Taki dzień na marudzenie w sam raz dzisiaj mam.
Słońce wyszło, ale nie na długo, chmurzyska się uzbierały i znów nie jest najcieplej. Tzn. wydaje mi się, że to mnie jest wciąż zimno, a reszta ludzi uważa, że jest ciepło.
Boli mnie dzisiaj absolutnie wszystko, a najbardziej stawy, mięśnie i głowa. Mdli mnie i nie wiem nawet od czego, ale wczoraj i dziś zaczęło się koło południa:/
Pooglądałam sobie fotki w necie - wyspy greckie, tradycyjne kamienne domy, sady oliwne i pomarańczowe... i tylko żal, że nie można tam być i spokojnie egzystować. Nawet kozy mogłabym wypasać i sprzedawać mleko na sery, byle się żyło spokojnie, dostatnio i bezproblemowo, z masą słońca na codzień.
Mam tak dość tej wyspy, tego klimatu, wiecznego zimna, deszczu i grzybów w domach, że najchętniej spakowałabym manatki i uciekła jak najdalej. Jest drogo, warzywa i owoce są kiepskiej jakości, bo przecież wciąż jest zimno i nie ma słońca, z przetworów mlecznych najlepszy jest grecki jogurt greckiej produkcji, a za mięsem i rybami i tak nie przepadam i unikam.
Nic mi się nie kojarzy dobrze już z tym krajem. Ani pogoda, ani system opieki jakiejkolwiek, a nawet ludzie już mi się nawet dobrze nie kojarzą. Podejrzewam efekt mieszkania w obecnym hrabstwie od prawie 4 lat.
Nie lubię Dublina i okolic i koniec kropka. Mogłabym żyć na południu wyspy: wiatr cieplejszy się tam nawet wydaje, ludzie bardziej uśmiechnięci i daleko od wyścigu szczurów.
Ale najbardziej... najbardziej to chciałabym mieszkać GDZIE INDZIEJ!!!! Pod błękitnym niebem w pobielonym domku z niebieskimi drzwiami i ślicznym białym murkiem naokoło posesji, z widokiem na morze z jednej strony i góry z drugiej, z drzewkiem figowym za oknem i oliwnym gajem po wyjściu z domu, gdzie pomarańcze wyciągałyby mordki do słoneczka, a my chowalibyśmy się w cieniu, bo byłoby tak słonecznie i gorąco!!! O właśnie TAK chciałabym mieszkać!!!
Robię bułeczki pszenne na oliwie. Siedzą już w piecu. Brakuje mi tylko tapenady (pasta z oliwek) i horiatiki (popularnie zwana sałatką grecką). O, już wyszły bułeczki - okrągłe, rumiane i przepysznie pachnące:)
Poczekają sobie na towarzystwo ww., czyli jeszcze jakieś 2 godziny, bo Olo jeszcze śpi (popołudniowa drzemka - chwila wytchnienia dla styranej matki), a pies czeka na dłuższy spacer.
Zapomniałam dodać, że fajnie byłoby mieć własną winnicę i kilka piwniczek z beczułkami;)

o tak fajnie by było:) a jaki klimat:)
OdpowiedzUsuńNa Twoje odbieranie wszystkiego na pewno wpływ ma to drakońskie leczenie ale marzenia o greckim domku moga się jeszcze spełnić. Najbardziej Ci zazdroszczę, że MASZ marzenia. Ja już z siebie niczego wykrzesać nie umiem. Po prostu jestem wypalona jak stary piec martenowski.
OdpowiedzUsuńBuziole dla Was obojga!
Zaba
Aniu - trzeba iść pod prąd, a marzenia to jedna z tych rzeczy, które odróżniają nas od naszych merdających ogonem towarzyszy podróży przez życie;) No chyba, że oni też marzą, ale nic nam nie mówią;)
OdpowiedzUsuńMoja Droga :)
OdpowiedzUsuńJuż tak dawno chciałam trafić na Twojego bloga, a nie umiałam! No dziad jakiś ze mnie kompletny - wpisywałam w wyszukiwarkę i nic się nie działo...dopiero dziś jakoś przypadkiem wpadłam na to, żeby wpisać adres w google :) i znalazłam :)
Greckie domki, sielanka, oliwki z drzewek, pomarańcze z ogródka...ajj...masz piękne marzenia. Nigdy nie byłam w Grecji, ale jestem nią zafascynowana (studiowałam filologię starogrecką ;)) nie rezygnuj z tych marzeń - może jeszcze będziesz doić kozy na greckich halach ;)
pozdrawiam ciepło!
Angel - nie dziad, tylko ja chyba nie wpisałam bloga u Ciebie w komentarzach;)
OdpowiedzUsuń