...idzie się bujać, łącznie z kolejnym tygodniem:O Jakoś tak szybko czas leci, gdy się człowiek dobrze bawi;)
Słucham sobie Stereophonics online i jest mi dobrze...;) Normalnie mi błogo po dawce ćwiczeń i lekkim żarciu dietetycznym...:)
Deszcz sobie siąpi za oknem... hmmm... w sumie, to stany depresyjne powinnam mieć, ale nie mam:) Pozytywne myślenie się włącza ostatnio w moim mózgu - może już dość doliniarstwa i trzeba powrócić do nastroju sprzed lat i wiary w to, że może być tylko dobrze?
W moim zakładzie szykują się zwolnienia. Spotkałam koleżankę Włoszkę na zakupach w markecie i stąd wiem... już od września będą przekonywać ludzi jak to dobrze jest się obywać bez pracy i stałego dochodu. Wiedziałam, że tak będzie. W końcu, w każdej firmie tak się dzieje, gdy zostaje przejęta przez inną. A mogłam pracować w Mercku... oj mogłam, dostałam ofertę z Clonmel te 2 lata temu...:/ Cóż, znów Polak mądry po szkodzie... Ale wiem, jak wtedy było i wiem, że łatwiej jest przetrwać we dwoje niż pojedynczo z niepewnym dochodem i niepewną przyszłością.
Nie wiem, co będzie za rok, ale za jakiś czas rozpoczynam leczenie - pozbawię wira dalszej możliwości replikacji i niszczenia mi mojej cennej wątróbki. Leczenie trwa pół roku i jest dość ciężkie, żeby nie powiedzieć upierdliwe, do tego stopnia, że człowiek nie może się ruszyć z łóżka rano. Można dostać zwolnienie chorobowe do pracy od lekarza - Eduardo stwierdził, że tak byłoby najlepiej, skoro przyszłość w tej firmie jest raczej przesądzona. Podejrzewam, że dostałabym świstek papieru z pożegnalnymi słowami wkrótce po pojawieniu się tam... W końcu, skoro potrafili się obyć beze mnie, nie biorąc nikogo na zastępstwo, to równie dobrze mogą mnie zwolnić, skoro od prawie roku mnie tam nie ma.
Zobaczymy jak będzie. Na razie zastanawiam się nad różnymi kursami i decyzją powrotu do PL.
Eduardo chodzi jak w zegarku... Nie wiem, jak doszedł do słusznych wniosków, ale chyba w końcu doszedł jakoś... Nawet zaczął się interesować przedmiotami ścisłymi:O:O:O Daleko nie szukać - sama jestem humanistką po polibudzie:D
Kelly wpieprzyła mi kolejne laczki, w związku z czym, nie mam obuwia wizytowego:/ Dzisiaj dostała kość i zakopała się z nią w budzie na dobre 3 godziny:) Ma jeszcze kilka:) Może jej przejdzie ta laczkowa obsesja:/
Z Olem zrobiliśmy dzisiaj niezłe kółko wokół Bray - łącznie z Eduardo i Kelly. Jak wyszliśmy po 13-tej, to pojawiliśmy się w domu o 15.30:D Boszzz... jaki to wyczyn dla kogoś ślęczącego głównie na 4 literach:O:D A Olciu sobie oglądał rzeczywistość z perspektywy siedzącej i chyba mu się podobała owa rzeczywistość:)
Spadam więc, borem lasem, tymczasem;p
No spokojna nocia pełna optymizmu. Schizy poszły się turlać i zakładam, że nie wrócą. Co jakiś czas wspominasz o powrocie do Polski. A sso na to Eduardo???? Wyemigruje do dzikiego kraju dobrowolnie?
OdpowiedzUsuńZaba
Zalatuje mi tu optymizmem i spokojem. Tylko martwi mnie ten wir co niszczy twoje ciałko. Ubic drania jakims lekiem. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń