Ostatnimi czasy czuję się jak próbka... ciągle mnie testują. A to kujną igłą (dzisiaj 3 razy, bo żyły nie mogła znaleźć:/), a to zmuszą do sikania do plastikowej rurki (debilizm - kazać kobiecie z wielkim brzuchem celować do tubki plastikowej... bez brzucha trudno to zrobić, a z brzuchem to jest ekwilibrystyka już...), a to jakiś skan albo inny pomiar ciśnienia. No i wywiad non-stoper.
Spoko, jeśli muszą to inaczej nie da rady. Ale czy oni muszą gubić wyniki testów???? Za takie coś, u mnie w firmie dostaje się co najmniej niezłą zjebę!!! A tu nie dość, że pacjent może oddać na plecy (jeden z dwóch pacjentów w zasadzie), to jeszcze można jakieś choróbsko złapać, bo cholera wie, co krąży w szpitalnym powietrzu w pobliżu poczekalni (niby tylko ciężarne z partnerami, ale ciężarne też bywają chore i to poważnie, chwilami).
Assignment nr 8 mnie przśladuje. Zrobiłam full wypas stronkę, ale jakoś umknęło mojej uwadze, że ta stronka ma być nt. tego właśnie kursu... no i znów będę siedzieć, bo co innego mam w głowie, a co innego na ekranie (ten stary projekt wykorzystam do zrobienia własnej strony i tyle...). Nad nr 9 muszę popracować, bo mi się nie podoba, a nr 10 czeka w kolejce i jest to ten finałowy.
Z foto mam za to do wysłania furę zdjęć. Najpierw się przekopałam przez tematykę i kilkaset własnoręcznie zrobionych fotek sięgających lata 2008r. (poprzedni twardziel odwalił kitę i dzięki temu pozbyłam się kilkuset poprzednich - nie do odtworzenia:/). Do tego muszę wybrać jedną fotkę na każdy temat, co bywa cholernie trudne, a potem dorobić do tego papierkową robotę w postaci rejestracji wszelkich danych dot. zdjęcia, parametrów aparatu, ustawień itp. A w końcu, muszę fotę obrobić w fotoszopie i ładnie wszystko poskładać w jeden katalog, zzipować i wysłać do oceny. Zrobiłam dopiero jedną fotę, czyli jeden temat. Pozostało mi 12 fotek, czyli prawdopodobnie jakieś 15 godzin roboty :O A chciałam wysłać ten assignment w piątek, czyli... w zasadzie nie dam rady na piątek, jeśli chcę się pozbyć ass nr 8 i 9 z poprzedniego kursu i mieć z tym spokój.
Niezły mętlik. I tak dobrze, że nie muszę tych fot robić od podstaw, bo chyba pocięłabym się z rozpaczy:|
W dodatku, oddałam dzisiaj aparat do serwisu, bo matrycę mam brudną jakby się tarzała w kurzu. Do tego musiałam zostawić to do jutra z fachowcem, bo musi to na mokro i ze spokojem zrobić. Miało być na sucho, ale podobno są rysy... Ja ich nie zrobiłam, ale ktoś już czyścił tą matrycę kiedyś i nic z tego nie wyszło.
Nawet nie pytajcie ile to kosztuje, bo tylko zacisnęłam szczęki i zapłaciła bez słowa. W końcu, musi być to zrobione i tyle. Nie da się tego ominąć:/ Jak widzę kropki na tle nieba, na zajebistej szerokokątnej fotce, to mnie cholera bierze, więc to chyba niwielka cena za święty spokój i ładne foty.
Koniec trucia. Kończę oglądać House'a sezon 5 - dzisiaj nie miałam na nic siły. Udało mi się przespać 4,5godz, do tego miałam jakieś koszmary, musiałam wstać o 6, żeby zdążyć do szpitala na 8.00, a potem czekaliśmy na ostatnią z serii antenal classes (było o karmieniu cycem i generalnie karmieniu niemowlaka przez pierwsze 6 miechów).
Położna, niejaka Mary, mogłaby stand-up comedies robić ze spokojem. Można się popłakać ze śmiechu, kiedy się jej słucha. A to pomaga się skupić, co przy takim kolosalnym niedospaniu jak moje jest bardzo pomocne:D Mówiła też, żeby się nie przejmować tłuszczem nabytym w ciąży, bo on sobie zniknie kiedyś tam, jeśli damy mu szansę, ale żeby nie zaczynać ostro ćwiczyć przed końcem 3 miesiąca po porodzie, bo organizm i tak w dupę już dostał przez poprzednie 12 miesięcy - ciąża, poród, połóg, karmienie piersią, opieka nad niemowlęciem wymagają sporo wysiłku i dużej dawki odpoczynku i nie należy go sobie odmawiać, bo potem nie dość, że matka marudna, to dziecko też się robi marudne (wyczuwa nastroje i mleko też jest gorszej jakości), no i jeśli jeszcze do tego ojciec jest marudny, to po prostu tylko wziąć i wyskoczyć oknem;p
Tak więc... luuuuuuuzzzz i nie nadwyrężamy się;>
A propos psów - już się nachwalić nie mogliśmy, a tu zonk:p
W budzie miały siedzieć dzisiaj, na ogródku. Ale... może i posiedziały trochę (Kelly stara się dominować i fizycznie słabsza Molly wylądowała na betonie zimnym i mokrym - żal mi niuni:/ Trzeba to jakoś zmienić, choć trudne to jest), ale dostały się na trawnik, który wygląda teraz jakby go dzikie świnie zryły. Swoją drogą, psy też wyglądały jak świnie, utytłane w tym całym bagnie (padało wczoraj). No nic to. Nakarmiłam je na zewnątrz i walnęłam sobie mój beauty sleep koło 15tej, a Tortowski zajął się kąpielą bestii.
