poniedziałek, 16 listopada 2009

Intuicja górą


Kolejne fotki z życia psinek;) Czasem śpią sobie w study roomie, przyjmując pozycję, jak na poniższym zdjęciu:


A jak Ed zacznie je głaskać, przybierają pozę nr 10;p:


Przestały już siusiać po domu, mała-biała uczy się od siostry zazwyczaj. Czasem dochodzi do pewnych wniosków sama, hehe;) Za to Molly ma naprawdę chorobę lokomocyjną:/ Po wczorajszej przejażdźce do sklepu to stwierdzić muszę. Podobno imbir i mięta są dobre na tą przypadłość u psiaków, no i uchylone okno w samochodzie (trudno robić przewiew, jeśli jest raczej zimno niż ciepło...) plus częste krótkie przejażdżki.
Pożyjemy, zobaczymy. Ale kiedy widzę, że momentalnie po wejściu do samochodu kładzie się bez spojrzenia w okno, to już wiem, że będzie paw... Zmuszać jej nie mam jak i nie chcę do pozycji siedzącej, a to też podobno pomaga.

Godzina jaka jest, każdy widzi. Czasem się nie da spać po prostu - ale na taką bezsenność dawno nie cierpiałam. Przespane 5 godzin i to nie ciągiem. Może mi się uda skimnąć później:/
Cóż, taka bezsenność swoje powody ma, pozaciążowe:/ Po prostu pewne sprawy można przewidzieć, a pewne się przeczuwa. Szkoda tylko, że ochraniając mnie, mój własny facet nie chce się dzielić swoimi kłopotami, które kilka miesięcy temu przewidziałam:/ Przecież mu nie powiem, że czasem wpadam na jego komórkę i czytam co nie co...
Wiem, że smarkacz sprawia peoblemy wychowawcze, ale w sumie, dziwić się nie mogę, bo niedaleko padło jabłko, a tą jabłonią jest jego stara (smarkacza stara oczywiście). Dziecko, które nie jest odpowiednio (cóż za słowo...) edukowane przez rodziców, nie wyrośnie na przeciętnego obywatela, a może jedynie się znaleźć w rynsztoku. Przy czym - winy nie ponosi jego ojciec, bo nie widzę u niego żadnych błędów wychowawczych. Więc, albo smarkacz wychowuje się w tak beznadziejnych warunkach, albo to genetyka, albo brak charakteru (niektórym się zdarza...).
W szkole przyłapali go na paleniu papierosów po raz drugi, w domu na kradzieży. Jego ojczym dziwnego smsa przysłał wczoraj Eddiemu, żeby smarkacz z nami został, bo w domu jest nieciekawie. Dziwny kanon wychowawczy... Dzisiaj szkoła, a on ma zostać z ojcem, bo napierdolił sobie w szkole... Ed stwierdził, że ma to gdzieś i go odwiózł.
Już kiedyś mu powiedziałam, że daje sobą manipulować tym ludziom - pewne sprawy lepiej się widzi z boku. I fakt, stara smarkacza wymogła na Tortowskim to, że wziął gówniarza znowu na weekend po 2tyg przerwy (a miało być co 3 tyg od października...). Ciekawa sprawa, że kiedy pojawiają się problemy wychowawcze, zostawiają smarka ojcu do wychowania, ale sami nie zadbali, żeby wyrósł na normalnego nastolatka. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat zacznie ćpać, tudzież zacznie zabawę w gang z kolesiami swoimi... Qrva mać... nigdy w mojej rodzinie takiego menelstwa nie było! I nie będzie... To nie jest moja rodzina, a mój syn ma mieć normalne wzorce, kochających rodziców i brak kontaktów z marginesem.
Czego innego można się spodziewać po takiej kobiece, w zasadzie. Przecież ona sama nie ma zasad i chciała faceta na bachora złapać, oszukała go najpierw, on jej zaufał... Totalny brak etyki...
Koszmar jakiś...
Ciekawa jestem, czy smarkacz znów będzie nam wciśnięty za 2 tygodnie (w tym swoim smsie to wredne babsko domagało się, żeby Ed po niego przyjeżdżał co tydzień!!! niedoczekanie jej!!! Facet mi się będzie wykańczał, kiedy ona ma dość pomocnych dłoni wokół, żeby gnojka wychować???!).
Ciśnienie mi się wystarczająco podniosło, kiedy mi zakomunikował, że musi po niego jechać. Wiedziałam, że kłamie w żywe oczy mówiąc, że smarkacz chce zobaczyć dom i mnie i psy. To nie jest ten typ. Wylewnym dzieciakiem nigdy nie był i zapewne nie będzie, a już pierwsze oznaki olewania własnego ojca się pojawiają:/ Jego matka po prostu chce się pozbyć problemu w najłatwiejszy sposób - dobrze, że czasem do Tortowskiego coś dociera z tego co gadam, bo przeczytałam też sms zwrotny, że sorry no bonus, ale on dużo dla niej zrobił, kiedy była w ciąży z pozostałą dwójką (bachory jej i jej męża, żeby nie było niedomówień), biorąc gówniarza do siebie co najmniej co drugi weekend. A teraz, mając własną rodzinę i zobowiązania w pracy, nie ma na to szans, żeby brał smarka nawet co 2 weekend, skoro już dzieckiem nie jest i wielkiej opieki nie potrzebuje, a jedynie uwagi. Ed dość uwagi mu poświęca i mogę to poświadczyć, bo widzę. Mnie tyle uwagi nikt nie poświęcał, sama się sobą zajmowałam i byłam wtedy najszczęśliwsza, ale do tego trzeba mieć charakter i dobre geny...

