No i nareszcie - pozostało 'tylko' niecałe 7 tygodni z koszmarnych 28!
Fajnie, bo czuję się coraz gorzej, zamiast bardzo popularnego wśród wszystkich powiedzenia, że wszystko się wyrównuje i potem wsio rawno...
A raczej, czułam się dość monotonnie przez jakiś czas, ale kilkanaście dni temu znów coś zaczęło się dziać. Wiecie, te dziwne wahania wagi i niemożność schudnięcia pomimo diety i ćwiczeń miało coś z czymś wspólnego. Zauważyłam to już jakiś miesiąc temu. Co z tego, że schudłam, skoro znów przybyło jakieś 2 kilo i to znikąd.
No i dowód się pojawił po wtorkowym badaniu krwi - moje hormony tarczycowe są totalnie w rozwałce, a wczoraj zadzwoniła jedna z pielęgniarek, że poziomy są toksyczne i przefaksowali receptę do apteki, więc mam dzisiaj odebrać.
No i super. Sztuczną tyrozynę będę łykać do skutku teraz. Kolejna piguła, dobrze że raz dziennie...
Jedynym objawem, jaki zauważyłam, było stopniowe osłabienie - z kulminacją dzisaj. Normalnie zero energii i zawroty głowy.
Cały czas mi chodzi po głowie, co by było gdyby... skoro jestem tu sama i nie ma się kto zająć dzieckiem, psem i domem w razie konieczności hospitalizacji.
Lepiej nie myśleć.
Po obiedzie poczułam się nie co lepiej, ale nadal robiło mi się mdło. Ból kolan po interferonie to norma już i to na co najmniej te 3 dni po zastrzyku. Okropne.
Podliczyłam rachunki na cały miesiąc. Nie jest fajnie, ale pocieszam się, że ta sytuacja nie będzie trwać wieki i znów okazuje się, że dobrze jest mieć jakieś oszczędności w zanadrzu.
Spróbuję uciąć te wszystkie koszty, ale nie wiem, jak to zrobię, bo naprawdę niewiele zużywam już prądu i gazu, przynajmniej w stosunku do innych domostw. Wyprać trzeba, zrobić obiad też trzeba, gary trzeba pozmywać... Dobrze, że nic za wodę się tu nie płaci!
Podejrzewam, że były nie ma zamiaru płacić ani centa, skoro nie ma ochoty widywać synka. Kij mu w oko. My sobie poradzimy!!!
A teraz trochę o akcjach i reakcjach Olka;)
Jemy śniadanie - Olo bawi się samochodami.
Jemy drugie śniadanie - to samo.
Obiad - podobnie.
Podwieczorek - sytuacja się powtarza.
Kolacja - samochodzik prawie wpada do talerza z kaszką, więc mały opierdziel od mamusi.
Najdziwniejsze jest to, że zaraz po skończeniu jedzenia, nie kontynuuje tylko postanawia pomęczyć matkę.
Dzisiaj był kochany, ale dopiero jak wytłumaczyłam mu, że jestem naprawdę zmęczona i chora i wydawało się, że dotarło do niego, że nie mam nawet siły odpowiadać na jego pytania.
Mam nadzieję, że przejdzie mi to wszystko jutro wieczorem, albo choćby w sobotę, bo trzeba chatę ogarnąć w końcu i zakupy zrobić.
Chciał oglądać bajki, to zapodałam dvd i miałam ciut spokoju - siedzi taka przylepka przy mnie i ogląda, więc w ogóle nie przeszkadza wtedy. Z drugiej strony władował się pies i zrobiło mi się milutko i cieplutko:)))
W samochodzie - idę z drugiej strony, go wyciągnąć z tego auta. W zasadzie to jest bez sensu, bo Olo ładuje się za kierownicę i udaje, że jedzie, mały ważniak, a nawet mu głowa nad nią nie wystaje:)))
Jeszcze dźwięki odpowiednie są do tego dodane, ale niestety, fotka tego nie odtworzy;)
Zrobione moim wysłużonym iphonem.
A propos psa - wczoraj wzięłam wyrzutnię z piłką (ale brzmi:))) na spacer i jej rzucałam. Nagle zauważyłam jakąś krew na jej nogach - wszystkich na raz, więc nie wiedziałam, o co chodziło.
Nie zaszliśmy daleko, bo bałam się, że trzeba będzie szyć.
W samochodzie zabandażowałam jej tą krwawiącą łapę (miała uszkodzoną poduszeczkę w okolicach nadgarstka, jeśli tak to mogę nazwać) i pojechaliśmy do domu. Woda do wanny, mycie łap. Trochę jej oczyściłam to otarcie - nie mogłam nawet żadnego cięcia zlokalizować, resztę zrobiła jęzorem i chyba już wszystko jest ok:) Goi się jak na psie;)))
Tyle słowem apdejtu. Chciałabym jakieś fajne książki sobie kupić, ale to musi poczekać ze 2 miesiące, kiedy to zacznę wracać do zdrowia i będę mogła się wziąć z życiem za bary znowu...


Madzia jestem i czytam , ale kod mnie dobija - makabra nie do przeczytania
OdpowiedzUsuńMadzia i ja się bardzo boję o Ola ,,a w razie gdyby" , więc Babo zdrowiej na siłę.Zdjęcia już podziwiałam , ale nigdy dosyć gapienia się na Szkraba milusiego.
OdpowiedzUsuńmacham wieczorowo - Doska
Madziu, Oluś to świetny, mały facet i już wiadomo jakie będzie miał w przyszłości zainteresowania:)
OdpowiedzUsuńDbaj o siebie i czasem wyluzuj gdy nie dajesz rady, bo nie da się wszystkiego przeskoczyć.
Pies zawsze sobie wyliże ranki, dobrze, że przynajmniej o to nie trzeba się martwić.Macham do Ciebie optymistycznie po Dosieńkowemu:)
Marysia
Dosia - bez kodów to chyba samych spamerów i trolli bym miała, a tak chociaż jakiś filtr działa:)
OdpowiedzUsuńDziewczyny dzięki za piękne słowa:) Olutek jest milusi, chociaż różki też wystają. Czasem muszę odpuścić, bo czuję jak mnie siły opuszczają z każdym nerwem i napięciem:/