sobota, 17 kwietnia 2010

Zmęczyłam w końcu ten wampirzy czteroksiąg autorstwa Stephenie Meyer. Dobrze się w sumie czytało, nie powiem:) Teraz doczytuję wszelkie książki, które znajduję poza półkami z wetkniętymi zakładkami.

Dolina goni dolinę i pogania czarną dupą. Nie widzę przyszłości dla tego związku... sorry Vinnetou...
Nie wiem, co będzie, bo znów nawalił i znów usłyszałam 'przepraszam', wypowiedziane dość beznamiętnie. Całą noc go nie było, bo najprawdopodobniej był u swojego ćpającego kolesia...
To chyba sporo mówi, nieprawdaż? Nie spałam całą noc, bo zastanawiałam się, czy już czasem na drzewie nie wylądował (nie jechał na trzeźwo), a telefonów nie odbierał i nie odpisywał na smsy.
Nie wiem tylko, jak to rozegrać, bo szkoda mi Ola. Jak już wspomniałam, na samym starcie ma już przej...e z takim ojcem.
Nie wiem, co robić. Zostało mi 16 tygodni płatnego urlopu, a potem zacznie się kolejne 16 bezpłatnego... W międzyczasie, chciałabym polecieć do PL na wakacje i żeby tato się wnuczkiem nacieszył - w końcu go jeszcze w naturze nie widział!
A potem wezmę urlop płatny, a potem pewnie bezpłatny do końca stycznia chociażby.
Po prostu, nie wiem skąd wezmę pieniądze na życie tutaj, jeśli to się wszystko rozsypie.
Wyjazd do PL? Trochę bez sensu, skoro trudno tam o pracę, a benefitów żadnych... Oszczędności - praktycznie żadne:/
Do tego - bez psów się nie ruszam, bo je kocham całym sercem.

Nie wiem... niech coś w końcu oświeci tego palanta... bo kiepsko widzę przyszłość... a w zasadzie, nie widzę jej wcale.

Siedziałam dzisiaj na ogródku z małym (mały w wózku, zacieniowany odpowiednio, ja na krzesełku w pełnym słońcu) i się lekko spaliłam - gdyby nie ten lodowaty wiatr, to byłyby letnie temperatury i to letnie kontynentalne:)

Boli dusza, boli serce, ciało też boli... co robić?

14 komentarzy:

  1. Na końcowe pytanie nie potrafię odpowiedzieć.Po prostu nie wiem.Serce mi się ściska na myśl, że i Ciebie dopadło i czujesz się nieszczęśliwa, może odrzucona i nie widzisz przyszłości.Powrót wielkiego sensu nie ma faktycznie. Możesz rozważyć inne opcje.Praca i niania na ten przykład.Do jasnej cholery!!! Czemu na starcie wspólnego życia tak się dzieje? Ty doskonale wiesz jak sobie radzić w związku, Jeżeli stajesz ciągle przed ścianą, to znaczy, że to on niestety się nie sprawdza.Wiesz? Mam jeszcze nadzieję, ze to przejściowe.Może on się czuje spętany i za wszelką cenę chce ratować resztki swojej kawalerskiej wolności? No to uczul, żeby mówił, kiedy chce się łaskawca urwać na dłużej, bo umieranie ze strachu, że coś się stało nie jest Twoim ulubionym zajęciem.
    Eeeech lajf!
    Zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pocieszenie tylko powiem,ze w Stanach masz 6 tygodni BEZPLATNEGO macierzynskiego.Po tym czasie masz prawo(federalnie ustalone)do kolejnych kilku tygodni(nie przekracza to 3 miesiecy)na opieke nad chorym albo nowonarodzonym czlonkeim rodziny-bezplatne oczywiscie...czyli tyle z tego masz,ze teoretycznie praca na Ciebie czeka po tym calym "urlopie".Mam nadzieje,ze to Ci troche pomoglo sie lepiej poczuc!Pozdrawiam,
    Amerykanska Magda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Żabciu - wczoraj z nim dyskutowałam i spytałam, jakby się poczuł, gdybym sobie wyszła i wyparowała na 24 godziny, a on zostałby sam z dzieckiem? Nic nie odpowiedział. A jego 'stan kawalerski' chyba się już dawno skończył, skoro ma smarkacza od 12 lat co drugi weekend (od 12 a nie od 14, bo się do niego nie przyznawał na początku, ale sam smarkaty był, a głupich nie sieją). Jest co najmniej niepoważny i samolubny w tych swoich napadach. Gdyby nie Olo, to dawno mnie by tu z nim nie było.
    Madziu z Hameryki - nigdy nie zrozumiem amerykańskiej filozofii życia - jakoś mnie przerasta i przeraża swoją bezdusznością i brakiem w niej człowieka jako istoty czującej, a nie tylko trzepiącej mamonę. Okropne - zostawić dziecko w rękach opiekunki tylko po to, żeby siedzieć w durnej robocie przez co najmniej 8 godz dziennie... Potem mają takie więzi rodzinne jakie mają...Coraz mniej mnie bawi rzeczywistość:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wygląda u ciebie sytuacja najlepiej. Facet twój zaczyna totalnie nawalać. Wiesz, że będzie źle jak zacznie sie walać w szambo nałogów. Oby tym swoim dziwactwem wam nie narobił problemów, matko jedyna jak facet, który już ma jedno dziecko i teraz ma drugie może byc tak nieodpowiedzialny....Oby szybko zmądrzał.

