Chyba lubię to słowo. I chyba zawsze lubiłam.
Przestałam za to przejmować się 'odpowiedzialnością', bo to siłą rzeczy jeden z obowiązków dorosłego człowieka.
A 'samodzielność' wpadła mi do głowy w kontekście samotnych matek. Czytam fora, maile i czasem się dziwię, że te kobiety takie niezaradne, a czasem podziwiam, jak sobie dają radę za dwoje (a czasem za czworo, bo trzeba być też dziadkiem i babcią...). I uważam się za jedną z tej ostatniej kategorii.
Od momentu, kiedy zaczęłam pracować nad swoimi emocjami i myślami, zauważyłam niesamowity postęp. Zdarza się to, o co proszę (wow!) i to bardzo często, a jeśli nie, to oznacza, że na danym temacie trzeba się dobrze i bardziej konkretnie skupić.
Moja samoocena wzrosła do poziomu, który nazwałabym wysokim i żadne trolle tego nie zniszczą.
Przestałam się zamartwiać, bo wiem, że wszystko można i da się poukładać, tak jak chcę. Do końca leczenia pozostało 7 tygodni z ogonkiem, a potem już naprawdę poleci wszystko z górki.
Siłę do życia i ciągnięcia całego wozu daje mi fotografia. Wsparcie profesora, konstruktywna krytyka, a zdarza się i podziw i słowa uznania właśnie ze strony wieloletnich profesjonalistów, wszystko to dodaje mi skrzydeł i buduje moją kreatywność i pewność siebie związaną również z całą tą branżą.
Wiem już, na czym się skupić w następnej kolejności i to od razu. Pomysł wskoczył mi do głowy wczoraj (nie wiem, czy to olejki aromaterapeutyczne tak podziałały na zwoje mózgowe, czy co, ale ważne że to się dzieje:))), skonsultowałam z Dosią i dzięki jej pomocy rozwinął się jeszcze bardziej:)))
Kreatywność to też motor. Nie ważne, że leczenie całą moją energię pochłania, a pozostałą resztę opieka nad dzieckiem. Jestem w stanie wykrzesać tę iskrę tylko po to, by strzelić kolejną fotę:)))
Od dłuższego czasu marzę o wakacjach w jakichś ciepłych stronach, a wyspy greckie to moje wieczne marzenie (włoskie też lubię, żeby nie było, ale do hiszpańskich raczej mnie nie ciągnie), więc musiałam znaleźć sobie jakiś substytut. Zrobiłam sobie obiad w stylu greckim, na podstawie przepisów z mojej diety, tylko zamiast surówki zrobiłam sałatkę grecka i dodałam tzatziki:) Niebo w gębie!!!
Studiuję przepis na deser z Chanii, ale to może jak uda mi się kupić ricottę, bo mizithry za chiny tutaj nie dostanę...
A, i jeszcze przykry akcent z ostatnich 24 godzin.
Ex, zwany również Muchomorem Sromotnikowym lub Zgredem, albo jakkolwiek inaczej, pojechał wczoraj z Olkiem do zoo. Kiedy przekładał fotelik ze swojego auta do mojego oczywiście zapomniał wyjąć klucze z własnej kieszeni i zostawić je tam, gdzie powinny leżeć. Moje klucze pożyczyłam już jemu (i najwyraźniej już się do nich przyzwyczaił jak do swoich...) i korzystałam z zapasowych, więc nie było innych w domu (poza samochodowymi, ale po co mi one, skoro nie mogę się do domu dostać!). Była już 22.30, kiedy chciałam wyjść z psem - odruch warunkowy, sięganie po klucze, a tu... niespodzianka i mały stres. Kluczy niet! Sprawdziłam w moich kieszeniach, na półkach, w torebce... Ni ma... Dzwonię do zgreda, nie odbiera, dzwonię na domowy jego matki - zapodała go - zjechałam go, że mógłby sprawdzać co robi i ma przywieźć te klucze jak najszybciej, a najlepiej już, bo jestem sama z małym dzieckiem w końcu!!! Cham jeden odszczeknął oczywiście i stwierdził, że jutro mi przywiezie. Powiedziałam, że przed 9 ma je dowieźć, bo wychodzę po 9tej, to bezczelnie się pyta, gdzie ja wychodzę o 9 rano!!! Co go to obchodzi!!! Ani on mój brat ni swat! Powtórzyłam, że nie jego zasrany interes i ma przywieźć przed 9.
