sobota, 16 stycznia 2010

Oszaleć z psami można.
Jedna szcza w kuchni po nocy, druga leci do lasu, a potem pawiuje jakimiś niezydentyfikowanymi obiektami przypominającymi konsystencją kupę (dobrze, że nie smierdziało... ale blisko mi było do walnięcia pawia, przyznam szczerze...).

Wpadłam na pomysł... aby przestały być tak upierdliwe, jak są - a są, bo wymagają uwagi jak niemowlaki albo inne 4letnie biegające gnojki - wymyśliłam, że trzeba je odseparować. I ok. Okazało się, że gryząca wszystko jest Kelly, a Molly miała za to spokojny sen, bo spała w korytarzu (a Kelly w kuchni).
Podobnież... wychodzą na wybieg do ogrodu - 2 razy dziennie po godzince, żeby energię zgubić w jakiś sposób, a gdy zostają same, Kelly siedzi w kuchni, a Molly w przedpokoju i wszystkie dvd jakoś nadal żyją...

Z innych beczek:
Męczę dzisiaj ten zwrócony projekt. Jak na razie wymyśliłam sobie nagłówek łącznie z menu. Gorzej z zawartością. Chyba jakieś foty walnę i tyle... Nie chce mi się żadnych tekstów wymyślać. Linki też porobię pseudo, znaczy bez linkowni jednak, ale tak jakby;p
Dość mam już tego prokjektu - zmęczył mnie...

Jutro chcę się zabrać za finałowy i mieć to z głowy, no i zabrać się w końcu za ten foto...

Acha... jeszcze jutro po ten gówniany cert do sociala muszę jechać - specjalnie do miasta... 40min co najmniej... kurna... chcę już ten urlop macierzyński, bez zawracania sobie głowy tym cholernym certem co tydzień...

Do fryzjera chciałabym pójść, ale czekam na wypłatę...

A tak poza tym...

swędzi mnie skóra i cholery dzisiaj znów dostaję, więc będzie kąpiel (poza prysznicem, bo jakoś trzeba się spłukać...).

brzuch mi rośnie - 2 rozstępy znalazłam, po lewej stronie, mniej więcej w połowie drogi między pępkiem a bokiem. I już wiem nawet dlaczego tam... bo jak się śpi głównie na lewym boku, to ciężar samego dziecka powoduje nacisk na skórę w tamtej okolicy i katastrofa gotowa:/ Mam nadzieję, że ten cudowny krem, który mam, jakoś pomoże...i zamaskuje te cholerne rozstępy...

jeszcze 5 tygodni i będzie masakra 24/7

jeszcze 3 tygodnie i z chorobowego zostanę przeniesiona wprost na macierzyński (i dodatkowa kasiora będzie napływała...hehehe;p)

jeszcze kilka miechów i będę musiała kolejny kurs skończyć, a następny zacząć w ramach zdobywania nowego zawodu...

a potem się zobaczy... może się uda z tym moim pomysłem;)

3 komentarze:

  1. Jakoś ostatnio kraczę. No to i teraz też sobie pozwolę.Pamiętam, że pierwsze miesiące życia potomka skutecznie uniemożliwiły mi jakiekolwiek zajęcia poza opieka nad nim i dorywczym spanie. Staraj się wszelkie mozliwe prace wykonać teraz. No i pokrakałam. A moze to ja byłam źle zorganizowana a bachor wyjątkowo upierdliwy? Hm... Wronozaba

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie tak jest. Pamietem jak było z naszym dzieckiem. Pierwsze tygodnie to istne urwanie głowy!;)

    OdpowiedzUsuń
  3. żaba: no właśnie tak zakładam - zrobić,co tylko jestem w stanie teraz, bo potem nie będzie czasu:|

    slavko: tak właśnie sobie to wyobrażam:D więc staram się pozałatwiać jak najwięcej spraw teraz,zanim świat mi się zacznie obracać wokół niemowlęcia (i tak już się obraca wokół psów;p).
    z innej beczki-masz tyle blogów, że trudno mi je wszystkie na raz przeglądać:D

    OdpowiedzUsuń