    OdpowiedzUsuń
  5. mazureczko - też nie rozumiem tej jego nieodpowiedzialności. A jak nie może sobie poradzić z Olem, który często płacze bez powodu, to od razu się pyta, kiedy następne karmienie - po prostu chce się pozbyć problemu... nie chce mu się zajmować dzieckiem... kompletnie. Cholernie zawiódł mnie, naprawdę ciężko tu czasem:/

    OdpowiedzUsuń
  6. lolanta.pinger.pl18 kwietnia 2010 12:47

    Znow zaniedbalam twojego bloga, a tu tyle sie wydarzylo. Kiedy to sie zaczelo? Nie przypominam sobie, zebys wczesniej cos takiego wspominala. Zazwyczaj mowilas o Edim w superlatywach. No, poza zwyklym babskim narzekaniem na facetow.

    OdpowiedzUsuń
  7. Madzialeno... Od razu mówię - nie chcę być chamska, tylko piszę, co myślę, może przyda się jakoś komentarz inny od 'ach jaki Olo słodki i jaki ten facet zły'. Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu, i się dziwię, że taka naiwna jesteś. Odpowiedz sobie szczerze - ile czasu byłaś w związku z Eddiem, zanim się wytatuowałaś i zaszliście w nieplanowaną ciążę? Bo jak dla mnie to trochę szybko to wszystko się stało. Najpierw powinniście wynając dom i przygarnąć psy, potem rozwiązać 'problem' jego syna, z którym stosunki jakoś ułożyć trzeba, a dopiero później, jeśli wszystko dobrze by się układało, planować dziecko. W sytuacji obecnej jedynym plusem jest to, że masz pracę (chociaż to przedłużenie okresy próbnego mnie zastanowiło). Sorry, ale wydaje mi się, że gdybyś z Eddim dłużej wcześniej pobyła, to wiedziałabyś, na czym stoisz. Teraz możesz albo zaakceptować sytuację i starać się jakoś to rozwiązać, nie za pomocą ciągłych awantur (ja też bym się z takiego domu urywała), albo zrobić bye bye... Narzekanie na blogu sytuacji nie poprawi. Szczerze Ci życzę powodzenia, trzymaj się. A.