Dzisiaj dochodziła 9. A ja się zastanawiałam, czy te klucze dojadą. Mnóstwo spraw do załatwienia, oczywiście z Olkiem za rękę, a ja nie mogę wyjść o czasie. Napisałam do niego, że jeśli nie dowiezie, to zgłoszę kradzież. Swoją drogą, agencja musiałaby wymienić zamki jak najszybciej, a ja poszłabym jeszcze do prawnika (i tak muszę pójść).
Przywiózł. Ale z jakim fochem! Powiedziałam mu kilka słów prawdy i oczywiście się obruszył. Odebrałam tez moje klucze zapasowe, do których się za bardzo przywiązał, a ten stwierdził, że w takim razie nie ma o czym gadać i on ma dość i koniec z tym. On tu nie będzie przyjeżdżał. A ja się spytałam, czy nie chce z Olkiem się widywać (bo to chyba naturalne dla normalnego rodzica, żeby widywać dziecko), bo na to wskazywało??? A ten gnój powiedział, że nie! W lekkim szoku byłam, ale cóż. To się spytałam o alimenty, czy jakiekolwiek będzie płacił i tu niespodzianka - powiedział, że tak. Ale w które jego słowo można wierzyć??? Nie sądzę, aby płacił i nie sądzę, żeby długo bez Olka wytrzymał. Czas pokaże. Ja się nie przejmuję. Przynajmniej nie będzie mi tu śmierdział (nie wiem, czy on prysznica nie używa na codzień czy jak...) brudem i nabijał rachunku za prąd.
Biedny Oluś popłakał się, ale po chwili był już ok, więc nie sądzę, żeby był bardzo przywiązany do swojego 'ojca'.
Jak nazwać faceta, który twierdzi, że nie chce już widywać własnego dziecka??? Skurwielem do kwadratu??? A może do sześcianu??? Nie mniej, chciałabym Olkowi zmienić nazwisko, bo ten dawca spermy nie zasługuje aby jakiekolwiek dziecko nosiło jego zasrane nazwisko. Zacznę się dowiadywać za jakiś czas, jak to zrobić, bo na razie mam inne sprawy na głowie.
To zdarzenie nie pozostawiło jednak we mnie żadnego śladu zmartwienia, a wręcz ulżyło mi!!!
Olo dowie się prawdy w swoim czasie, a ja codziennie powtarzam mu, że kocham go najbardziej na świecie i nic tego nie zmieni, bo jestem jego mamą:)
Może w niedalekiej przyszłości zetknę się z jakimś porządnym facetem, który mógłby stanowić wzór dla Olka na codzień, bo Dziadka nie widuje przecież co tydzień. A może ten facet będzie na tyle ok, żeby zostać już z nami. Tylko dojrzali emocjonalnie mężczyźni są w stanie udźwignąć zaangażowanie się w związek, gdzie jest nie tylko dwoje ale troje ludzi do ogarnięcia (on, ona i dziecko), a w naszym przypadku także pies.
Psina musi bardzo kochać Olka, bo pozwala mu na tak wiele, że ja już dawno straciłabym cierpliwość na jej miejscu:)))
W pokoiku Olka przybyły jeszcze dwa zwierzaki - dwie złote rybki:) Zabierają tyle czasu co nic, żeby się nimi zająć, a dziecko będzie miało na kim ćwiczyć odpowiedzialność jak podrośnie i nie będzie męczyć o psa, kota czy innego królika (nie mogłam go oderwać od klatki z królikami w zoologicznym).
