wtorek, 26 stycznia 2010

Terminy mnie lekko gonią...

Nareszcie zaliczyłam ten assignment nr 8. Dzisiaj wysłałam nr 9, a nad finałowym mam zamiar zacząć pracę jutro.
Jutro także odbieram aparat z serwisu, więc może będzie mi dane zrobić jedno zdjęcie, którego potrzebuję do zakończenia assignmentu na kurs foto...
Zaczynam powoli kolejny assignment z foto, więc tak jakby na horyzoncie zaczynam widzieć koniec tego kursu, jak i tego z designu... uff... ciężka robota z tym wszystkim, oj ciężka. A to nie koniec, bo potem jeszcze jeden kurs muszę skończyć. Ale za to się zabiorę koło czerwca.

Najgorszy problem to brak czasu, a zaraz za nim - brak kasy.

Moja ostatnia wypłata została pomniejszona o 300 i muszę się dowiedzieć, o co biega, bo tak jakby 300 to jest 3/5 czynszu, albo dwie wizyty u fryzjera, albo 3/4 opłaty za kolejny kurs online itp... Piechotą ta kasa nie chodzi, w każdym razie.

Jutro znów szpital. Ciekawe, czy znów mnie będą kłuć...:/ Mam nadzieję, że nie...

W poniedziałek dostałam lekkiego kopa, uświadomiwszy sobie bliskość porodu, więc ruszyłam na zakupy - kilka kocyków, prześcieradła, ręczniki i kosmetyki (to akurat dla mnie;p). Wszystko już się wyprało i suszy się pokolei. Brakuje mi jedynie tych śmiesznych biustonoszy z klapką - jeden mam, ale w sumie jeszcze 2 by się przydały, więc jutro po szpitalu i odbiorze aparatu kopnę się do mothercare.
I w zasadzie, to zostanie mi jedynie przygotowanie sobie mp3 do słuchania w szpitalu - już w ramach akcji porodowej i po, no i przeczytanie 2 książek (chyba w 3 dniach powinnam się zmieścić z tym czytaniem...) - po angielsku, więc pójdzie ciut wolniej jednak:/
Ze spaniem mam nadal przejścia, ale jakby mniej mnie te cholerne biodra tłamszą. W każdym razie, czasem śpię jak zabita.
Dzisiaj się obudziłam w samym środku nocy i miałam jakieś głupie myśli.
W łazience coś robiłam popołudniu i zastanawiałam się, czy spanikuję przy pierwszych skurczach, no i co będzie później z tym całym znieczuleniem, albo chociażby ogłupiaczem...
Nom... i takie właśnie nachodzą mnie myśli...
Następne w kolejce to te myślałki nt. nieprzeczytanych książek (nt. noworodków i niemowląt...) i kiedy ja to zrobię, skoro muszę się wyrobić z finałowym assignmentem do niedzieli i wtedy zostaną mi góra 3tyg. na pozałatwianie wszystkiego... normalnie dramat jakiś:O

I tak czuję w moczu, że jak się dobrze nie zorganizuję, to będzie klęska. Nie mamy szafki na ciuchy małego,no i sru, mogą leżeć posegregowane w tych plastikowych pudłach, byle z dala od psiej sierści i kurzu. Ola i tak będzie obchodzić jedynie sen i regularna dostawa żarcia przez pierwsze kilka tygodni, potem dojdzie zabawa, a na ciuchy spojrzy za kilka ładnych lat (a może kilkanaście, jak to normalny facet będzie, a nie metroseksualny gadżeciarz z przerośniętym ego;p).

Po drodze, doczytując mój kurs designu, wypaliłam kilka płytek, co by zrobić miejsce na twardych dyskach. Doba jest za krótka... powinna mieć 48h a nie 24...

Acha, nie czuję że jest mi za ciężko, dopóki nie muszę gdzieś połazić, po jakichś wielkich przestrzeniach handlowych, lub po schodach, albo zgiąć się (normalnie komedia wychodzi) przy myciu stóp (czasem podnoszę je do góry zamiast).

Niezłe zakupy wczoraj zrobiłam w ramach kosmetyki - w body shopie miałam zniżkę 10% i do tego prezencik urodzinowy mi przypadał za jakieś 10e, ale pani za ladą (żena za pultem, hehe) zrobiła taki myk, że zamiast 70e zostawiłam (po tych rabatach) tylko 30 i do tego z obładowaną siatą wyszłam - kremik jagodowy (3€!:O), kremik SPA (3€!:O) do tego balsam kąpielowy SPA (3€!:O), kilka pierdółek, jak żel o zapachu zielonego jabłuszka, masażer antycellulitowy, balsam do rąk + rękawiczki do pielęgnacji rąk w komplecie i coś tam jeszcze... normalnie opór!!!:D Te wszystkie kosmetyki za 3€ były przecenione z np. 24€ albo 16€... nieźle, nieprawdaż? Widać, sprawiedliwości musiało stać się zadość za te moje 'zniknione' 300 (i tak się dowiem, o co chodzi, tylko się dodzwonię do właściwej osoby - może jutro, jak znajdę kilka minutek).

Spadam, bo mi się lody karmelowo-cynamonowo-wafelkowe topią;)

7 komentarzy:

  1. Pracowita jak zawsze:)))
    Lody? a co to takiego? hehhe

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda że czas to nie guma do żucia .
    Madzialeno na zapas to Ty się nie martw i porodem i ciuszkami i takimi tam.A pomyśl jak znakomicie będzie się myć bez Ola pod serduchem - i do kończyny dolnęj sięgniesz bez problemu. Ja najbardziej się cieszyłam ,że wreszcie na brzuchu mogę się położyć

    OdpowiedzUsuń
  3. zakrętka: a co Ty? lodów nie jadasz? na diecie jesteś?;D od czasu do czasu chyba możesz sobie pofolgować...;>

    Dosiu: właśnie za spaniem na brzuchu tęsknię najbardziej chyba i generalnie, za brakiem ograniczeń ruchowych:/ no bo za konsumpcją ankoholu to ma się rozumieć, że również, bo to naturalne (jak dobrze, że nigdy nie paliłąm!!!). Już wszystko mam, więc luuuuz:)

    OdpowiedzUsuń
  4. koniecznie jakies relaksy sobie wgraj :)
    parsley

    OdpowiedzUsuń
  5. Wirka leci ze mna dietę proteinową. Lodów w spisie tam nie widziałam. Ja mam ja wstepnie rozpisana na jeszcze 1,5 roku. jak Ona, nie wiem. nie dość , że mróz to zaczęło nieźle piździć.Do moich rozrywek pewno dodam jutro odsnieżanie. Jestes bardzo pracowita Madzialeną!Szczerze podziwiam Twoja wytrwałośc i końsekwencję. Olo faktycznie szafy miec nie musi, dokąd sam swoich gatek nie bedzie brał do ubrania.Strasznie jestem go ciekawa. Zaba

    OdpowiedzUsuń
  6. rzuc lodami!
    ;) mniam.
    bardzo pracowita jestes, ja juz sie pogubilam w tym wszystkim ile ty masz jeszcze do zrealizowania ;)
    podziwiam Cie bardzo.
    mysle ze wszystko pouklada sie po twojej mysli. trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niezle, a co sadzicie o tym:



    http://intuicyjnetrendy.blogspot.com/2010/01/nietoperze-vs-zyrafy.html



    ?

    OdpowiedzUsuń