O ile się nie pomyliłam, to tytuł znaczy tyle co 'sushi i kaiso', ale japońskiego się uczyłam ostatni raz tyle lat temu, że nie wiem, czy to 'i' to faktyczne i czy też jakaś aberracja mojego mózgu.
Ad rem więc.
Ponieważ rano przyjacióła smsem przypomniała mi o moich imieninach, więc postanowiłam, że po szpitalnej wizycie urwę się na dłużej gdzieś tam.
A że dziś słoneczko już nie świeciło tak pięknie, to nie miałam powodu wracać do chaty wcześniej. Tym bardziej, że Olo pod opieką byłego siedzi z nim u mnie, a widok byłego nie napawa nikogo optymizmem raczej (chociaż mi jakoś dziwnie zwisa i powiewa, odkąd zaczęłam zmieniać sposób myślenia, ale o tym później).
Wpadłam do centrum handlowego zwanym Dundrum. Zaczęłam od Penney's (popularnie zwanego jak sami możecie się domyśleć, przez polskojęzyczną ludność Irawyspy...), kupiłam kilka szmatek dla siebie i Olcia, potem wpadłam do księgarni, co by wyczaić jakiś magazyn z fryzurami, ale wyszłam z 'Professional Photographer Magazine' pod pachą, bo jakoś doszłam do wniosku, że jak włos odrośnie, to się pomyśli wtedy.
Chciałam też dorwać jakieś magazyny wnętrzarskie, ale nic mi się nie podobały, więc pozostałam przy jednym.
Zgłodniałam. Od dawna miałam ochotę na sushi i nareszcie udało mi się zrealizować to marzenie!:) Rybka była pyszna, ryż też, warzywka w postaci różnych sałatek jak najbardziej (sałatka Kaiso, z wodorostów), a na deser czekoladowe cistka ryżowe z nadzieniem budyniowym. Popiłam zieloną herbatką i ruszyłam dalej.
Wpadłam piętro niżej do M&S. Czasem mają tam fantastyczne ciuchy, ale trzeba wyszperać. Ceny ciut wyższe niż penym, ale co tam, czasem coś lepszego trzeba na wieszaku zawiesić. Olo dostał kapelutek a la panama, ale chyba mu się nie spodobał, bo rzucał nim w powietrze. No hmmm... Może kiedyś...
I taką małą obserwację poczyniłam - biustonosze dla pań obdażonych ciut większym biustem mają identyczne ramiączka jak te dla pań z małym, a to przecież nie ma żadnego sensu praktycznego.
Dziękuję za wrzynające się ramiączka i ciężar lecący do ziemi łącznie z kręgosłupem.
Swoją drogą, chętnie zmniejszyłabym sobie biust o jakieś 4 rozmiary, bo mam dość niepotrzebnego ciężaru (takie operacje powinny być refundowane, bo duży biust grozi chorobami kręgosłupa, szczególnie szyjnego i dalszymi komplikacjami zdrowotnymi i nie żartuję tutaj; już nie wspomnę o problemie w uprawianiu jakichkolwiek sportów, kupna normalnych ciuchów (są robione na osoby przeciętne, które nie istnieją w realu)).
Do tego kartki na dzień ojca (i dziadka tutaj) również dorwałam.
Po jakże owocnych zakupach poszłam jeszcze na włoskiego loda:)
Ech, fajne są takie dni:)
Miałam kupić nowe szkło do macro, ale sprzedali i dupa. Chciałam z wtórnego obiegu, to muszę sobie poczekać. Taki znak od Wszechświata, co by czekać;)
A w szpitalu powiedzieli mi, że mam całkiem rozchwiane hormony tarczycowe, buuuuu...
Nic na razie nie robią, ale jak tak dalej będzie, to do specjalisty mnie wyślą. Od mojej pielęgniarki specjalistki wiem, że żadne leki nie działają i te hormony nadal wyglądają jak wyglądały.
Mam tylko nadzieję, że po leczeniu wracają do normy.
Zaczęłam od prewencji w postaci tabletek z wodorostami i w postaci suszonej sałatki (to Kaiso sobie zrobię), żeby jodem doładować tarczycę, może się jej odwidzi...
A jak chodzi o optymizm, przemyślenia i zmianę spojrzenia na świat i własne życie, to przeczytałam jakiś czas temu książkę 'Pieniądze i prawo przyciągania' i zaczęłam afirmować...
Dzisiaj dostałam 20% zniżkę na ciuchy (a była wczoraj jedynie wg ekspedientki:)) i policzyli mi mniej w sushi barze, bo zjadłam za więcej niż 20e:))) I powiedzcie, że to nie działa! Gdyby to było tylko szczęście, to wygrałabym w totka!;p
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, ponieważ chcę mą umęczoną głowę złożyć w objęcia Morfeusza (kiepsko sypiam od kilku dni i to chyba znów tarczyca daje o sobie znać). Pa pa
PS. Jutro i autko i psina udają się do swoich lekarzy na badania okresowe, a psina dostanie jeszcze zastrzyk w tyłek w ramach rocznych szczepień. Uff, kolejna sprawa odfajkowana!
Ja też uwielbiam suhi:) Jest puszne ale ciasteczek nie jadłam jeszcze:) Wczoraj byłam na zakupach i dorwałam długą letnia sukienkę jest super :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
spóźniony buziak imieninowy, ale pomroczność na mnie padła w niedzielę...w poniedziałek miałam zabieg i żyłam tylko stresem. Przepraszam :)
OdpowiedzUsuńeM - te ciasteczka były bardzo gumowe, a z wyglądu miało się wrażenie, że są twarde. Nie mam pojęcia jak oni je robią, może z mąki ryżowej. Kiedyś w sklepie chińskim kupowałam podobne ciastka i byłam od nich uzależniona (sklep była daleeeeeko ode mnie);)
OdpowiedzUsuńMargo - jesteś usprawiedliwiona oczywiście;))) Wszystko już ok?
fragmentów z jedzeniem nie czytałam .Zakupy i baraszkowanie po sklepach faktycznie wywala z umysłu negatywne myśli.
OdpowiedzUsuńBiedny Olo,oj biedny , on chciał skórzane ubranko na motor.
Madzia zwalczysz GADZINĘ i zaczniesz szaleć pod każdym względem .
macham - głodna , sportsmenka - Dośka
Będzie za kilka dni :P to jest najważniejsze, a poza tym, buziak słodki :* dla was :*
OdpowiedzUsuńNo nie wiem... kochanego ciałka i kochanego biustu nigdy za wiele. Czasem nadmiar bywa potrzebny. To tak z przymrużeniem okaza. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńrewelka ~ www.neoen.bloog.pl
OdpowiedzUsuńdzięki Margo:) mazureczko - przy miseczce f już jest trudno ze sportem nawet, nie wnikając w stanikowe historie, więc naprawdę wolałabym zmniejszyć ten ciężar:)
OdpowiedzUsuń