Sporo się działo od ostatniego posta. Nie wiadomo, od czego zacząć... to może od początku zacznę.
Miłego gościa miałam jakiś czas temu (nawet mi się już weekendy kićkają...):) Bardzo mało czasu miałyśmy na obgadanie różnych spraw i jakoś tak w postaci skondensowanej trzeba było wszystko zmieścić:/ Szkoda, bo przydałoby się mieć cały weekend, a nie tylko 2 godzinki:/
Ale cóż, lepszy rydz niż nic;)
Kolejna sprawa, już niezbyt optymistycznie brzmiąca - redundancies, czyli po naszemu zwolnienia grupowe. Jak na razie, tylko voluntary (czyli ten, kto chce), a potem polecą łby przypadkowe...
Prawdę mówiąc, nie mogę sobie pozwolić na żadną z opcji. Nie byłam w zakładzie zbyt długo i pomimo, że ciekawie wygląda pakiet końcowy, to jednak za te pieniądze nie dałoby się zrobić rocznego leczenia i do tego przeżyć do momentu znalezienia nowej pracy. W każdym razie, mając na głowie wszystkie opłaty, kredyt kilkuletni, dziecko, które cały czas rośnie i potrzebuje nie tylko opieki, ale też odzieży, butów i zabawek odpowiednich do jego wieku. Bilety lotnicze, nawet tylko 2 razy do roku swoje kosztują, a Olo będzie latał na pełnym bilecie od końca lutego. Proste i logiczne - nie mogę się zwolnić.Kurs, który chcę zrobić, też nie jest darmowy, więc muszę poczekać.
Gdybym wygrała milion jurków w totka, to sytuacja byłaby całkowicie odmienna...
Boję się, że mogę być na liście ludzi do zwolnienia i nie ważne, że jestem samotną matką. Co z tego, że mówią o tym, że pod uwagę biorą okoliczności danej osoby, a nie staż w firmie... Nie robię nic specjalistycznego w tym przypadku - czyli kolejny minus. Nie mam się jak wykazać, bo moja praca nie jest taka, jak poprzednia i nie zakłada troubleshootingu i innych naukowych pierdół. Nie chcę się znów przeprowadzać, wyrywać Olka z jego środowiska, przeżywać związanych z tym stresów... Nie mam na to siły, ani fizycznej ani psychicznej!
Już od kilku tygodni myślałam o leczeniu, ale powyższa wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i muszę zagęścić ruchy w tej materii:/ 8ego mam wizytę u specjalisty, więc się zapytam i może już w listopadzie zaczęłabym. Owszem, musiałabym przejść na zwolnienie lekarskie, bo nie sposób się leczyć w tym konkretnym przypadku chorobowym i jednocześnie pracować - nie w mojej pracy, gdzie koncentracja to jakieś 99% całej pracy, a skutkiem ubocznym terapii jest jej brak.
Inne skutki uboczne to anoreksja (bo leki powodują spadek łaknienia - ale spoko, mam z czego chudnąć), mdłości, spadek liczby czerwonych krwinek, zmęczenie (a w zasadzie wykończenie fizyczne), zmiany nastrojów (bardzo przykre dla otoczenia często) i wiele innych, o których nie chce mi się pisać, bo za dużo o tym czytałam. Chciałabym tylko, żeby mój pomysł wypalił i żebym przeszła tą terapię w miarę bezproblemowo i łagodnie, bez jakichś koszmarnych skutków ubocznych. Jeśli wyzdrowieję w ciągu tych 54 tygodni terapii, to może nie będę się już czuła taka zmęczona non stop - to jest najgorszy symptom tej choroby, w moim przypadku.
I hello hello, zmieniłam kolor włosów:) Chciałam bliżej naturalnego, ale nie mieli akurat na półce tego numerku, więc poszłam na jeden (albo nawet 2 tony) ciemniejszy. Fajny efekt - praktycznie czekoladowy kolor, z rudawym połyskiem i jaśniejszymi pasemkami:) Chyba mi pasuje. Musiałabym wyprostować włosy, żeby ładny efekt całości był, ale cieszę się, że to zrobiłam:))) Nareszcie jakaś odmiana!;) Farbowanie na ciemny kolor nie niszczy tak bardzo włosów i skóry, jak wyciąganie koloru z włosa (gryzie i szczypie), jest mniej agresywne.
Cały weekend pada. Do tego stopnia, że zniknęły mi niektóre kanały satelitarne. Kit z tym. Są książki, gazety wieczorem, a w ciągu dnia inne rzeczy niż telepudło. Udało mi się wyjść na spacer z maleństwami w piątek, ale wczoraj nie było to możliwe przez deszcz, a dzisiaj już w ogóle klapa.
