Niestety, już wróciliśmy do szarej rzeczywistości, deszczowej i zimnej (sierpień ubiegłego roku był taki sam na Irawyspie). Pranie, wywieszone w sobotę, zmokło już kilka razy i nie ma najmniejszego zamiaru wyschnąć.
Olo zaczął znów kichać alergicznie, tak samo jak jego tatuś z resztą. Jedyną nieskłonną do załapania alergii osobą w domu pozostaję ja i psina.
Biedna Kelly - ilekroć któreś z nas wychodzi, biedactwo przeżywa koszmar. Płacze i biega jak oszalała.
W czasie, kiedy siedzieliśmy z Olkiem na działce w PL, nasz ogródek w Ira zmienił twarz:) Eduardo wziął się do roboty (chyba, żeby mi osłodzić stratę Molly i szyb w samochodzie, ale o tym później) i zasadził mnóstwo kfiotków doniczkowych i ziół. Nareszcie znikł ten ohydny płotek wokół trawnika, który szpecił haniebnie całość ogrodu. Kelly już tak nie szaleje, bo jest przecież jedynym psem w domu, więc nie ma za bardzo z kim szaleć. Rzucanie piłki przez nas to nie to samo, co szaleństwa z Molly:/
Molly nadal się nie znalazła i wątpię, żeby to nastąpiło:( Jedyny plus tej sytuacji, to brak szkód i ogródek w całości.
A co do moich szyb samochodowych - jakiś 17-letni gnojek, wkurwiony faktem wywalenia go ze szkoły zmasakrował na osiedlu 15 samochodów, w tym jedno spalił.... Ja się pytam... gdzie jest policja, żeby gówniarstwo tępić? Jak silne jest prawo w tym kraju, że z takim gówniarzem nie może sobie poradzić?
Pojechaliśmy na Garda Station, bo ja bachorowi nie popuszczę (i jego starym też). Policja otrzymała kilka nowych wiadomości od Eduardo, więc może się śledztwo posunie do przodu...
A moich szyb nadal nie ma w aucie... Stoi taki biedny żuczek z zaklejonymi oknami... A ja stałam się lekko niemobilna w tym momencie, bo dziecka nie będę autobusami po kilka godzin ciągać, żeby się dostać gdzieś-tam-po-coś-tam.
Podejrzewam, że ubezpieczyciel nie pokryje moich szkód, bo do 300 euro nie pokrywa... Więc jest zajebiście. Nie dość, że kasa się kończy i nowej nie będzie (kredyt weźmiemy na opłaty, a na życie Eduardo będzie zarabiał jedynie), a tu jeszcze taka 'zajefajna' niespodzianka w postaci dodatkowego wydatku... rzygać się chce, jak sobie człowiek pomyśli...
Prawdę mówiąc, chcę tu posiedzieć jeszcze jakieś 2 lata, spłacić kredyty i spieprzać do PL. Dosyć mam hołoty (a mieszkamy, rzekomo w ekskluzywnym rejonie Dublin... jasne... może 10 lat temu tak było...), wiecznego zimna, alergii Ola (w PL nie zostało po niej wiele, a tu się na pewno odnowi), braku rodzinki pod ręką, szklanego sufitu (jakoś nigdy nie zaoferowano mi pracy na miarę mojego wykształcenia... ) i wielu innych rzeczy (opłat na wejście u lekarza też...). Wolę, żeby Olo miał skończone dobre szkoły i uczelnię - zawsze może wrócić, jeśli będzie chciał, i piękne gorące lata zamiast zimowo-jesiennych klimatów przez 12 miesięcy w roku.
Ślubu na razie nie będzie, bo finansowo jesteśmy w niezłym dołku, wobec czego przesuwamy libacje i ceremoniały w kierunku lata przyszłego roku.
Ogłaszam, że jestem od dziś na diecie. Tej samej, na której byłam jakieś 3 lata temu, ze strony vitalia.pl. Zamówiłam ją z zestawem ćwiczeń. Do tego wspomagam się farmaceutykami. Dość mam już tej koszmarnej wagi, oponek i bolących kolan. Wkurza mnie niemożność kupienia sobie jakiegokolwiek ciucha, bo zazwyczaj się nie mieszczę w te ładne i zostają mi worki po pyrach.
Nom... to się napisałam... nie ma jak grafomania;)
Ell ma rację z tym ściemnianiem codziennym:/
ja 3 dzień roweruje, może coś zgubię. Kiepsko to wygląda, mam nadzieję, że jakoś wkrótce się poprawi. Moja Młoda w dalszym ciągu zachwycona Londynem, ale może jej jeszcze przez rok przejdzie...
OdpowiedzUsuńpogody ducha i tej za oknem tesh
Zawsze po powrocie z Polandii mam doła i widze ze nie tylko ja ;) A juz kompletnie nie wyobrazam sobie dola aklimatyzacyjnego z dodatkowymi "atrakcjami" w stylu wybitych szyb :/ Wspólczuje I duzo optymizmu zycze :)
OdpowiedzUsuńPewnie na wasze późniejsze decyzje co do miejsca zamieszkania będzie miał decydujący wpływ stan zdrowia juniora.I słusznie.Ślub nie zając, choć fajnie byłoby obejrzeć foty.Może schudniesz do przyszłego roku? kłopoty z ciuchami rozumiem, bo też mam na porządku dziennym.Zostają mi praktycznie lejby okropne, w których wyglądam jak zapłodniona słonica.
OdpowiedzUsuń3m się!
zaba
Patrze, ze debili nie sieja i nie orzą a rosną nawet na wyspach. U nas też sa takie barany, co niszczą auta. Ostatnio taka akcja była jakis miesiąc temu, ale policja złapała sprawców juz po kilku godzinach i postawiła przed sądem.
OdpowiedzUsuń