Z fazy wstępnej wkroczyłam w fazę właściwą.
Generalnie, jest 12 kroków, a do pokonania pozostało mi 11. Aktualny krok to regulacja (po nim nastąpni akceleracja i znów regulacja, itd.).
Przyznam, że jest smacznie ułożona i nie jest nudna bynajmniej. Codziennie coś innego, nowe potrawy, o których w życiu nie słyszałam, a że lubię eksperymenty, to robię;) Wczoraj wieczorem, na deser miałam np. panna cotę. W sumie mniam, chociaż trochę trzeba się narobić, żeby nacieszyć podniebienie przez 5 min. Ale z żarciem już tak jest.
W planie fitness, doszłąm też do wersji idealnej - cały tydzień mam wpisaną jogę (poza sobotą, kiedy daję sobie wolne od wszelkich ćwiczeń - regeneracja organizmu), do tego 2 dni na modelowanie sylwetki i 3 na cardio. Jogę uważa się za cardio, więc mam nieco urozmaicenia. Piesze wędrówki będę robić z Olem i Kelly, hehe;) A poza tym, mam biegi i nordic walking. Skakanka mnie wykańcza przy obecnej wadze, więc po kolejnych 20kg może dam radę.
Na basen też wcześniej nie wyjdę, bo nie chcę. Źle mi we własnej skórze i kropka.
Do schudnięcia pozostało mi, bagatela 44kg!:O Nieźle. A było (formalnie) o 4 więcej (a nieformalnie o 6). Podobno ludzie po tej diecie nie tyją, ale muszą wieść zdrowy tryb życia i utrzymywać zdrowe nawyki żywieniowe. Nie powinnam mieć z tym problemu, aczkolwiek może mi zabraknąć czasu, po prostu.
Z innej beczki.
Wczoraj zajrzałam na stronę współpracowniczki. Uderzyła mnie jedna myśl - ja tam nigdy nie będę mieć przyjaciół, ani choćby bliskich znajomych w tym dziale. Pewnie, że nie muszę, ale będę tam spędzać większość czasu (znowu...), więc wolałabym pracować z ludźmi, którzy mnie lubią z wzajemnością.
Jedyne, co mnie tam trzyma, to stała praca, nie-zmianowa, na rozsądnych warunkach. I tyle. Mój jedyny kumpel wypisał się i wyjechał do Kanady, więc nie będzie ciekawie. Usiłuję nie myśleć zbyt wiele, bo znów wpadnę w dołek.
Przeprowadzka ma jeden minus - znów będę dalej od znajomych. Owszem, będę mieć bliżej do Waterford, ale przecież nie jeżdżę tam co tydzień i nie odwiedzam wszystkich przy tym.
Pora zagrać w totka...
To borem lasem;)
Jesteś wytrwała i konsekwentna. Zawsze mi tego brakowało. Dzięki tym cechom masz wszelkie dane na osiąganie sukcesów, czego Ci zyczę, amen.
OdpowiedzUsuńZaba
Żabciu - do konsekwentnych raczej nie należę, pomimo pozorów:/ Raczej do tych wytrwałych w zrywach;) Zazwyczaj coś tam robię, ale nie tak, jak powinnam, czyli nie metodycznie:/ Ale dzięki za słowa otuchy i uznania i wiarę w moje siły:)))
OdpowiedzUsuńzaaaazdroszczę. słowo do weryfikacji:peeness!!!!! Ja mam umowę ze sobą, jak schudne do wagi x, to lecę na sri lankę. 20 kg.
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz, jesli pozwolisz to zawitam do Ciebie na stale. Serdecznie pozdrawiam, Ataner.
OdpowiedzUsuńAtaner - jasne, witam serdecznie i czym chata bogata;)))
OdpowiedzUsuńTom - nie wiem, może też sobie muszę jakąś wycieczkę obiecać po spaleniu tych 44 kg? (a imię jego 40 i 4;p), a Indie i Sri Lanka to jedne z moich podróżniczych marzeń są...:)te słowa do weryfikacji czasem są niezłe:D
i ja donoszę że jestem ciemna mogiła w sprawie przeprowadzki Twojej i jestem ciekawska jak i co?
OdpowiedzUsuńhmm zatem zmieniasz miejsce zamieszkiwania. hmm może to i dobrze.
OdpowiedzUsuńNo ja rozumiem Ciebie i Toma , sama od maja zrzuciłam 10 kilogramów i poczułam się super wszystkie kiecki i garnitury na mnie pasują a humor mucha nie siada, pozdrawiam serdecznie, ja byłam no i może jestem na Dukanie ale z głowa białko i warzywa teraz a przedtem jak on przykazła, 5/5 dni,
OdpowiedzUsuńmoja dieta jest ...moja....uwielbiam mięso , lody , dietetyczne kremowe ciacha , ziemniarole ze skwarkami i kluchowate w każdej postaci i pozycji.Nie liczyłam , nie wyliczałam od ust sobie nie odejmowałam-ale mam od groma ruchu,nawet jak siedzę to nogami macham.
OdpowiedzUsuńnajwiękrzą i najważniejszą Twoją motywacją jest Olo.
OdpowiedzUsuń