Dwudziesty czwarty zastrzyk za mną - wczoraj wieczorem musiałam zrobić.
Jeszcze 4 przede mną.
Jeszcze 5 tygodni, a dokładniej 34 i trochę dnia leczenia do końca.
Czuję się nie co (to się pisze razem czy osobno???? Strasznie mnie dręczy ta kwestia:p) lepiej, ale nie trąbiłabym o sukcesie. Po prostu zależy w jakim stanie się obudzę i tyle...
Interferon... na drugie mu chyba Inferno.
W szpitalu się dowiedziałam, że w zeszłotygodniowej gazecie podawali, że jakiś gość poważnie uszkodził księdza (facet już nie widzi...), ze względu na omamy spowodowane właśnie interferonem.
Sąd go uniewinnił, jako chwilowo niepoczytalnego.
Prawdą jest, że śnią się koszmary i są do tego tak niesamowicie realne, że człowiek się budzi i patrzy na ręce, czy czasem nie ma na nich krwi...
Ciężko jest się wyspać mając takie sny... A one nie są czymś rzadkim na tej kuracji.
Jakiś czas temu miałam piękne, kolorowe sny, a od kilku tygodni zamieniły się one w koszmary. Być może to znów koktajl leczniczy.
Pojawia się też agresja, niekontrolowane wybuchy, a jeśli się nie ma nad tym kompletnie żadnego panowania, to dzieje się właśnie to, co wydarzyło się na Irawyspie (jak słusznie zauważyła angel.87 coś wpsólnego z gniewem ma...). Pacjent był jednak z innego szpitala.
Przy każdej wizycie pytają o nastrój. Jeśli robi się nieciekawie i pacjent raportuje nastroje depresyjne, agresywne zachowania itp., to kieruje się go do specjalisty i zapisuje jakieś psychotropy zapewne.
Ja znalazłam sposób na kontrolę tych dziwnych nastrojów - cowieczorna, regularna medytacja, pozytywne afirmacje od rana do wieczora, lekka dieta, trochę świeżego powietrza, uregulowany tryb życia, dołączę jogę, jak tylko sobie znów ułożę odpowiedni zestaw ćwiczeń.
Olo sam się potrafi zająć przez jakiś czas rano - sprytnie podstawiłam mu jedno pudło z zabawkami blisko łóżeczka, więc samochodziki i zwierzaki idą w ruch jak się budzi i dzięki temu ja mogę jeszcze poleżeć, zdrzemnąć się itp., co po nocy pełnej koszmarów i biegania do łazienki (skąd ta woda się bierze...) dodatkowe pół godziny to skarb.
Hmm... wygrałam 8 euro w totka europejskiego - trzeba pobiec i odebrać, dopóki dają. No nie narzekałabym, gdyby za tą ósemką było jeszcze 6 zer...;p Może następnym razem;)
Na spacer z Olkiem i psem wzięłam dzisiaj mój stary aparat (jest lżejszy i łatwiej nim manipulować w obecności tych małych kreatur, których prawie non stop trzeba pilnować) i ustrzeliłam kilka fot. Pewnie coś tam zapodam na flickr.
Po dość ciężkim miesiącu, chemia chyba lekko odpuściła, więc znów zacznę się bawić w moje fotki i może też zacznę mój projekt w końcu... Ale o projekcie ani słowa dopóki nie nabierze odpowiednich kształtów.
Piguły tyrozyny zaczęły chyba działać, bo spadło mi kilo od zeszłego tygodnia, a przecież wciąż rosło tylko od pewnego czasu, więc mam kilo w plecy jeszcze od momentu, kiedy to wszystko zaczęło się zajączkować. No nie jest źle;) Od razu humor się poprawia, jak wyniki pozytywne widać:)))
A, i grzywkę sobie podcięłam korzystając z tutoriali na tubie:) Nawet babeczkom w szpitalu się podobało. Do tego wyprostowałam włosy, więc nabrały ludzkich kształtów. Stwierdziłam, że wizyta u fryzjera to dla mnie strata energii, czasu i pieniędzy w mojej sytuacji, więc czas zapuścić pióra (scieniały od tej chemii, lecą lekko, ale za kilka tygodni powinno być już normalnie) i zrobić fryzurę niebanalną;)
Oj, chyba czas back-upować moje foty i skalibrować monitor, bo przypominają o sobie...
borem lasem
PS. Już wiadomo po kim Olo ma takie dłuuugie rzęsy - po mamusi oczywiście!!!;)))
Mamusia przestała masakrować rzęsy na codzień (kilka miechów temu) na rzecz henny kładzionej co kilka tygodni i od razu odrosły! Sama się nie mogę nadziwić ich długości:O:D Teraz muszę kupić dobre i eko tusze do rzęs.