Ciężko mi jest się cieszyć wizją szczęśliwego macierzyństwa, kiedy w tle mam wciąż to wredne krówsko z jej bachorem i problemami wychowawczymi.
Ed się jeszcze dziwił, że miałam jakiś problem z przyszłym domem i spadkiem??? Sam do podobnych wniosków dojdzie... Daję mu na to jakieś 3-5 kolejnych lat. W cuda nie wierzę i czym skorupka za młodu nasiąknie... Sam wychował się w normalnym, ciepłym domu wśród kochających go ludzi, ja też nie miałam najgorzej, ale smarkacz dorasta w całkiem innych warunkach, a dobrego charakteru też nie ma, więc... sami wiecie...
Często widać też podejście do ludzi w sposobie, w jaki się podchodzi do zwierząt. Niestety, gówniarz nie ma za grosz podejścia do zwierząt. Tak chciał zobaczyć psy, że chyba jedynie się z nimi przywitał... No więc... ja mam już wyrobioną opinię na jego temat. Szkoda, że się w ojca własnego nie wdał, wielka szkoda:/
Mam nadzieję, że Olo będzie inny - całe życie przed nim, a nawet więcej, bo jeszcze 3 miechy u mamusi w brzuchu:) A dom ze zwierzakami i kochającymi rodzicami to też odpowiednie podłoże do wyrośnięcia na wrażliwego człowieka:)
Ech, nie wiem już, jak do własnego faceta mówić, żeby mówił mi prawdę w tym temacie, a nie ściemniał, że smarkacz chce nas zobaczyć... Intuicja mi zawsze dobrze podpowiada i jak widać, wszystko się potwierdza w praktyce:/
Dlaczego moja intuicja zawsze potwierdza rzeczywistość????

Tak, sporo przyciężkich przemyśleń nad ranem... Za oknem leje, muszę znów zadzwonić do faceta od anten satelitarnych, żeby ustawił nam michę na dachu, bo jakoś ciężko znaleźć sygnał:/, zadzwonić do szpitala innego niż mój, żeby się przepisać, bo to co wyprawiają w moim, to się w pale nie mieści i usg też nie mogą odczytać tak jak powinni.
Jest jeszcze kilka kolejnych, pomniejszych spraw, ale tu z kolei, muszę się wybrać do miasta, do banku itp. Kolejny kurs mi chodzi po głowie;) Taki, o którym marzyłam, ale czasu mi zawsze brakowało (albo środków).

Acha... Ed obiecał, że rzuca palenie we wtorek... A jak nie, to płaci mi 5000 jurków, hehe;) Jestem wielce ciekawa, czy choćby ze względu na tą kasę rzuci... No bo przysięga jest dla mnie jednak ważniejsza. Co z tego, że za te 5tys mogłabym zmienić auto nareszcie? Ważniejsze jest dla mnie dane słowo i jego zdrowie, a także przyszłość naszych dzieci.

I tym pozytywnym akcentem kończę te rozważania wagi słoniowej...

2 komentarze:

  1. Pewnie chcą się młodego pozbyć na stałe.A Tortowski czuje bidok tzw. brzemię odpowiedzialności ale i pewną bezradność w takiej sytuacji. Chyba nie ma dość dobrego rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich.Nie zazdroszczę Ci.Pamiętaj! Zrób w chomie folder z fotkami zwierzyńca! Koniecznie! Schomikuję od razu. Zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. No to sie pokomplikowalo. Nie dac sie gowniarzowi /lolanta

    OdpowiedzUsuń