    OdpowiedzUsuń
  8. lolanta - no właśnie. może coś przegapiłam, albo po prostu o tym nie pisałam.
    A. - wszelkie układy były od początku podane na tacy, ale jak to zwykle bywa, zaczęło się wszystko zmieniać i to bez mojej wiedzy. kiedy ktoś stawia mnie pod ścianą z gotowcem, to sorry, ale raczej będę walczyć o własną wolność osobistą i przestrzeń. niańczenie nastolatka nie wchodzi w rachubę, bo sam się może niańczyć,a nie moja wina, że jest taki niezaradny. tak go nauczono, więc taki jest. poruszanie tego tematu kończyło się zawsze darciem mordy z jego strony, więc od pewnego czasu tego tematu nie poruszam. a on dostaje amoku na tym i jeszcze jednym punkcie, gdy wychyli o jeden za dużo. najśmieszniejsze i najtragiczniejsze jest w tym wszystkim to, że w ogóle nie wspomniałam w piątek kogokolwiek z zainteresowanych stron w temacie smarkacza... on zaczął i on zachował się jak smarkacz sam wychodząc z domu i zostawiając mnie samą z dzieckiem na ręku.
    tatuaż chciałam mieć i dziecko też. wydaje mi się, że coś co nazywam planowaną wpadką (bo tak właśnie było - o jeden dzień za daleko;p) w wieku 32 lat jest dopuszczalne wręcz, skoro się ma pracę i przed chwilką się człowiek zaręczył...bo wtedy byliśmy już po zaręczynach!
    a na blogu narzekam, bo nie mam komu innemu narzekać. nie mam kogoś, komu mogłabym się wypłakać w rękaw, bo nikt na to nie ma czasu tutaj. na papierze bądź ekranie inaczej to wszystko wygląda i nie tak emocjonalnie, więc można nawet jakieś rozwiązanie znaleźć, jeśli się chce.
    a w kwestii drzwi - to ja powinnam wielokrotnie trzasnąć drzwiami i nie wrócić, ale głupia wiara w drugiego człowieka, w dobre intencje i jego puste (jak się okazuje) obietnice zawsze wygrywa z egoizmem i rozsądkiem...

    OdpowiedzUsuń
  9. Więc może zaręczyny były za szybko..? Czy wtedy sytuacja z młodym była jasna? Bo nie wierzę, że Edi nagle zapałał miłością do pierworodnego...No nie wiem... Z bloga wyłania się obraz taki: najpierw była sielanka, na fali zauroczenia się zaręczyliście, potem szybka ciąża, potem zaczęła się proza życia i problemy. Teraz jesteś sfrustrowana, fajnych chwil jest coraz mniej a awantur coraz więcej, a w środku jest małe dziecko. I nastolatek. Czy on naprawdę jest taki zły? Nie da się z nim zakolegować? Nie pomoże przy małym? Eddie i jego sytuacja nie zmieniły się z dnia na dzień, na 90% były takie już wcześniej. Nie brałaś tego pod uwagę czy patrzyłas przez różowe okulary? Samej Ci będzie dać sobie radę ciężko. Poza tym może da się to uratować? Tylko może inaczej niż dotychczas... A może to co na blogu nie odpowiada rzeczywistości, nie wiem... A.

    OdpowiedzUsuń
  10. A.-sielanka to była, ale na blogu. Chyba lepiej się czyta o sprawach miłych niż awanturach itp.
    Miewał już takie jazdy, ale wtedy Ola nie było na świecie. Jest dorosły i powinien być odpowiedzialny.
    Smarkacz przy małym nie pomorze, bo już miał wielokrotnie szansę i nawet do niego nie zagadał i nie dał smoczka, kiedy nas w pokoju nie było, a Olo leżał na macie. Więc tu ma minus. Uzbierało by się tych minusów, nie martw się. Generalnie, jeśli przyjeżdża na weekend, to siedzi na kanapie i w laptopie cały czas, albo w tv. Nie jest dzieckiem otwartym czy rozmownym, bo z takimi też się spotkałam w życiu i całkiem fajnie się z nimi gadało... Więc są ludzie i taborety...
    Różowych okularów nie miałam od początku, bo zbyt wiele razy się sparzyłam. Za to sądziłam, że te wyskoki nie są tak niszczące, jak się okazały, bo w końcu, skoro mówi, że mnie kocha, to dlaczego tak się zachowuje? Inna sprawa, że po pierwszym takim wyskoku powinnam skończyć tą znajomość i tyle. Ale to jest przeszłość, więc już nie istnieje, a żyjemy w teraźniejszości. Poprawę obiecywał wielokrotnie i następowała, na czas określony oczywiście, bo potem coś znów mu się w mózgu nazbierało i wybuchło przy kolejnym nadliczbowym kieliszku. Wniosek jest jeden - psycholog i abstynencja dla niego, a dla mnie - święty spokój nareszcie.

