję, że Kelly będzie dość sprawna i zdrowa przez całe życie (w irlandzkich warunkach może ją złapać reumatyzm jednak).
Donoszę, że psia sypia pod pierzyną, wciąga same smakołyki z pańskiego stołu (oprócz własnego żarcia) i chodzi na długie spacery. No nie wiem, może sobie bardziej idealistycznie wyobrażam jej tryb życia niż jest rzeczywiście, ale mam nadzieję, że jest zaopiekowana odpowiednio.
Mam też nadzieję, że moje rybki nadal żyją i dychają, i że większość roślin też jakoś sobie radzi...
To tyle słowem apdejtu natenczas;)
Madzia zatem wypoczywaj i snobistycznie szalej ze znajomymi ,Olem Dziadek się zajmie.
OdpowiedzUsuńŻyczę Tobie ,Olowi i Bliskim pogodnych świąt , szaleństwa gastronomicznego i oczywiście ogrom prezentów
Madzia wykorzystaj dziadka do imentu on bedzie szczęśliwy a ty odstresowana
OdpowiedzUsuńwesołych świąt
j
Postaraj się jednak trochę wybyczyć! No i smacznego i żeby w boczki nie wlazło. Podziwiam Twoja konsekwencję w treningu.
OdpowiedzUsuńZaba ale byk