Tyle dni zostało:)
Już nie mogę się doczekać tego nowego życia bez prochów 4 razy dziennie w ilościach przyprawiających o ból głowy...
Czułam się niesamowicie dobrze w czwartek, dzisiaj od rana też nienajgorzej, ale po zrobieniu zakupów z rana po prostu padłam.
Normalnego życia nie mogę się doczekać, bez tego zmęczenia cholernego!!!
Uniknęłam też wydania 4 dyszek cudem...
Jak się z Olkiem jeździ, to potem tak jest - gada i gada i człowiek zapomina, co ma robić.
Otóż: miałam bilet z parkomatu, bo stanęliśmy w mieście, żeby do sklepu polskiego wskoczyć, więc wpłaciłam tyle, żeby na te kilka minut starczyło. Bilet sobie leżał za przednią szybką. Podjechaliśmy na inny parking, do innego sklepu chciałam wejść i oczywiście zapomniałam kupić nowy bilet...
W sklepie coś mnie tknęło, szybko zapłaciłam i poczłapaliśmy na parking, a tam... pani sprawdzająca bileciki już mnie spisywała (ciśnienie lekko mi wzrosło), ale skończyło się tylko na tzw. pouczeniu;) Jak zwał tak zwał, a człowiek musi się gimnastykować, bo nie może się na tych prochach skupić normalnie, a maleństwo nie upraszcza sprawy - boszzz... miałam już przed oczami ten rachunek i tą bolesną karę do zapłacenia...
Raczej fajerwerki nie dzieją się wokół, więc się nie będę rozwodzić nad codziennością.
Nudno trochę. Kilka fotek, jakiś spacer i to wszystko, na co mnie fizycznie stać. Reszta energii i czasu idzie na odpowiadanie na pytania (głowa mnie już dzisiaj rozbolała od Olkowych pytań), przewijaniu i robieniu żarcia. Do tego sprzątanie kuchni, spacery z psem i obtakanie całaj chaty raz w tygodniu plus zakupy tygodniowe.
Robię sweterek zimowy dla Olka, z wełny owiec islandzkich - będzie wyglądał jak kurczaczek;p:D
Ściągacze są czerwone, a reszta żółta. Przód już zrobiłam - w zasadzie zaczęłam wczoraj wieczorem, bo wcześniej zastanawiałam się nad wzorem i musiałam przeliczyć oczka, bo projekt jest na mniejsze dziecko, za to wełna w tym projekcie jest ciensza, więc matematyka poszła w ruch.
Ciekawe jak wyjdzie, bo to mój pierwszy sweter w życiu!:)))
Moja sister zawsze fajnie dziergała na drutach i szydełku, aczkolwiek kiepsko z uproszeniem jej, żeby coś dla nas wydziergałą, więc się sama wzięłam. A to relaksujące zajęcie jest, więc w to mi graj;) I mogę dziergać, jak Olo się pyta po raz setny czy krowa to krowa;D
Coś na 'ząb':
A tu i tu trochę więcej fotek:)
Instagram jest w użyciu co jakiś czas - zadziwiają mnie efekty, taka maleńka aplikacja i to jeszcze na telefon, a efekty są rewelacyjne. Szkoda tylko, że nie można surowego pliku zachować jako RAW a nie JPG, bo z takim już niewiele się da zrobić, a drukowanie nie ma najmniejszego sensu.

Madzia :) Jakie śliczne zdjęcia ! :)
OdpowiedzUsuń25 i ciut to "tylko 5 minut" więc nie martw się - już bliżej,niż dalej do końca udręki.
Mam nadzieję, że jak już skończysz kurczaczkowy sweterek,to się pochwalisz ;)
buziaki!
Raduj się że tylko jeden Olo zadaje pytania.Mojej skromnej osobie dwie jednostki jednocześnie inwigilowały szare zwoje , a przyznam że tematy zgadywanek były diametralnie różne.
OdpowiedzUsuńjestem ciekawa Twojego dzierganego wyrobu i oczywiście jutro wykreślamy jeden z ostatnich pieprzonych wtorków
macham słonecznie - Dośka
Pozdrawiam serdecznie mamę i maleństwo.
OdpowiedzUsuńŻyczę zdrówka i uśmiechów.
Pozdrawiam
Masz to oko do fotek, trzeba przyznać!
OdpowiedzUsuńCzas jednak zapierdala niemiłosiernie skoro koniec leczenia w zasięgu ręki.
Olo na fotkach przeuroczy!
Buziole!!
Zaba po brzuszkach
Miód na me serce Aniu:))) Olo nawet w naturze przeuroczy jest, hehe:) Jeszcze, poczekajmy jakieś 10-11 lat i to piękno zacznie znikać, eh...
OdpowiedzUsuń