poniedziałek, 26 marca 2012

Słowem apdejtu

Trochę się wydarzyło od 17 marca. Głównie na polu leczenia.
Kolejne skutki uboczne wychodzą.
Po wtorkowym zastrzyku (ósmym!), w środę poczułam ból migdałków i dostałam zapalenie spojówek (prawe oko czerwone, obydwa zapaskudzone wieczorem, w nocy mi się powieki 'zrosły' i rano rozklejałam wodą), temperatura skoczyła na wariata do 40stC. Paracetamol pomógł.

Czwartek - pięknie rozwinięte zapalenie migdałków, rano miałam spokój z oczami, czułam się padnięta na tyle, że zrobienie sobie żarcia wydawało mi się przebiegnięciem maratonu!!!
Dobrze, że były się zjawił rano, bo w łazience mi się zrobiło na tyle słąbo, że obawiałam się omdlenia - a Olo zostałby wtedy sam!
Popołudniu ślepia zaczęły wariować, powieki również.
Temperatura wciąż wysoka.
Antybiotyków mi nie wolno, więc trzeba inaczej zwalczać.

Piątek - rano gały trzeba było rozkleić, ale dało się z nimi żyć, migdały nadal napieprzały, a szum w lewym uchu przerodził się w zapalenie popołudniową porą... Ból niesamowity, kto przechodził ten wie. Temperatura wariacka po raz kolejny. I znów tylko paracetamol!!! I kropelki...

W sobotę nie wyrobiłam z zapuchniętymi ślepiami i dzwonię na informację w szpitalu. Odesłali mnie do lekarza. Jakikolwiek lekarz nic mi nie powie, bo sam nie będzie chciał się rzucać na głęboką wodę. Terapia jest nowa i większość lekarzy nie zna szczegółów (a lista leków, których nie wolno brać jest dłuuuuuga).
Sama sobie zaaplikowałam zirtek rano, co by na ślepia przejrzeć choć trochę.
Farmaceuta z pobliskiej apteki należał do tych pomocnych i znających się na rzeczy ludzi, na szczęście:) Wypytał o lek, sprawdził, czego nie wolno a co wolno brać z boceprevirem i zapodał antyhistaminę w tabletkach, mocniejszą niż zirtek i, o dziwo, wcale mnie nie otumania ani nie powoduje zawrotów głowy (a zirtek i owszem). Z powodu alergii na loratadynę, czegokolwiek co ją zawiera, nie mogę brać.

Wiem, co mnie uczuliło w boceprevirze - SLS, sodium lauryl sulphate, czyli laurylosiarczan sodowy, który dodają do każdego kosmetyku, poza tymi, które nazywają się ekologicznymi lub bio (ale czytajcie nalepki, bo czasem wciskają ściemę, jak J&J). Właśnie z tego powodu zmieniłam wszystkie kosmetyki na ekologiczne i problem się skończył. No ale... teraz się znów zaczął, bo dostarczam świństwo w jeszcze większej dawce i bezpośrednio do systemu.

Nie wiem, jaki palant wpadł na pomysł stosowania tego konserwantu w czymś, co aplikuje się bezpośrednio do organizmu!
Zysk - alergia wymaga leczenie, a jeśli normalne leki antyhistaminowe nie działają, to dawaj sterydy idą w ruch, a po sterydach już nie tylko otyłości można się spodziewać, ale również raka w niedalekiej przyszłości. Ręka rękę myje. Po co mają więc stosować nie-alergeny, skoro biznes się nakręca, a koszty produkcji spadają?
To jest jeden z powodów moich decyzji dotyczących przyszłej pracy - bardzo niechętnie wróciłabym do farmacji. Wiem, jaki tam jest gnój i nie chcę się brudzić...

Olo coraz lepiej podłapuje słowa i wyrażenia w obydwu językach, chociaż teraz nareszcie mamy czas na 'rozmowę' po polsku:) Owszem, czasem ciężko rozszyfrować, o czym mówi, ale gaduła jest nieziemska:))) Trochę mu obiadki nie pasowały w zeszłym tygodniu, ale na szczęście humory przeszły!

Śmieszny jest jak dosłownie 'kręci dupskiem', jak nie chce czegoś robić:))) Generalnie jest kochanym dzieckiem, któremu przydarzają się lekkie wpadki;)

Tak stwierdziłam po niedzielnej imprezce dla mikrusów (koleżanki córka kończyła 3 latka; nie pytajcie, jak się czułam po, bo powiem tylko, że Olkowi zapuściłam film na dvd, żeby poleżeć 2 godziny). On jakoś nigdy nie próbuje nikogo skrzywdzić, uważa na inne dzieci, szczególnie te mniejsze, słucha i nie protestuje, gdy musimy kończyć zabawę. Jedyny mankament, to jedzenie. Ale cieszę się, że nie lubi słodyczy i badziewnego żarcia typu frytki i smażone kiełbaski (podali dzieciom na tej imprezce). Już wolę mu dawać pełnowartościowe posiłki wkładając nie co więcej energii, niż za kilka lat leczyć otyłe i niedożywione dziecko... Owszem, może to wyolbrzymienie, ale zdarza się, a w tym kraju bardzo często. Przynajmniej grubasem nie będzie;)

A propos - znów odnowiłam abonament na vitalii i już mam pierwsze efekty. Nie wchodziłam na wagę od środy, ale czuję, że jest mnie mniej;) A żarcie smaczne, dobre i nie muszę myśleć co mam zrobić, w jakiej ilości i z jakich składników!!!! I to jest najważniejsze, bo miewam dni takie jak w zeszłym tygodniu, że nie mam siły wstać z łóżka, a co dopiero brać się za gotowanie.

Jutro badanie krwi, kolejne mnie czeka, ale bardzo ważne - od tego zależy, czy czeka mnie kolejne 20 czy może 40 tygodni leczenia... Ech, chociaż raz mogłoby się stać po mojej myśli i pyknąć te  20tyg!!!! Osiem tygodni mija, a ja się czuję jak wrak człowieka, a do tego oczy mi szwankują przez to zapalenie spojówek, nie mam energii, a projekty foto czekają... i kurs też... I decyzje do podjęcia - od groma decyzji...

I seriale mi się zaczynają mieszać, a oglądanie tv zaczyna dla mnie wyglądać jak seria reklam przerywanych filmami i wiadomościami - jakiś koszmar z tej rozrywki zrobili.

5 komentarzy:

  1. Hej. Ja się tu z reguły nie wypowiadam, ale SLS to surfaktant, nie konserwant. Używany nie tylko w kosmetykach, ale czasem nawet w dysolucji, z tego co kojarzę... Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Autorka bloga26 marca 2012 23:55

    Jezeli jest w składzie, to nie używali go jedynie do reakcji. Prawdę mówiąc, mało mnie obchodzi do czego się tego gowna używa, ważne ze uczula i to nie jedna czy dwie osoby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzielna jestes ja to niewiem czy bym wytrwała..pełen szacun..
    i oby tak dalej...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. a z czym Ty Kobieto Dobra walczysz, czytam i czytam i dalibóg nic nie wiem, pozdrawiam
    j

    OdpowiedzUsuń
  5. trzymaj sie dzielnie, maraton sie zawsze kiedys konczy! Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń