czwartek, 31 grudnia 2009

2010r.n.e. na Ziemi




To powyżej, to nasza plaża w przeddzień wigilijny:) Wzięliśmy kejterki i daliśmy im odrobinę świeżego powietrza i namiastkę wolności;)

Nasz chojna wyglądała tak:

Polskie piwo sprzedają tutaj w każdym monopolowym i supermarkecie, a reszta to prezenty różnorakiej proweniencji;)

25ego zrobiliśmy sobie wycieczkę do Glendalough i jak widać, pogoda nawet dopisała:) Upper Lake - generalnie.






A to ja i kejterki w Ticknock Forrest - wiało niemiłosiernie i było cholernie zimno. Cóż, uparłam się, a potem musiałam odsypiać, hehe. Chyba po raz pierwszy raz w życiu, moja kondycja pozostawia więcej do życzenia niż kondycja kogokolwiek innego:O

Chciałam pokazać mojemu tacie okolicę, a nie tylko miasto objezdnie (i tak dostałam zjebkę, że za dużo chodzę...).


Jak widać, Olo rośnie, a ja razem z nim. Porównałam własną fotę do tej z listopada i powiem wam, że jestem wstrząśnięta tempem wzrostu:O Nie zauważyłam rozstępów (moja siostra nie miała), więc może nie pojawią się;) Za to będzie pewnie walka z wagą, aczkolwiek wszystko powinno wrócić do normy samo z siebie po kilku miechach karmienia cycem;)


Z innych zdarzeń miłych i tych mniej miłych....

Oczywiście... coś tam musiało się zawalić i to oczywiście w najprzyjemniejszym momencie, a raczej po. W samą Wigilię. Jak się za dużo pije, to potam tak jest... Tortowski oczywiście nawalił, ale na całe szczęście, dopiero po Wigilii i to długo w noc. Wychlał połowę piwa (czyli jakieś 10 flaszek tyskiego...) i poprawił kilkoma głębszymi polskiej gorzały... Efekt był przewidywalny - wygadywał takie głupoty, że aż żal i w konsekwencji spienił mnie tak mocno, że Problem został odwieziony do domu zaraz po wizycie u babci (a miał zostać, do kiedy chciał). Oczywiście, na drugi dzień prawie nic nie pamiętał, a już w ogóle inwektyw, którymi rzucał. Logicznie rzecz biorąc, z pijanym nie da się dyskutować, ale i tak mnie spienił. Głupio mu było (i słusznie) i przeprosił wszystkich za pobudkę w nocy.
Nie powiem, ubodło mnie kilka spraw, co wygarnęłam mu rzeczowo i normalnym tonem w niedzielny wieczór, kiedy zostaliśmy sami w salonie. Może do niego dotarły pewne sprawy, bo całkiem zmienił swoje zachowanie.
Sobota to był dzień, w którym odwiedziliśmy mamę Tortowskiego, a przy okazji poznałam jego brata i spotkałam ponownie siostrę:) Fajna rodzinka jest:) Bardzo kontaktowi ludzie i nawet bariera językowa między moim tatą a nimi nie stała na przeszkodzie:) Jakoś tak, całkiem inaczej niż w marcu, udało mi się przekładać symultanicznie bez problemu i gładko, więc rozmowa toczyła się łatwo i przyjemnie:)
Obiadek był pyszny - indyk, do tego szynka, puree ziemniaczane, groszek no i deserek:) Makowiec mojego taty smakował wszystkim - chciałabym tak piec jak On:D

W niedzielę i poniedziałek zwiedzaliśmy Dublin - głównie z samochodu, bo jako ciężarówka - ciągle się męczę chodząc i po jakimś czasie coś gdzieś zaczyna mnie boleć:/ Ale i tak mu się podobało. Zaskoczony był, że Irlandia jest (taka zielona;p) taka górzysta:) Bo cały czas wydawało mu się, że jest płaska i zielona:D
Tak naprawdę, płaskie tereny można zobaczyć jedynie wewnątrz wyspy i w zasadzie, zawsze gdzieś na horyzoncie góry będą:)

We wtorek mój Tatko odleciał do PL. Na szczęście nie pogubił się za bramkami na lotnisku - a tego najbardziej się obawiałam. Prezenty doleciały całe i zdrowe:) Psy polubiły panusia;) Wkupił się w łaski kurzymi suszonymi łapkami - psi przysmak:O:D (łobuzice wciągnęły właśnie dwie ostatnie).

Koniec końców - wszyscy są zadowoleni z tych świąt. Staram się zapomnieć o powigilijnym incydencie - kreator incydentu wczoraj posprzątał całą chatę, zrobił obiad i kolację... wywalił ćmiki (łącznie z pudełkiem), sztuk ok.10 prosto do kosza.... normalnie faceta nie poznaję:O:D
Ale pić dużych ilości alko nie może, bo dostaje małpiego rozumu. I on o tym wie!!! Dobrze, że ja jestem trzeźwa, bo stać mnie na ocenę sytuacji bez emocji i zbędnych kłótni.

Z innej beczki - przez ostatnie 2 dni lało... tak lało, że nie potrzebowalibyście prysznica (Ell, tak jak napisałam u Ciebie;D), wystarczyłoby wyjść na ogród. Za skutki zdrowotne nie odpowiadam;p
Przestało w nocy. Nawet nie wieje tak mocno.

Jak to na Wyspiarzy przystało - ponieważ oni świętują koniec każdego tygodnia tak jak my Sylwestra, to Sylwek jest u nich raczej mało hucznie obchodzony. Niemniej... zrobię brzdąca, bo dostałam przepis od mojej rodzonej sister i kupię szampana dla dzieci (bo jako niemogąca chlać, nie mam wielu opcji...);D Obejrzymy kilka filmów, może kilka relacji z imprez na świecie i to w zasadzie wsio...
Odpada stres psi związany z petardami - bo tu raczej cicho jest właśnie, więc łobuzy znów będą broić na własną 'łapę';p

Mam tylko jedno życzenie... żeby wszystko się potoczyło po mojej myśli i pozytywnie w 2010... naprawdę, chyba niewiele rządam od życia - świętego spokoju i uczesanych zdarzeń;)

I wiecie co... coś w tym jest: jak zaczyna się nowy rok, tak już pozostaje do jego końca. Więc może, dzięki symbolicznej wręcz ilości alkoholu w domu, obędzie się bez przykrych incedentów, jakie miały miejsce rok temu... a w zamian... będzie milutko, przytulnie, przed kominkiem, z książką w łapie, no i łóżeczkiem zaraz po wybiciu północy;p

Oby wszelkie Wasze potrzeby i życzenia spełniły się w tym 2010... jakże okrąglutko wyglądającym, roku;)

PS: ciekawe, czy podobne energie mogą wystąpić przy powitaniu chińskiego albo innego marsjańskiego Nowego Roku;) Na innych planetach bylibyśmy teoretycznie starsi lub młodsi, no ale to zależy od grawitacji, hehe;p Inaczej liczone lata nie mogłyby się przekładać na ziemskie...
Ależ pieprzę znowu... na filozofowanie mi się zbiera dzisiaj;)))























9 komentarzy:

  1. lubię Twoje wywody filozoficzne i nie tylko;)

    u nas podobnie, tyle, że nie ma ograniczeń ciążowo-alkoholowych:)))
    napadało śniegu maksymalnie, brrr
    fura radośnie biegają po ruinie Mała Zosia właśnie została oficjalnie nazwana Mysią, ha

    pozdrawiam mooocno i do sieciowego zobaczenia w 2010r.!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szampańskiej zabawy :)

    Buziak a ograniczenia... e tam

    OdpowiedzUsuń
  3. Luubię takie długie, ilustrowane notki! Pyszności. Ja bez ciąży nadążam za Tobą wyglądem. Hehehe! Specjalnych wymagań nie mam ale Twoje niech się spełnią!Zaba

    OdpowiedzUsuń
  4. niech nam sie spalnia to czego zapragniemy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Wesolego,niech bedzie trzezwy ale radosny, duuuuuuuzo kasiorki, niech sie sypie jak deszcz z nieba. Najwazniejsze, ZDROWIA ZDROWIA ZDROWIA ZDROWIA I SEXU!!!!!
    Dla mnie super wygladasz,i ta zima...ach..super...:)
    u nas 2010 zaczol sie opadami i burza.Po upalnym dniach przyszlo ochlodzenie. tyle ze duchotka bo powietrze nawet nie drgnie.
    2010ty kto by pomyslal.....ale ten czas zapietupie do przodu.
    Piekna Matko Z Calego Serca jeszcze Raz Wszystkiego dla Was Najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Interesujaco podane na tacy Twoje zapiski!

    OdpowiedzUsuń
  6. jeszcze raz sobie zajrzałam... i widoki podziwiam cudne:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. spełnienia marzeń wszelakich!

    OdpowiedzUsuń
  8. ladniutkie krajobrazy pani okraglutka ;)
    pozdrowienia noworoczne

    parsley

    OdpowiedzUsuń
  9. oooo się działo dużo. Ale widzę, że mimo wszystko było dobrze i że jestes zadowolona. Cieszę się z tobą. Aaa i dziecię mniemam, że ma się rewelacyjnie w twoim brzusiu.

    OdpowiedzUsuń