Paskudy, pogryzły się już kilka razy na serio. Raz dzisiaj, właśnie w ogrodzie. Nie wiem, o co poszło, ale to Kelly zaczepia, a ponieważ jest silniejsza, to obawiam się, że Molly może ucierpieć poważnie któregoś dnia:| Staramy się im wyperswadować te bitwy na serio, ale nie jest to łatwe:/
Wiosna idzie, cebule trzeba posadzić i podsypać świeżej gleby roślinko, za co wezmę się w.... stosownym czasie;)
Wszystkiego najlepszego po urodzinach! Z fotami na twardzielach trzeba uwazać, najlepiej zapisywać w formie zdublowanej na róznych nosnikach! Kiedys tez straciłem dorobek z półtora roku focenia! Pozdrawiam!:))
OdpowiedzUsuńNo tak... Madzialena ciągle w biegu i jeszcze ma czas odpocząć.Z drugiej strony, patrząc tak na twoja notkę, to myślę sobie, że się nie nudzisz i masz ciekawe życie. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńwalka u psich to dominacja jednego nad drugim psiakiem-takie prawo dżungli.
OdpowiedzUsuńMadzialeno bo to i sikać się powinno przy pomocy lustra,a nie na ślepo
piękny blogasek i fajniusie wpisiki-Dosieńka
Madzia ja nie bacząc na ciąże, kopnę Cię, jak jeszcze raz napiszesz, że wiosna idzie!!!!!
OdpowiedzUsuńslavko: tak się zastanawiałam nad wypalaniem ich na płytach, ale wiesz... mogą kiedyś tam nie zagrać, jeśli co sezon to inne elementy w kompach będą instalować:/ i tak sobie myślę, czy w kolejny zewnętrzny dysk nie zainwestować...
OdpowiedzUsuńmazureczko: chciałabym się ponudzić czasem, tylko mi tego cholernego czasu brakuje:D a nudzenie się jest wskazane raz na jakiś czas w celach zdrowotnych;)
Dosia: gdzie ja mam lusterko znaleźć w szpitalnym kiblu?:D Tam nawet wiszącego nie ma do przeglądania facjaty:/
Tom: jakże słodko z Twojej strony, no naprawdę;p:D
Proponuję takie małe,kieszonkowe nosić ze zdjęciem Szarika,albo Klosa
OdpowiedzUsuńfajniusi blogasek
Madzialena madzialeni w notce okropnie! Dośkę coś napadło dziś na słodzenie. Tylko ja w swojej szaroburej formie. Mimo to serdecznie pozdrawiam ciesząc się, że mam za sobą poród ,połóg i inne równie ciekawe rzeczy na P. tYLKO P ALENIE MI ZOSTAŁO! hEHEHEHEHE! Zaba
OdpowiedzUsuńile energii w jednej Madzi:)))
OdpowiedzUsuńMadzialeno zdrowa na ciele i mimo wszystko umyśle donoszę że zaskakujesz mnie swoją galopadą życiową.Ja czytając Ciebie jestem zmęczona....
OdpowiedzUsuń:) hellouuuu
OdpowiedzUsuńparsley
oszszszsz Owy miał niski głos z pod jaj,wysoki,około 35 lat,czarniawa łepetyna i generalnie niezłe ciacho.Gdyby milczał łatwiej bym to zniosła...ale ten głoooooooosssssss
OdpowiedzUsuńŻaba: może lepiej żeby Ci jedynie Palenie zostało, ale jedynie w piecu, a nie podtruwanie siebie;p
OdpowiedzUsuńparsley: Ty wiesz:p
Dosieńko: odp. u Ciebie:D
Primo-dobrze, że nie jestem w stanie zwanym błogosławionym, kłują mnie bez tego...
OdpowiedzUsuńSecundo- gdzie ta wiosna? 20 na minusie...
Tertio-pozdrawiam. Barnaba
boszsz! ile Ty masz energii - więcej nawet niż za dwoje!
OdpowiedzUsuń:)))
Serdeczne życzenia. Spóźnione o cały tydzień, ale serdeczne. Krótkiego, bezbolesnego porodu i żebyś w trakcie wychowu potomka była jak ten kwiat lotosu, spokojnie unoszący się na tafli jeziora. Ja nie jestem. Raczej Etna ze mnie. Ale się staram. W razie czego, Paniblogerka to ja. Powróciłam. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńe sportów to ja wodne dyscypliny preferuję.Ale żem pod stadionem mieszkała to i wszystko sportowo zaliczyłam.W nożną grałam 5 minut i jak facjatą piłkę odebrałam to matka mi zabroniła w nią grać.Oj tam kapeczkę mi ją rozdyźdało
OdpowiedzUsuń