sobota, 29 stycznia 2011

Apdejcik

Z Olciem jest już dużo lepiej. Nie ma gorączki, cały czas przyjmuje antybiotyk i lekarstwo na kaszel (wyksztuśne), do tego krople do nosa. Nie chce jeść - zjada mniejsze porcje, a porannego mleka z dodatkiem kaszki w ogóle nie chce. W sumie, nie dziwię się, bo wiem po sobie, jak bardzo nie lubię mleka, kiedy choruję.
Wczoraj był marudny, ale mnie nie było, bo siedziałam w pracy. Dzisiaj jestem w domciu, za to E wybył na kilka godzin do pracy. Jutro pracuje cały dzień, a ja będę korzystać z uroków weekendu.

Staram się nie stresować niczym, w tym brakiem czasu. Po pracy chcę chociaż kilka minut spędzić na zabawie z Olem. Pod koniec dnia już za nim tęsknię, a czasem nawet rano, bo nie zawsze go widzę - czasem śpi do 8-mej, a ja wychodzę koło 7.45.

W pracy, jak to w pracy. Są ludzie, z którymi się da pogadać i tacy, którzy nie polubią człowieka, nawet gdyby ich pocałować w dupę. Też się staram tym nie przejmować, ale jestem na tyle sensytywna, że czuję te ich negatywne wibracje... 8 godzin dziennie w takim towarzystwie nie nastraja mnie optymistycznie:/
Powrót do praktyki jogi i medytacji na full jest jak najbardziej wskazany...

Choroba też mi daje do wiwatu. Wracam do domu i po prostu nie mam siły ruszyć palcem. Tak, jakby ktoś całą energię ze mnie wyssał. Odżywam przed pójściem spać, ale to już jest dużo za późno. I tak dźwięk budzika należy do tych bardziej znienawidzonych dźwięków, bo około środy ciężko mi jest podnieść powieki. Nie ważne, że śpię 8 godzin. Wydaje mi się, że to raczej zegar biologiczny i konieczność wstawania przed świtem w połączeniu z chorobą. Kiedyś nie miałam żadnego problemu ze wstawaniem przed wschodem słońca, ale kiedyś (jakieś 7 lat temu), nie byłam chora... No nic, czekam na nowe terapie, dające większe szanse na całkowite wyzdrowienie. Jeszcze kilka lat pewnie będę musiała tak czekać, a tymczasem spróbuję schudnąć i poszukać rozwiązań alternatywnych.

Kupiłam książki o robieniu na drutach - fajne zajęcie, uspokajające i bez komputera, więc nareszcie trochę odskoczni od monitora. Czekam na ich dostawę.
Moje fotograficzne hobby leży i czeka na lepsze czasy. Jak na razie, kupiłam filtry do 2 obiektywów, co by mi nie wypalało nieba...

Marysiu - po spadku gorączki, Olo zjada leki bez problemu, ale trzeba go odpowiednio podejść. Gorączka powodowała wymioty przy próbach jakiegokolwiek jedzenia:/ A wiem, że zastrzyków nie lubi (ja też nie), więc chcę mu zaoszczędzić niepotrzebnych cierpień.
Ech, z tymi maluchami już tak jest, jak pójdą do żłobka, a jeszcze nie mówią, to ciężko wykoncypować, o co im chodzi:/

Zimno i nieprzyjemnie dzisiaj za oknem, a to oznacza niezachęcające otoczenie po wyjściu z domu. Trochę przemarzłam wczoraj, więc znów mam katar (kaszel mam od poprzedniej infekcji). Dwa, bezchorobowe lata trzeba jakoś nadgonić, najwidoczniej.

miłego powolniaka

borem lasem

PS. Pająki się uaktywniły, bleee... Czy to oznacza rychłe przyjście wiosny???

4 komentarze:

  1. Dla Olcia szybkiego powrotu do zdrowia zycze.I spokojnego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że małym juz lepiej. tez się trzymaj i nie dawaj sie choróbskom. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas też choroba panuje. dziś nie spałam za wiele, bo Majklos nie potrafił zasnąć z przytkanym nosem. mimo kropel budził się średnio co 40 minut. masakra. wolę lato i w życiu już nie będę narzekać na 30 stopniowe upały

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję koncepcji oderwania się od monitora. W moim przypadku to już niestety niemożliwe. To część mojego ciała i nie pozwolę jej sobie oderwać!!!!!

    Zaba

    OdpowiedzUsuń