piątek, 19 listopada 2010

Materialne/ -istyczne podwaliny Celtyckiego Tygrysa walą się, aż miło...
Nie wiem tylko, czy mam odczuwać z tego powodu satysfakcję czy też może raczej pokiwać głową i pomyśleć, co dalej...?
W końcu, materia ma naturę 'rozpadalną', a kasa rzecz nabyta i kto pokłada w niej nadzieje itp. jest w błędzie.

Podobno tam dom nasz, gdzie jesteśmy, więc... hmm... chyba nadaremno przywiązuję się do miejsc i ludzi, bo to nie ma sensu. I tak kończymy samotnie, zaczynamy z kimś, ale na pewno kończymy tę podróż samotnie.

Za dużo transcendencji mi się tu wkrada dzisiaj:/

Myślę o nowym miejscu do życia i nowej pracy, pracy marzeń. Tylko jestem ciekawa, kiedy się to stanie? Gdzie wylądujemy? Czy odnajdziemy się w nowej rzeczywistości? Jak pozostać stoikiem w obliczu zmian, które totalnie przekreślą plany na przyszłość itp.?

Plany już przekreśliłam dawno, prawdę mówiąc. Wiem, czego chcę i postaram się, by to 'zdobyć', ale planów wielkich nie mam.

Dostałam od życia szansę przepoczwarzenia się w minimalistkę. Może się uda, ale prawdopodobnie raczej nie.
Szkoda, że wychowano mnie na ambitną członkinię społeczeństwa obywatelskiego, a nie na olewusa zwyczajnego... byłoby mi o tyle łatwiej. Nie musiałabym walczyć z ambicją przez ostatnie kilka lat. Aczkolwiek, chyba wygrałam kilka bitew - pytanie, czy wojnę wygrałam również???

Olo skończył 9 miesięcy i od 2 dni zachowuje się dziwnie - marudzi nieziemsko. Może to ząbki, a może zmiany w układzie dnia i w diecie robią swoje? Nie wiem. Dowiem się wkrótce. W ramach kojenia bólu, dostał lekarstwo na noc i żel dla ząbkujących niemowlaczków. Chyba pomogło trochę, skoro nie obudził się od 20tej ani razu z płaczem.

Tydzień temu wyglądał tak:


Gwoli jasności - ślepka ma baaardzo niebieskie:) I nie wiem po kim takie długi e rzęsy???:O Raczej nie po rodzicach, po dziadkach też nie, więc może po pradziadkach, których nie znałam, poza własną kochaną babcią od strony mamy.

W nawiązaniu do postu Ell - dobrze, że oni się czują jak nastolatkowie, bo ja czasem mam wrażenie, jakbym w przedszkolu z przerośniętym dzieckiem siedziała, a drugie ledwo co raczkować zaczęło... nie mówiąc już o tej czworonożnej istocie, która ze spokojem za 3-latka mogłaby robić. 

Koniec wywodu na dziś.

To borem lasem....

5 komentarzy:

  1. Olo rozkoszniak, nie ma co:) Cmoki od ciotki Wirki!
    Dobrze, że już masz net. A u mnie doły pracowe, co to je se sama wymyślam i tworzę. Nic to.

    ps: Cudne foty, te tam poniżej!

    OdpowiedzUsuń
  2. malec jest tak uroczy i rozkoszny, że po prostu anioł. Ja trzymam za ciebie kciuki, żebys wybrnęła z kłopotów. Oby praca się znalazła.

    OdpowiedzUsuń
  3. ale fajny - a jaki ładny. w sam raz na okładkę jakiegoś magazynu. aż strach pomyśleć co z niego za zabójczy facet wyrośnie :) matki, pilnujcie swoich córek!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Olek juz duzy przystojniak. Tylko patrzec jak skonczy roczek.
    fotka super.
    mam nadzieje ze wszystko dobrze Ci sie ulozy z praca i z leczeniem.
    obawiam sie ze wolniej starzejemy sie tylko na stronach glupich magazynow.
    ech
    caluski zasylam i czekam na kolejny wpis i koniecznie piekne fotoski
    Ell

    OdpowiedzUsuń
  5. laseczki-cioteczki dziękuję w imieniu własnym i Olcia;)

    OdpowiedzUsuń