Więc... najstała wiekopomna chwila, jak mawia klasyk. No wiem przecież, że od więc się zdania nie zaczyna, ale jestem na swoim blogu i robię tu, co mi się żywnie podoba;p
Kilka osób prosiło o apdejcik, więc następuje:
Pojechałam do tego szpitala na 10.30. Odsiedziałam swoje w poczekalni. Interferon jechał w torbie z paczką mrożonek, bo musi być w lodówce non stop. Tabletki jechały sobie w pudełku aptecznym.
Pielęgniara - specjalistka, nazwijmy ją roboczo Bacha (od Barbary, a nie od Jana Sebastiana), objaśniła mi cały kurs leczenia, przyniosła 'nereczkę' z różnymi różnościami, przygotowała strzykawę z igłą (igiełka jest mała, a płynu jest zaledwie jakieś 5ml na oko chemika). Odkaziłam sobie to miejsce na brzuchu (w necie zalecają robić w uda, bo rzekomo są mniejsze skutki uboczne) i z pomocą wbiłam paskuda pod skórę, w tłuszcz na brzuchu - jest tego trochę i chyba to jest pierwszy raz, kiedy się cieszę, że jestem gruba!!!:))) Nie bolało. Uff...
Po ok.5 godzinach zaczęły się bóle pseudogrypowe, teraz mam już lekką gorączkę i telepało mną na tyle, że wzięłam paracetamol (ibuprofenu się nie zaleca ze względu na toksyczne oddziaływanie na wątrobę).
Po obiedzie, zaraz po ostatnim kęsie, wzięłam pierwszą pigułę. Na razie jest ok.Paracetamol zaczyna działać też. Znalazłam info na stronie http://www.prometeusze.pl/terapia_skojarzona.php o tym, że rybawirynę należy łykać ok. 15-20min po posiłku, żaby minimalizować skutki uboczne.
Za tydzień jadę tam znowu na badania krwi i tak już co tydzień będzie dopóki się wszystko nie ustabilizuję i wtedy Bachę będę widywać co 2 tygodnie.
Nie powiem, droga to podróż - godzina w jedną stronę, a jeszcze Olka musiałam odstawić do żłoba, co by mnie nie rozkojarzył w szpitalu, więc dodatkowe 40km przejechane.
Za 4 tygodnie, zrobią badanie krwi z oznaczaniem wiremii (jest niska, poniżej 0,5mln IU, więc trzymajcie kciuki, żeby gnoja nie wykryli wcale za te 4 tygodnie!), a jak będzie 0, to będziemy się wszyscy cieszyć, bo to bardzo dobrze rokuje. Wtedy też dołączą dodatkowy lek (darmowy!!!) boceprevir i miejmy nadzieję, bez wielkich skutków ubocznych uda mi się dotrwać do końca terapii.
Sęk w tym, że nie wiem, jakie mam geny. Jeśli jestem szczęściarą, to uda się pozbyć vira w ciągu 6 miesięcy... A jeśli mam debilną końcówkę genu, to leczenie będzie oporne:/ Szkoda, że nie robią testów genetycznych przed terapią, bo byłoby to zdrowsze dla wszystkich i oszczędzałoby pieniądze pacjentów, jak i ich zdrowie i nadzieje.
Wydałam wojnę virowi i niech się skur.wiel boi teraz, bo nie zapraszałam go do swojego organizmu!!!!
Z innej beczki:
Trafiłam na kanał z serialami. Oglądaliście 'Cudowne lata'? Chyba się starzeję, bo pamiętałam jeden odcinek, hehe:)))
Teraz leci 'Ojciec Mateusz' - polubiłam, mimo czarnosukienkowego wydźwięku.
Potem poleci 'Z Archiwum X' - ulubiony serial moich szczeniackich lat:))) Leży cały pakiet na półce z dvd, ale jakoś nie chce mi się oglądać w oryginale - mam na codzień angielski, to aż się chce własnego ojczystego języka posłuchać;)
Haha, Kelly woli mnie od byłego i właśnie się wyleguje przy mnie. Może czuje, że z panią nie jest wszystko ok.
Były jest. Obiad zrobił, zaproponował kupienie, czegokolwiek potrzebuję jutro... Nie wiem, czy coś knuje, czy to z dobrego serca (...raczej wątpliwe...).
Były może poszedł po rozum do głowy..
OdpowiedzUsuń#maj się ciepło, napewno sobie poradzisz..