Ponieważ z prognozy pogody zamieszczonej na jednej takiej norweskiej stronie wiedziałam od kilku dni, że będzie ładna pogoda, więc spakowałam niezbędnik i Olka do samochodu i pojechaliśmy na Glenroe Farm, całkiem niedaleko.
Olo był tak wniebowzięty, że zapomniał o jedzeniu i siłą musiałam go zciągać z placu zabaw, żeby coś w niego wdusić. Oczywiście, bez protestów się nie obyło. Dziwnym trafem, nie chciał się huśtać... Nie wiem, może ma złe doświadczenia, ale o tym mi nikt nie powiedział już, tym bardziej on, chociaż coraz większa gaduła z niego i coraz więcej słówek podłapuje:)
W drodze powrotnej prawie zasnął.
Zwierzaki bardzo mu się podobały, pogłaskał owieczkę, króliczki, miniaturową kozę, konia, rozbawiły go świnki (jest taka jedna wielka świnia, która spędza całe życie na spaniu w chlewiku - jest gigantyczna i nigdy nie widziałam jej ryja, nawet nie wiem, czy to samiec czy samica, bo śpi na brzuchu i dupskiem do publiki).
Kilka fotek załączam:
Małe muzeum folklorystyczne, przybudówka do chlewika
A to już zwierzaki:
Jeśli macie ochotę na więcej fot, to zapraszam tu:)
Z innej beczki:
Zauważyłam, że przy zmianie pogody, a raczej ciśnienia atmosferycznego robi mi się gorzej.
Ostatnie dwa tygodnie były w sumie świetne porównując do całokształtu, natomiast dzisiaj jest fatalnie. Cały dzień siąpi, Olo szaleje. Po drodze na plażę (pies się tam wyprowadza) wstąpiliśmy do sklepu po kaloszki i dzięki temu miał suche stópki po tym krótkim spacerku. Taki krótki spacer nie jest w stanie go jednak rozerwać.
Przy okazji kupiłam mu dvd z Tomkiem Ciuchcią, więc chociaż 15min spokoju miałam po kolacji.
19 zastrzyk zaaplikowany i 10tygodni daleszego leczenia w perspektywie. Suszy mnie okropnie cały dzień i to wygląda tak, że piję litrami i w zasadzie nie widzę, żeby się cokolwiek zatrzymywało... Woda na przemian z herbatkami ziołowymi i zieloną (w drodze yerba mate - kawa mi rozstraja żołądek na tyle, że muszę zastosować zdrowszy zamiennik). Zimno mi dzisiaj (a mam ochotę na lody!).
Trzymam się diety mocno i aplikuję ćwiczenia 3 razy w tygodniu - nie powiem, żebym się dzisiaj czuła lepiej po tych ćwiczeniach, ale mam dość płaskodupia wtórnego, więc musiałam zadziałać. Fitness idzie w parze z dietą i programem motywacyjnym, dla jasności.
Interferon dzisiaj mnie 'gryzie' w nogi, ale to już przed zastrzykiem czułam, więc nie wiem, może mam jakąś mini infekcję, o której zielonego nie mam. Kit, przeżyję jak zwykle bywa.
Wodorosty chyba działają, bo nie mam dziwnych palpitacji serca, od kiedy wciągam kapsułkę dziennie. A to był objaw rozchwiania hormonów tarczycowych.
Acha, w ciągu zeszłego tygodnia (i wczorajszego wieczoru) zrobiłam tak dużo w domu, że gdyby mi ktoś miesiąc temu powiedział o takim zachowaniu, to popukałabym się w czoło (dzisiaj też zresztą).
Wysprzątałam schowek, przejrzałam zabawki i ciuchy Olka, moje ciuchy, książki (mam kosz niechcianych książek, jak ktoś chciałby sobie odebrać osobiście, po polsku i po angielsku) i pozostał mi bajzel pod biurkiem. Kuchnię wysprzątałam w szafach na wiosnę, więc nie ma czego tam sprzątać;p
Jedna aplikacja do wysłania, zadanie kursowe do zrobienia i kilka innych projektów w toku (jak zawsze).
Fotografia trzyma mnie w pionie i pewnie zawsze tak będzie. Robienie zdjęć jest fajne, obróbka pozwala mi zapomnieć o całym świecie i jakiś tam ułamek zdjęć zadowala mnie wystarczająco, żeby obwieścić je światu.
Do końca lipca muszę portfolio uzbierać w temacie żarcia. Na razie mam kilka własnych dań sfoconych, ale może jak mi przybędzie sił, to pogadam w okolicznych restauracjach, sklepikach i kafejkach, czy nie chcą fotek czasem. Darmowa robota w zamian ja mam portfolio, a oni kilka fotek na papierze za free:) Chyba dobry interes, w końcu to początek;)








z Ola gębuli rewelacyjnie się czyta w jakim jest nastroju.Madzia rośnie dziewczynom przystojniacha jak słowo daję.Dzięki codziennym obowiązkom które ciężko tobie przychodzą , na krótki czas zapewne Zapominasz o walce z GADZINĄ .
OdpowiedzUsuńZdjęcia gastronomiczne mnie dobijają psychicznie, ale w piątek produkuję ,,Twoje" naleśniki
sama bym się taak beztrosko pobawiła na takije zjeżdzalni i owieczki pogłaskała:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam:)
Dosia - nie wiem właśnie czy zapominam, czy przypominam sobie, bo po kilku godzinach jestem tak zmęczona, że chciałabym się wturlać do łóżka zamiast zajmować się nim przez kolejne kilka ładnych godzin. Szczególnie, kiedy za oknem nie jest sympatycznie robi się tragicznie:/
OdpowiedzUsuńeM - ja też bym pozjeżdżała, ale muszę chyba zrzucić jeszcze kilka kilo;) owieczki i inne zwierzaki udało mi się pogłaskać, koń był szczególnie kochany:)