    OdpowiedzUsuń
  11. "...skoro mówi, że mnie kocha, to dlaczego tak się zachowuje?" a to malo jest facetow co "kochaja" a zony tluka, zdradzaja itp.
    Ja juz pisalam kiedys ze szybko to wszystko bylo tym bardziej ze jak piszesz nie byla to sielanka od poczatku, ja bym czekala tym bardziej z dzieckiem az nie bede w miare tego zwiazku pewna - w miare bo przeciez i dlugoterminowe relacje sie koncza niefajnie. Ja kiedy Cie czytalam to odnosilam wrazenie ze po prostu chcesz byc z facetem i miec dziecko bo na to czas. No i masz i faceta i dziecko tylko jakos nie tak to mialo byc chyba?
    A najgorsze jest jak sie tkwi w takim czyms w czym sie nie chce dla dobra dziecko albo zeby zeby nie byc samotna matka. Oczywiscie powodzenia zycze. Nie poswiecaj siebie przede wszystkim dla nikogo. DUBLINIA

    OdpowiedzUsuń
  12. chciałam napisać coś konstruktywnwego ale mi ręce opadły. co do faceta - nie wiem co radzić. chyba na łeb upadłam, że narzekam na swojego Połowa.
    Trzymaj się. I wybacz, ze nie mogę nic mądrego poradzić. Ja bym chyba nawiała. A mo.że to tzw. kryzys pierwszego dziecka???

    OdpowiedzUsuń
  13. poważna rozmowa się rozpętała, nie napiszę tego co A. napisała, bo chociaż znamy się już długo i dużo się wydarzyło po drodze, choćby to, że oboje staliśmy się półsierotami, to nie wejdę w butach w życie Twoje. Może jest w Jej wypowiedzi trochę tego, co sam bym powiedział, może...

    Decyzja pewnie będzie trudna, a wszystko rysuje się w czarnych barwach. Musisz jakoś przebrnąć przez ten okres, kiedy Olo będzie mógł pójść do żłobka. Czyli próbować być mniej emaptyczną w stosunku do Eddego, bo widać, że on to bomba z przyspieszonym zapłonem. Wiesz, jak pójdzie w cholerę, to zostanie Ci powrót do Polski, a tego raczej nie chcesz, bo pewnie pracę jakąś z Twoją wiedzą i doświadczeniem byś znalazła. Może ten powrót nie byłby taki zły, tylko, że Ty już chyba przesiąkłaś Zieloną Wyspą.

    Boję się, że w końcu zostaniesz samotną mamą, a Twój facet do drugiego syna będzie odnosił się podobnie, jak do pierwszego. Nie wykrztuszę "jakoś to się ułoży" bo nie widzę tego wcale.

    Buziaki Tom R.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dublinia-nie chcę się poświęcać dla nikogo, chcę tylko, żeby Olkowi było dobrze. A jak widzę z jego zachowania, to najlepiej jest mu ze mną - gadam do niego prawie non stop, śmieje się do mnie, zasypia bez problemu, gdy jesteśmy tylko we dwoje i generalnie, nie jest taki marudny jak wtedy, gdy Ed jest w domu. Nie wiem, może ma to jakiś związek ze smrodem odzieży przesiąkniętej dymem papierosowym. Sama mam na tym punkcie uraz, a Olo ma jakąś alergię, której źródła już wcale nie potrafię zidentyfikować po odstawieniu wszelkich alergenów.
    Rokofelerka-to chyba dla niego kryzys drugiego dziecka, bo jak widzę to ten pierwszy jest jakby najważniejszy dla niego.
    Tom-podejrzewam, że gdybyśmy jeszcze wypili kilka flaszek i poprowadzili nocne Polaków rozmowy, to znalibyśmy się jak stare szkapy:D ale do rzeczy - właśnie, nie ma tak, że można powiedzieć 'będzie dobrze' i odwiesić sprawę na haczyk. Nie będzie dobrze, skoro on nie będzie nad sobą pracował, a ja nie jestem w stanie go do tego zmusić niestety. On musi zmienić swój stosunek do pewnych osób i rzeczywistości, a nie ja.

    OdpowiedzUsuń