poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Odpowiedzi do ostatnich komentarzy pod poprzednim postem udzieliłam pod tymi komentarzami, więc tu już się nie będę wypowiadać na te tematy.

Widzę, że jest mu ciężko, widzę, że jest miły dla mnie, zrobił mi śniadanie (bo ja czasem jem dopiero koło południa, jak znajdę czas na to), wczoraj zrobił obiad (bo kiedy ja robię, to już w ogóle dla siebie samej nie mam ani odrobiny czasu, a kurs czeka...), zamienił nawet ze mną kilka zdań z pojednawczym wyrazem twarzy. Wiem, że ucho go boli od tego liścia, ale wiem też, że to się zagoi, natomiast nie wiem, czy rany psychologiczne są w stanie się zagoić w mojej głowie.
Nie jestem w stanie mu zaufać po raz kolejny, bo nawalił na całej linii.
A bycie totalną egoistką nie leży w mojej naturze - może dlatego dostaję od życia w dupę...

Nawet moja siostra zaangażowała się w całą sytuację. Chyba coś do niego naskrobała przy pomocy translatora (nigdy nie uczyła się angielskiego), bo widziałam też jak cały dzień nad czymś myślał.
Siostra ma rację co do tego, że u dzieci jest taki mały pstryczek w mózgu, który się uruchamia, kiedy się dzieje źle między rodzicami. I być może dlatego Olo był taki płaczliwy.
Generalnie, jest mniej płaczliwy i bardziej przewidywalny, gdy jestem z nim sama i stosuję się do rozpiski. Jak to niemowlę, czuje się wtedy bezpieczniej, aniżeli w momencie gdy ciągle jest ciągany a to na matę, a to karmiony nieplanowo i w konsekwencji przemęczony.
Niestety, kapitanem na statku jest jeden człowiek, a drugi kapitan jest do pomocy i tak też jest w życiu. Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść też się sprawdza.

Wiecie, czego nie lubię u ludzi? Zamiast rozwiązywać istniejący problem, grzebią w przeszłości, jakby to miało pomóc w czymkolwiek. Tak się składa, że przeszłość istnieje wirtualnie w naszych ścieżkach pamięciowych jedynie. Możemy wysnuwać wnioski na przyszłość, ale nie możemy uniknąć konsekwencji swoich wyborów i czynów z przeszłości.
Tak więc, nie ma się co grzebać w przeszłości i mądrzyć, że to wszystko szybko było.
I dobrze może, że szybko i intensywnie, bo może inaczej nie byłoby nas w ogóle?
Może wtedy byłoby gorzej? Któż to wie?

A tak... staram się choćby rozwikłać istniejące problemy i nie doprowadzać do takich sytuacji w przyszłości. Ktoś musi tu być dorosły i skoro on nie potrafi panować nad skłonnością do przesadzania z alkoholem, to muszę to zrobić ja i już nie zamawiać win do zapełnienia stojaka na nie, bo najzwyczajniej w świecie, nie jest to osoba, która wytrzyma bez otwarcia kolejnej flaszki, dopóki ta flaszka leży na stojaku.

Szkoda... Myślałam, że z niego jest odpowiedzialny człowiek... Ale się pomyliłam. No i co teraz? Jajco!!!

Poczekam i popatrzę, nie mam ochoty się w to angażować, bo moje wysiłki nic tu nie dają, a jedynie zabierają mi moją cenną energię do życia i działania.

Trudno mi być egoistką, bo najtrudniej być kimś takim w stosunku do ludzi, których się kocha...

Moja siostra wspomniała też o wychowaniu sobie faceta przez manipulację. Nigdy nikim nie manipulowałam, więc nie wiem, jak to się robi. A jak ktoś ma miękkie serce, to musi mieć dupę twardą. Tak się składa, że to serce pewnie kiedyś też stwardnieje. Tylko dlatego, żeby nie zostać znów kopniętym i posiniaczonym.

Trudno się mówi, żyje się dalej...

8 komentarzy:

  1. jestem, to znaczy ze migdalow jeszcze nie kupilas ;)
    jezu ale goraca linia byla pod poprzednim wpisem.
    ciekawe tylko czemu to jak juz sie ktos odwazy nastukac to zaraz jest anonimem?
    ja sie dzisiaj zdolowalam cenami w aptece.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam zaległą notkę, no cóż, mogę Cię tylko przytulić, co tu radzić i do tego ja? Notoryczna recydywistka, ale już sobie mówię dość, nie wiem, czy szarpanie jest dobre dla kobiet, tym bardziej, że panowie w Ie mają dziwne podejście do związków, bądź twarda nie tylko na dupie, ale w sercu również i dbaj o siebie i Ola.

    Buziak

    OdpowiedzUsuń
  3. Ell - masz rację, ciekawe, że ci odważni zawsze się kryją albo pod literką albo w ogóle się nie podpisują. Aczkolwiek, jak dla mnie, tak jak wspomniałam, grzebanie w przeszłości i mądrzenie się typu 'a nie mówiłam/-em' jest totalnie bez sensu. Po to zadaję pytanie, bo proszę o jakieś propozycje, a nie o grzebanie mi w przeszłości:)
    Fakt, ceny w aptece też mnie dobijają:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mardo - dzięki babo:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Propozycje? Nie manipulować,żyć, czekać , patrzeć i...kochać dokąd się da. Grzebać nigdzie nie zamierzam, bo nie lubię! Heheheh! Masz rację. Ja tych problemów nie mam. Znaczy z facetami i ich dziwaczną skłonnością do komplikowania rzeczy prostych!
    Przytulam serdecznie!
    Zaba

    OdpowiedzUsuń
  6. co do nocnych Polaków rozmów, to dojdzie pewnie kiedyś i do tego.

    Ja nie wierzę w psychologów, ale może cholera po wspólnej wizycie, może dowiedziałabyś się, czy masz być ostra w stosunku do niego, czy wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żaba - a rzekomo faceci mają konstrukcję cepa...:O

    Tom - mi psycholog jeden pomógł. co prawda, nie miałam ani czasu ani kasy na dokończenie 'leczenia', ale wiem, że to działa. Szkoda tylko, że słono za to trzeba bulić, bo na pewno poszlibyśmy. no chyba że on nie byłby chętny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowa jestem bo nie lubię, jak mnie ktoś zmusza do ujawniania się (przez np. pokazywanie ID). Co do przeszłości - czasem dobrze wyciągnąć z niej wnioski i uczyć się na błędach. O jakim liściu mówisz, czyżbyś go uderzyła..?? Bo jeśli tak tłumaczysz swoje racje, to ja już nie będę się tu udzielać. A.

    OdpowiedzUsuń