Się śmieje baba jak gruby chiński Budda:)))
No śmieję się, bo sytuację mam nietęgą wg standardów, a stać mnie na śmiech prawdziwy!!!:)
A zaczęło się tak...
W weekend, swojsko zwany powolniakiem dostałam od kumpla-healera kilka ebooków, to zaczęłam od najbardziej praktycznego (wciąż czekam na to dvd z QiGongiem/ ChiKungiem).
Autor jest Angolem i po głębszym przestudiowaniu tematu, łącznie z z nauką praktyczną, postanowił materię przybliżyć Europejczykom.
QiGong to bardzo prosta metoda uzdrawiania siebie - w zasadzie chorób, na które ciężko znaleźć leki i metody w medycynie zachodniej, zwane 'miękkimi', gdzie ciężko jest znaleźć przyczynę (np. depresja, brak energii, wszelkie zespoły zmęczenia, także te przy terapii raka i np. antywirusowej), ćwiczenia zajmują jakieś 15 min dziennie - pewnie, że można dłużej, ale nie ma to sensu jakiegokolwiek, bo energii się więcej nie ruszy niż przez te 15 minut.
Akurat doczytałam do końca rozdział praktyczny, więc stosując się do wskazówek zawartych w książce i na stronie, zrobiłam całe ćwiczenie rano.
A dlaczego rano a nie wieczorem?
Bo...
Wczoraj nie chciało mi się spać. Zatelepałam się do wyra koło północy i czytałam do pierwszej.
Poszłam spać (trochę mi pikawka telepała wieczorem, więc może znów hormony tarczycy wariują). Trzecia w nocy - jeb, sąsiad muzykę włączył i dawaj w tany z jakąś swoją nową przydupaską... grrr... gul rósł. Zwlokłam zwłoki, polazłam gdzie miałam zasięg i zadzwoniłam na policję, co by się zajęli przerywaniem ciszy nocnej. Powiedzieli, że wyślą samochód. Ta... jasne...
Czwarta nad ranem (jak w piosence), a ja oczy jak spodki, chata cała chodzi nadal. Narzuciłam kurtkę i się telepię do sąsiada. Walnęłam w okno i drzwi, wyszedł podchmielony (a może na innym rauszu, bo nie czuć było alko, ale widać było, że był czymś naćpany), a ja na niego z ryjem, że jest 4 rano i w ogóle o co chodzi. Obiecał ściszyć i przeprosił. No i ściszył. Ale ja i tak nie zasnęłam.
Jeszcze go słyszałam, jak się do wyra zatelepał. A potem się przewracałam z boku na bok.
W końcu stwierdziłam, że bez sensu jest takie leżenie i czekanie na sen. Wstałam o 5.30 (:O!) i załączyłam książkę na kompie, do tego wszelkie linki i jechane.
Po 15 minutach byłam wyćwiczona, a efekty niesamowite.
Nie oczekiwałam żadnych efektów, bo QiGongu nigdy nie ćwiczyłam, a jedyne doświadczenie z energią dała mi joga.
Już w czasie pierwszej serii formy (prościutka forma, ale jakże pomocna - robi się 10-15 powtórzeń plus wszystko co naokoło, łącznie z wyciszeniem, medytacją stojącą i szybkim masażem głowy) poczułam jak ciepło zbiera mi się w dłoniach (tak jakby kulki ciepła czy coś:))), potem zrobiło mi się ciepło w okolicy serca, a nawet nos zrobił mi się ciepły (od stycznia był lodowaty!!!).
Skończyłam ćwiczyć ok. 6.15, a teraz jest 9.30, a ja siedzę bez swetra (od stycznia prawie się z nim nie rozstawałam w domu), mam ciepłe kończyny, generalnie jest mi ciepło, czuję się szczęśliwa (tego też od dawna nie czułam, bardzo dawna), mam uśmiech na ustach (nie szczerzę się, ale wiecie ten monalisowy tudzież widywany na statuach Buddy) i czuję się dobrze z sobą (z serii 'pierwszy raz od stycznia' chyba znowu).
Polecam wszystkim! Facet nazywa się Marcus Santer, jeśli chcecie znaleźć coś o nim.
W PL chyba w ogóle jest mało książek nt. QiGongu, ale materiały anglojęzyczne są ogólno dostępne i bywają darmowe.
Przedostatni dzień terapii, mimo pogody, powinien minąć pozytywnie:)
Po treningu dołączyłam sobie jeszcze godzinny wykład Ajahn Brahma - angielski mnich tradycji theravady, można go znaleźć na tubie oczywiście, mieszka w Perth w Australii, pochodzi z UK - facet zabawnie opowiada o życiu i jego bolączkach i jak sobie z nimi poradzić. Te wykłady są też głównie po angielsku (bardzo czysty akcent ma Ajahn Brahm, więc nie musicie się obawiać niezrozumienia), ale niektóre filmiki mają polskie napisy. Polecam na poprawę nastroju!:)
A teraz słuchamy sobie z Olkiem muzyki relaksacyjnej, on się bawi autkami, a ja sobie skrobię - tego też dawno nie doświadczyłam! Ale mam taki spokój wewnętrzny i radość wychodzącą uszami, że mu się też udzieliło. I dobrze, bo od kilku tygodni, ze względu na zmęczenie koszmarne byłam od rana nachmurzona jak chmura gradowa i się udzielało dziecku:/
Z innej beczki:
Zaczęłam sweterek ażurowy dla siebie, ale nie wiem, kiedy skończę, bo zdążyłam się pomylić nie raz, a jeden rządek robię jakieś 15 minut. Do tego, nie może być Olka w pobliżu, bo mam gwarantowane, że się pomylę, tak jak zawsze coś rozleję przy śniadaniu, bo mały się wtrynia ze swoim 'a co to?', hehe:)
to borem lasem;)
PS. Podejrzewam u siebie początki sarkoidozy indukowanej interferonem, ale zobaczymy, co powiedzą w szpitalu. A poza tym, może się sama cofnie, skoro to jedna z tych niespecyficznych chorób i dzięki QiGongowi się uda z nią zawalczyć?;)
hmyy zaraza zobacze co to za ćwiczenia:) i co to za facet:)
OdpowiedzUsuńNo to miałaś wieczór i noc pełną przygód. Nie ma to jak wnerwiający sąsiedzi.
OdpowiedzUsuńcieszę sie, że ebook jest ok i porady w nim zawarte działają, ale w PL nie widziałam
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
j
jestem trzymam za Ciebie kciukigalex
OdpowiedzUsuń