czwartek, 18 marca 2010

Jak tak se siąde i myśle...

No właśnie... jak tak sobie siądę i myślę, to nachodzą mnie ciekawe dość wnioski po tych (prawie) 4 tygodniach.
Zostając matkopolko, zmienia się całkowicie punkt widzenia i 'ogarnianie' spraw różnorakich. Na przykład, nagle sobie człowiek uświadamia, że wszystko co chodzi i oddycha ma matkę (no chyba, że to bakteria z podziału...) i tak jakby, nagle koszmary wojen i zbrodni stają się jeszcze większymi nieszczęściami naszpikowanymi ludzkim (i nie tylko) cierpieniem.

Z tego myślenia i braku cierpliwości wykluła się idea kupna książki pt. "Buddyzm dla współczesnej mamy.Macierzyństwo spokojne i spełnione" Sarah Napthali. Mądre rzeczy babka piszę, z punktu widzenia praktykującej buddyzm mamy. Jestem prawie na samym początku, więc niewiele więcej mogę powiedzieć. Zajrzyjcie sobie na stronę z opisem tej książki - może kogoś zainteresuje:)

Olo śpi dzisiaj jakby mu za to płacili - chyba ciśnienie swoje robi, bo robi się brzydko i mokro:/ Piękna aura odeszła w niepamięć:/
Biedny misiaczek ma sapkę w nocy i jedynym sposobem na to jest nawilżanie powietrza i spanie z główką położoną wyżej względem nóżek. Maść majerankowa jest pomocna, ale jej tutaj nie ma i muszę czekać na paczuszkę z domu.
Generalnie, zżarty gatun z Olcia jest i co zjedzone, musi zostać wydalone, więc czasem wygląda to jak maraton karmienia i zmiany pieluch przeplatany godzinką wolności (stąd ten czas na komenty u was Żabciu!!!:D).

Z innej beczki - nie wiem, gdzie wsiąkają pieniądze, bo nic nie kupuję w zasadzie:/ Opłacam swoją część rachunków, do tego kilka zobowiązań i praktycznie gołe konto zostaje. Nie wiem, skąd mam wziąć kasę na przetrwanie 16 tygodni bezpłatnego urlopu. Może sprzedam jakieś fotki, albo zaprojektuję kilka stron internetowych (ale do tego potrzebuję drogi program...) i się coś znajdzie. W końcu Tortowski bezrobotny jest po prawdzie... A oszczędności... topnieją jednak:/

Psy zachowują się nienagannie, chociaż Molly sobie lubi nabrechtać chwilami... A spróbujcie ją potem zganić, jak na was spojrzy tym niewinnymi ślepkami... ech, serce miękkie = dupa twarda.

Może uda mi się wyrzeźbić szarlotkę jutro i może uda mi się zamieścić przepis tutaj:)

To borem lasem...

PS: To teraz z całkiem innej beczki...

Poeta sportu;p:D





Polecam również całą resztę autorstwa pana Zimocha:)))

4 komentarze:

  1. pozdrowienia dla Matkopolko - śle Kotomatko;)

    OdpowiedzUsuń
  2. pomysl, ze tak z tym matopolkowaniem to juz do konca zycia. Na szczescie, ze teraz nie zdjaecie sobie sprawy, bo trzeba doswiadczyc tego na wlasnej skorze, zadne tam czyjes gadanie. Ale dzieci to duzo radosci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Buddyzm to nie religia tylko sposób na życie więc i w macierzyństwie sprawdzić się może. A dzieć to integralny osobny i autonomiczny wyrób i mogą się nie sprawdzać żadne sprytne zabiegi wychowawcze. Próbować trzeba i pozwolić się kształtować tyż.
    Niech się Olo pasie i wydala. To gwarantowany sposób na rośnięcie! Heheheheh!
    Zaba

    OdpowiedzUsuń