Nie wiem jeszcze, co będzie z psem, kiedy będziemy chcieli wyjechać na wakacje, ale jeśli nie sąsiedzi czy znajomi, to są ludzie profesjonalnie się tym zajmujący, gdzie zwierzaki mają super warunki wakacyjne w czasie nieobecności swoich właścicieli. Więc nie martwię się tym. A rybkami mogą zająć się sąsiadki - jak zapomną raz czy dwa na tydzień ich nakarmić, to nic się nie stanie.
I tak by to wszystko wyglądało.
Nie panikuję, bo mój plan organizacji życia od nowa działa i ma się dobrze, a nieobecność zgred pomoże mi jedynie utwierdzić się w obranej drodze i podjętych decyzjach.
A propos tego muchomora, o którym chcę teraz już całkowicie zapomnieć, to zawsze wiedziałam, że jest skrajnym egoistą i skupionym na sobie maminsynkiem i ciamajdą, ale nie wiedziałam, że to sięgnęło tego stopnia. Jego strata!
PS. Byliśmy w aptece i Olo dostał lizaka - on ciągle dostaje lizaki od pań 'za ladą' w ostatnich czasach:))) Cwaniak mały;)
jestem oburzona zachowanie twojego ex, tragedia:/
OdpowiedzUsuńMadzia mnie nie zaskoczyło draństwo łapserdaka .Kawał gamonia i łachudry .Sądzę że to zbędne ogniwo , lecz Olo tego jeszcze nie wie .
OdpowiedzUsuńMadzia jeszcze jesteś na kwarantannie , ale po ostatnim wtorku zaczynasz ostrą rekonwalescencje
macham wietrznie - Dośka
Witaj Madziu, dawno mnie u Ciebie nie było i mam trochę zaległości. Ze zmianą nazwiska poczekaj, gdy znajdziesz kogoś kto będzie kochał Twojego synka tak jak na to zasługuje to wtedy będziesz wiedziała, że to jest ten czas. Rozumiem jak bardzo Cię rani swoim egoizmem i głupotą. To jest tylko facet, który nie może wykrzesać głębszych uczuć.
OdpowiedzUsuńŚciskam mocno.
Marysia z kwiatów
dzięki dziewczyny kochane za wszystkie komentarze:) fakt, trudno tego drania nazwać człowiekiem. Typ, któremu całe życie się wydaje, że kogoś kocha, a tak naprawdę myli to uczucie z jakimś zakochaniem się itp. Jedyną osobą, którą kocha jest on sam i to widać na każdym kroku i w całym jego życiu. Wciąż jest sam, nie potrafi utrzymać żadnej kobiety przy sobie, a te które chciały z nim być, odrzucał i jak w przypadku jego jednonocnej przygody, porzuciła ją z dzieckiem. Facet nie ma jaj i tyle. Cóż, może nie otrzymał odpowiednich wzorców w domu, ale to już nie moja sprawa. Mam nadzieję, że Olo będzie miał fajnych mentorów płci obojga w swoim życiu. Dlatego chcę, żeby trenował sztuki walki i piłkę, a do tego grał na jakimś instrumencie albo malował dla równowagi, żeby spotkał dobrych trenerów, nauczycieli i generalnie wspaniałych ludzi, bo na to zasługuje - jest fajowym dzieckiem, grzecznym generalnie i wydającym się rozumieć, że mama źle się czuje przez większość czasu. Łatwiej mi się nim zająć samodzielnie, za to bez stresującego bagażu jak wizyty byłego i siedzenie nam na głowie.
OdpowiedzUsuńStres nie działa na mnie motywująco, a teraz wręcz bardzo negatywnie kładzie się cieniem, dokładając jeszcze więcej zmęczenia. Więc może to i lepiej, że zniknął. Kij mu w oko.
Więc kij mu w oko;)
OdpowiedzUsuńMarysia