środa, 18 listopada 2009

Teoria względności

Znów mnie dopada czarna dziura...

Nie znoszę tych stanów, bo nie mogę sobie z nimi poradzić...

Psychodłubek w Brazylii. Kolejne spotkanie mam dopiero 28 listopada. Trochę daleka drgoa. Dla kogoś w depresji, nawet bardzo daleka. Całe 2 tygodnie męczenia się z tym wszystkim, z tym osamotnieniem, lękiem przed przyszłością, poczuciem braku oparcia w kimkolwiek, brak zrozumienia przez kogokolwiek. Pewnie, że zawsze może być gorzej, ludzie mają schizofrenię, paranoję i inne dziwne choroby psychiczne. Ale te choroby są dużo bardziej widoczne niż depresja.

Zawsze dzieje się tak po tych weekendach. Zawsze! Bo moje zdanie i to czego ja chcę, kompletnie się nie liczy. Tak to odczuwam. Jakbym była mebelkiem, który można dowolnie sobie przestawiać z kąta w kąt, nie licząc się kompletnie ze skutkami tego przestawiania.
Mam prawo nie lubić ludzi, mam prawo ich nienawidzić, także za to, że partaczą moje życie. Nikt mi tego prawa nie odbierze, ale poczucie winy z powodu nienawidzenia pewnych osób powoduje opłakane skutki. Mam wrażenie, że nie obchodzę tej osoby, która najwięcej powinna się zajmować i mną i naszym nienarodzonym synkiem. Szkoda, że on tego nie rozumie, szkoda, że bywa płytki jak kałuża przed domem, szkoda, że.... zbyt wiele tych "szkoda" ostatnimi czasy...

Nie wierzę, że zacznie się zajmować normalnie mną i dzieckiem, kiedy już się pojawi o drugiej stronie mnie. Po prostu nie wierzę. Będzie zawsze na zawołanie tej zdziry. Ona ma tylu ludzi wokół siebie, a ja mam tylko jego tutaj. I nie mogę liczyć na niczyje zrozumienie. Może poza psychologiem, ale on jest zawodowcem w końcu.Za to mu płacę.
Nie mogę liczyć na niczyje wsparcie. Czuję się bardziej osamotniona niż kiedykolwiek w przeszłości. W zasadzie, z filozoficznego punktu widzenia, idziemy przez życie samotnie. Nie ma żadnego boga, który może nam pomóc powstać z klęczek, podnieść się spod ciężaru życia, nie ma nikogo, kto nas przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze.
Kiedyś, bardzo dawno temu, miałam taką osobę. Zawsze mogłam na niego liczyć, zawsze wysłuchał moich utyskiwań, przytulił i pogłaskał, kiedy trzeba było. Tak, miałam fajnego pierwszego faceta i chyba tylko szkoda, że życie napisało inny scenariusz. Całkowicie inny niż ktokolwiek spodziewałby się.

Chciałabym już wysiąść z tego pociągu.

3 komentarze:

  1. Kurwa cienko!!!! Szkoda, że nie możesz brać prochów przeciwlękowych. Ja tez sobie z tym nie poradziłabym sama. Może Ty jesteś silniejsza, bo młodsza? Mam nadzieję.A kurde Cię rozumiem! Rozumiem bezsilną złość na tę tam i jej pomysły, na to, że men nie jest tak blisko jakbyś chciała.Wcale nie uważam, że wyolbrzymiasz i szukasz problemów. To JEST problem , kiedy rodzina traci integralność i chodzi na jałowym biegu. To nie jest Twoja chora imaginacja. Tylko jak sobie z tym gównem i poczuciem niezawinionej krzywdy poradzić? Cała nadzieja w psychodłubku. Wiesz, czego się obawiam? Że po urodzeniu synusia deprecha się nasili, bo ona tak potrafi.Dlatego pracuj grzecznie pod światłym przewodem psychola. Masz jeszcze czas by złapać pion i go utrzymać a nie ćwiczyć sinusoidy.No to zakończę jak zaczęłam i gówno mnie obchodzi, co kto sobie pomysli! Osz kuuuurwa! Zabanieszczepiona

    OdpowiedzUsuń
  2. jak urodzisz....juz niegdy nie bedziesz sama...wszystko sie zmieni, macierzynstwo dodaje sily, zmienia priorytety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie śpiesz się z podejmowaniem dramatycznych w skutkach decyzji. To zawsze zdążysz zrobić.I to nie jest prawda, ze macierzyństwo zawsze dodaje sił. Dobrze by było, gdyby tak było. Depresja okołoporodowa to fakt a nie bajka.Matki z depresją są za to pod wiekszą presją, bo czują ciężar odpowiedzialności, której na skutek choroby sprostać nie mogą. Nie upraszczajmy i nie słodźmy więc macierzyństwa jako panaceum na lęki, nerwice i inne psychiczne problemy, bo to mrzonka.Masz więc ogrom pracy przed sobą i nad sobą i nad związkiem i nie składaj broni.Jest przecież o co walczyć.Niezły z Ciebie fighter , Madzialeno! Żeby zapewnic bezpieczeństwo synusiowi SAMA musisz się poczuc bezpieczna.Może przydałaby się terapia rodzinna? Zamiast czarnego żalu i ewentualnych gorzkich wymówek?Boli mnie, że Cię boli! Zaba

    OdpowiedzUsuń