Podejrzewam, że sporą rolę odegrało tu też pozbycie się szkodliwych chemikaliów z codziennej atmosfery (pomimo zjadania chemii kilka razy dziennie...), może też pomaga antyhistamina, skoro nie mam praktycznie żadnych problemów ze skórą obecnie.
Chlebek na zakwasie, powaznie chcesz przepisa?
OdpowiedzUsuńdużo zdrowia!!!!
muszę nadrobić zaległości u Ciebie:)
Poważnie!:) Dawaj!:)
OdpowiedzUsuńwspółczuję zastrzyków :(
OdpowiedzUsuń+ obserwuję i liczę na rewanż :)
Nina - dostałam się jedynie na stronę google+ ale nie ma tam żadnych wpisów (???).
OdpowiedzUsuńmadzialenko, przykro mi z powodu zastrzyków...mialaś okazję ostatnio poczytać u mnie, jak niecierrrrpię takich rzeczy, więc tym bardziej mi przykro,ze Ty musisz...!
OdpowiedzUsuńChyba bardzo grzeczny ten Twój Olek :) ja niedawno opiekowałam się bratankiem i bratannicą - dżizys, co to za dzieci są! Żywe srebro ;) co nie zmienia faktu, ze kochane ;)
Trzymaj się ciepło. Życzę zdrowia i optymizmu ;)
P.S.
ja od jogi wolę pilates ;)
Czyli koniec kuracji bliski. Ponieważ nikogo nie zaciukałaś, to pewnie już tego nie zrobisz.Cały czas jestem pełna podziwu dla Twojej samodyscypliny.
OdpowiedzUsuńZaba
Jak już kilka masz za sobą to pewnie kwestia prob - moj tez, jak za dlugo przetryzmam w piekarniku, wychodzi twardy
OdpowiedzUsuńzakwas stad
http://www.chleb.info.pl/
i polecam ten watek na forum
http://www.chusty.info/forum/showthread.php?t=8320
chyba trzeba się zarejestrowac
W sumie to nie mam konkretnego przepisu - z zakwasu z lodowki robie zaczyn żytni, a potem woda i mąka (roznie - orkiszowa, pszenna, mieszam co mam) proporcje mam na swoją blachę, trochę soli i odrobina wody- wyrabiam drewnianą łychą - urosnie, potem po ok pol godz do formy na dluzsze rosnięcie i pieczenie
poczwara
Madzia nie wywal się na ostatnich metrach biegu z górki coby zmasakrować GADZINĘ .Olo fajnym facetem jest , więc Twoje nauki nie idą w las , lecz w jego malusią łepetynkę .Jest w wieku, kiedy maluchy przez kilka minut powinny się skoncentrować nad samodzielna zabawą.
OdpowiedzUsuńWidzę że Zaczynasz odzywać , zwłaszcza że perspektywa WOLNOŚCI tuż,tuż za drzwiami .
macham już bez słońca - Dośka zołza
odżywać miało być, a nie odzywać
OdpowiedzUsuńŻaba - staram się jak mogę, dyscyplina nie jest łatwa, ale po jakimś czasie wchodzi w krew i lepiej się czujesz, jak zrobisz to, co dobrze jest zrobić i wiesz, że Ci pomaga:)
OdpowiedzUsuńPoczwarka - dzięki, zakwas stoi już 3ci dzień, bo nowy musiałam nastawić, więc jutro będzie ten sądny dzień dla nowego chleba;)
Dosia - no mam nadzieję, że nie storpeduję swoich osiągnięć:) Olo dość długo bawi się sam, a raczej ma dość długie chwile samodzielnej zabawy, więc mam ciutek spokoju i czasem nawet udaje mi się odpisać na jakiegoś maila dłuższego:)Gaduła jest, tyle że z wymawianiem niektórych głosek ma problem.Ale to się rozwiąże, bo zawsze się tak dzieje:)))