Trochę pokwękam dzisiaj.
Rano byłam w nastroju 'nie podchodź, bo zabiję' w połączeniu z totalnym zmęczeniem materiału - szczególnie po zastrzyku trzęsą mi się ręce i nie mogę się podnieść z łóżka, tak słaba jestem, jak niemowlę.
Ponieważ były przyjechał wczoraj zająć się Olkiem, to mogłam odpocząć w łóżku. Pech chciał (i to zawsze zdarza się w ciągu tygodnia...), że sobie nadwerężył coś w plecach i też kwękał. Ale cóż, ja musiałam dać radę z chorymi plecami w zeszłym roku i to kilka razy, przeżyłam bez wizyt u lekarza, a ten oczywiście umierający był. Śmieszny jest i żałosny w tych swoich grypach, bolących plecach itp.
Dobrze wie, że ja się MUSZĘ zająć Olkiem, bo nie mam innego wyjścia, a on sobie może jechać w cholerę, kiedy tylko dusza zapragnie, i nie ma, że jest mi tak słabo, że w łazience siedzę 20min i to siedzę, bo gdybym wstała, to pewnie ktoś by mnie w końcu odkrył, za to Olo i pies siedzieliby bez żarcia i wody przez ten czas. Musiałabym mieć jeszcze szczęście, żeby nie pierdolnąć łbem o coś twardego.
I jak można chorować w takich warunkach, keidy jedyni ludzie rozumiejący, co się ze mną dzieje, są w szpitalu???
A skurwiel śmie twierdzić, że mi POMAGA! On mi jedynie szkodzi. Głównie na nerwy.
Mam dni, kiedy potrzebuję przestrzeni dla siebie i tylko dla siebie. Trzaskają mi nerwy i każdemu się obrywa, kto stoi na mojej drodze, a niemożliwość znalezienia ciszy i spokoju tylko dla siebie powoduje pogłębienie tego wkurwa. Lekki stan depresyjny, jak to ktoś określił.
Dostałam potwierdzenie tego stanu w obrazie krwi wczoraj. Słabość i zmęczenie - neutropeny spadły na ryj, ale jeszcze nie muszę zostawać w szpitalu; wkurw - hormony tarczycy zaczęły wariować.
Właśnie się dowiedziałam, że pacjenci z Europy Wschodniej mają problemy z tarczycą przy tym leczeniu. A ja jestem wyjątkiem, bo tylko jeden z hormonów zwariował, drugi jest w porządku. Gdyby było rozchwianie, to musiałabym lecieć do endokrynologa. I żeby było śmieszniej, to dodatkowe leki zapisane przez endokrynologa tym ludziom nie pomagają!:O Hormony lecą w stronę przeciwną i nic się nie normuje:O
Moje problemy ze skórą, oczami i układem pokarmowym to alergia, już potwierdzona w tym momencie. Przedtem wiedziałam, że to alergia i podejrzewałam, że się rozwinie od momentu, kiedy zobaczyłam pieprzone SLS'y w składzie leku, chociaż miałam nadzieję, że nie...
Żadne kremy nie pomagają, więc mam przepisane jakieś apteczne, do tego antyhistaminę w tabletkach - wszystko do odbioru jutro. Znów Olka za szmaty do auta i jazda po aptekach, urzędach... już mi się niedobrze robi od spraw urzędowych. To też dokłada cegiełkę do tego totalnego zmęczenia. Olo jest bardzo grzeczny w takich miejscach i zazwyczaj na tyle wykończony rozjazdami, że nie ma z nim problemu przy popołudniowej drzemce, zresztą w ogóle nie ma z nim problemu w tej materii.
Ale zaczął szukać towarzystwa i to non stop. W poniedziałek wyciągnęłam farbki i blok i usiedział spokojnie przez pół godziny, namalował trzy 'dzieła', a ja posiedziałam po prostu w spokoju, bo tego mi najbardziej potrzeba.
Najgorsze jest to, że w pobliżu nie ma żadnego placu zabaw, a od dzieciaków się aż roi, nie mają się gdzie podziać! Chętnie zaprowadziłabym Olka gdzieś, gdzie mógłby się pobawić z innymi dziećmi ZA DARMO!!! Bo oczywiście, wszelkie miejsca typu 'małpi gaj' są płatne, a obecnie nie stać mnie na wybryki ponad to, co jest na liście rzeczy do kupienia...
Szkoda słów na to wszystko. Wieczna walka z materią.
Oglądałam domy na sprzedarz w necie i gdybym tylko wygrała ćwierć bańki byłoby mnie stać na jako taki domek do małego remontu i urządzenie go nie oszczędzając na urządzeniach agd. Ech, marzenia...
Znów minął tydzień, więc coraz bliżej do końca tej cholernej kuracji.Oj, przydałby Ci się tam ktoś bliski do pomocy a i do wyładowania frustracji.I tak Cię nieustannie podziwiam.
OdpowiedzUsuńZaba
Madzialeno!
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za wizytę. Tak na blogspota się przeniosłem dość dawno.
Tak wędkuję, ale nie jestem mięsiarzem ani wędkarzem-najmachinalniej:) najważniejsze z miasta wyjechać.
Syn mój skończył 10 lat. Ale ciężko dojrzewa i mam też nerwy rozstrojone.
I do Mensy Go przyjęli po teście na Politechnice Warszawskiej.
Może to się jakoś uspokoi?
Życzę Ci zdrowia! I tak będzie! A Olek to Aleksander???
Bo mój syn Olgierd i na niego Olek mówią.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie, dziękując za pamięć.
Nigdy się nie poddawaj.
Ja też walczę:)
Hahah!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńMiało być, że syn skończył 18 lat!!!!!!!!!!!!!!
Wlazłam tu od Żaby...
OdpowiedzUsuńEchh życie chciałoby się powiedzieć...
Aga
Vojtek - hehe, już myślałam, że mały geniusz się zdarzył:))) Ale fajnie, że go do MENSyprzyjęli!:) Może to hormony w nim buzują, albo nerwy, skoro pisał testy, a może jakieś lekkie adhd? Ale to ostatnie pozostaje na resztę życia, niestety.
OdpowiedzUsuńAga - dzięki za odwiedziny:)