Internet miałam skopany od tygodnia, więc zamówiłam 'ciągnięty kablem' i czekam. W takich warunkach atmosferycznych i geograficznych, internet 'powietrzem' to jakaś pomyłka! Do tego mieszkam na parterze i wszelkie możliwe ściany (łącznie z mieszkaniem na piętrze) ten sygnał osłabiają. Dodam, że mieszkam w dolince praktycznie, bo drugi blok jest postawiony wyżej, a z każdej strony są wysokie drzewa, z jednej jest naturalne wzgórze, a z tej, gdzie tylko domy są, akurat nie ma masztu zbyt blisko. Maszty są na okolicznych wzgórzach i jeden w miasteczku. Najwidoczniej to nie działa.
A może, po prostu to ten modem (już jeden był walnięty, więc nie wiem, o co chodzi), bo jak ciągnę z identycznego modelu, kiedy były siedzi, to mam sygnał prawie idealny... A tam, założą mi szerokopasmowy kablem i będę mieć stabilny sygnał;) Cena podobna, więc nie miałam co zwlekać dłużej.
8-smy sezon House'a jest jeszcze fajniejszy;) To jest chyba jeden z niewielu sequeli, który wciąż stoi na tym samym poziomie, tudzież się nawet poprawia.
Mam kilka filmów do obejrzenia, m.in. Robin Hood'a z Russellem Crowe'm, ale jakoś nie mam czasu. Zawsze znajdzie się coś do czytania, albo do zrobienia i wymówka się rozmywa.
Mam stertę książek do czytania, bo z pewnej księgarni internetowej przysłali mi 2 paczuszki. Podejrzewam, że nie przeczytam zbyt wiele, dopóki nie będę mieć sporo czasu wolnego. Olo jest na tyle duży, że przez pewien czas sam się bawi, a potem zaczyna marudzić i nakłaniać do zabawy innych. Jeśli sprzątam czy gotuję, to pomaga mi jak może, albo po prostu zajmuje się zabawą. Bajki w telepudle mało go interesują, za to jest fanem programów podróżniczych, szczególnie tych ze zwierzętami:) Już pisałam kiedyś, że jest bardzo muzykalny:) Nic się nie liczy, kiedy zasłucha się w jakimś utworze - można do niego gadać jak do ściany. Uwielbia fotografie, za to nie przepada za rysunkami i szybko się nudzi bazgraniem po kartkach. Czasem siada ze mną i oglądamy książeczki, a jeśli oglądam jakiś program, to się przyłącza (właśnie te podróżnicze go ciekawią najbardziej) i jest spokój z dzieckiem na dobre pół godziny;) Szczególnie wieczorem, kiedy już jest zmęczony i powoli czas spać, tak właśnie się zachowuje:)
A pies... wredna małpa jest! Wczoraj ją kąpałam 2 razy, bo w jakimś świństwie się wytarzała. Ten drugi raz jej się 'zdarzył' koło 10 wieczorem, więc jeszcze lepiej.
Chudnę:))) Kupiłam specyfik białkowo-witaminowy, obiady jem normalne, do tego owoce i warzywa. Ćwiczę od czasu do czasu zumbę i jogę, a do tego spaceruję z Olkiem i psem po pracy i jakoś spada waga (świeżo wyprane spodnie, które dotychczas były ciasne, już nie opinają nóg jak kiedyś, ale przyjemnie się zluzowały;p).
Moje sny:
Ostatniej nocy śniło mi się, że u Mazureczki na blogu pojawił się wpis o jej nowonarodzonym synku:))) Może już??? W końcu, moja intuicja i telepatia nie należą do wybrakowanych;)
Kilka nocy temu przyśnił mi się mój przyszły partner - było podobny do Matthew McConaghuey'a:O (w młodszym wieku, bo podobno teraz się brzydal robi;p):D
Może to medytacja tak robi? W końcu codziennie przeznaczam na nią kilkanaście minut przed snem, to się czyści i wycisza umysł i inne treści napływają;)
Coś mnie w gardle drapie:/
Borem lasem więc...


6 komentarze:
się dzieje faktycznie. a ja leżę i czekam na Bones i martini sączę.
Ale się wpis uczynił!
Trzymam kciuki całościowo, choć najbardziej za terapię. Uściski dla Młodzieży:)
Tom-nugdy nie widziałam 'kości',ale jak już odfajkuję californication, to zabiorę się za to;)
buba-dzięki za całokształt;)sporo się zebrało z tych kilku tygodni:)
No no sporo wieści i zmian :) Takie troche odzwierciedlenie życia Nigdy nie jest super dobrze ani az tak zle :) Jakoś tak jednak optymizmem tchnie Twoj wpis i to fajne jest :)
Pozdrawiam i trzymam kciuki żeby ku dobremu poszlo :)
Madzia oby nic się nie skichało .To nie czas na takie życiowe zabawy
Po zdrówka, no terapia musi być jak wynika za sprawozdania, borem
trzymam kciuki
Prześlij komentarz