Lilypie Third Birthday tickers

Lilypie - Personal pictureLilypie Third Birthday tickers

wtorek, 27 grudnia 2011

Jak se siąde i myśle...

No i tak sobie usiadłam i zaczęłam rozmyślać, dość powierzchownie jednakowoż. Otóż, tak jakoś zaczęłam sobie przemyśliwać różne różności i mi wyszło, że przy odpowiednich zarobkach dobrze by się żyło w moim rodzimym kraju.
Jak też pomyślałam, tak poszłam tym szlakiem i wpadłam na pewien browar (nie potoczną flaszkę z bursztynowym piwem bynajmniej). Ponieważ moją cefaukę miałam pod ręką, a w zasadzie na twardzielu, to wysłałam, bo dlaczego nie miałam tego zrobić. Nic nie zaszkodzi przecież... No nic, poczekamy zobaczymy, czy mi odpiszą, ze mój angielski is not sufficient... po 7 i prawie pół latach praktyki codziennej...
Owszem, mam wysokie wymagania finansowe. I owszem, łatwiej byłoby mi żyć z pomocą rodziny - odpada opieka nad dzieckiem, chociażby przez dwa dni w tygodniu. Się obaczy. Się nie nastawiam. Tak po prostu, kolejny pomysł mi wpadł do głowy, to go zrealizowałam;p

Zaświtała mi też myśl o emeryturze tudzież rencie (ech, rentierem być i lekko sobie żyć...). Coś tam poczytałam, wysłałam maila z zainteresowaniem rozmową z doradcą. Się obaczy, jak wyżej.


Za jakiś czas będę mieć drugi zawód w kieszeni, więc to tez jakoś będzie rzutować na przyszłość.

Z innej beczki:
Myślałam sobie również nad nieobecnością mojej św. pamięci mamy. Tak sobie wymyśliłam, że jednak matka konsoliduje rodzinę, życie rodzinne ma centrum jakieś, takie dość eteryczne i mało fizykalne, ale ma. A gdy jej brakuje, to ojciec nie jest tego w stanie skompensować. Chyba to jest jedna z tych cech żeńskich, których za żadne skarby nie jest w stanie nadrobić facet (w drugą stronę też jest tak, ale w innych sprawach).
Przypomniałam sobie takie gwazdkowe święta kiedyś tam, w przeszłości, kiedy wieczorem choinka rozświetlała duży pokój, cytrusy u orzechy leżały wygodnie w kryształowej wazie, pachniało sernikiem i pierniczkami, jakiś film leciał w tv, a my sobie siedzieliśmy w tym ciepełku i delektowali spokojem. Jedno z tych wspomnień, które pozostają na całe życie.
Lubiłam też zostawać z babcią na Sylwestra. Rodzice szli sobie na jakieś wygibasy, a ja mogłam oglądać kolejne przygody inspektora Clouseau, za przyzwoleniem kochanej babuni:)
Nie wiem, jak to możliwe, że wspomnienia z ostatnich 8-10 lat, jakkolwiek nie byłyby dobre, to są przykryte warstewką smuteczków:/ Może to proces usamodzielniania i dojrzewania jest powodem?
Nie wiem.

Kolejna rocznica jedynego powstania, które się Polakom udało - Powstania Wielkopolskiego. Mój pradziadek stracił w nim nogę. Pradziadek był z centrum Poznania, z Marcina (ul. Św.Marcin, gwoli wyjaśnienia). Wojowniczy gen chyba się przenosi z pokolenia na pokolenie, bo sama go czasem odczuwam, jak mi się krew burzy... Tak, nie zasłużywszy sobie niczym, mogę być dumna z bycia poznanianką;)


No to tymczasem, borem lasem... Spokoju po Świętach;)))

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Madzialenko,
Szczęśliwego Nowego Roku!
Dużo zdrowia, spełnienia wszystkich pragnień, pomyślności we wszystkim, żeby marzenia zmieniły się w rzeczywistość a sukcesy przerosły oczekiwania, wiele szczęścia rodzinnego i dobroci od ludzi.
Życzę, żeby synek zdrowo Ci się chował i żebyś nie miała zmartwień.
Wszystkiego najlepszego!
Marysia

autorka bloga pisze...

Dziękuję Marysiu z całego serducha!:) Tobie zostawiłam życzenia standardowo pod ostatnim wpisem:)

jadwiga pisze...

No to spełnienia marzeń, !
j

Anonimowy pisze...

Podoba mi się Twoje otwarcie na różnorodne warianty przyszłości.Może w przyszłym roku zrealizujesz najlepszy z nich?

Zaba