Wczoraj:
Trampki sobie kupiłam, przecenione i dobrze, bo normalnych już dostać nie można tylko jakieś wypasione za horrendalne sumy... a przecież to tylko trampki!!! nawet House je nosi, huehuehue:p
Trepy na zimę też kupiłam, też przecenione - nie ma to jak mikrosklepiki, zawsze się coś znajdzie. Trepy są Wranglera i tanio wyszły, jak na Wranglery, mniam.
Książki sobie też kupiłam z serii 'for dummies', znaczy się 'dla idiotów'. Przez nałóg.
Perfumy też kupiłam, limitowane zielone jabzo dla mnie i Diesel fuel for life dla Miśka, bo mi się podobało opakowanie - zapach ok, ale nie powala.
Poszłam na basen i przy okazji zapisałam się na godzinę sam-na-sam z instruktorem jogi, co by mi pokazał, co w ciąży mogę robić, a czego nie mogę - o asany chodzi, zboki jedne!:p
Dzisiaj:
mam te zajęcia, pewnie sobie przepłynę też jakieś 500m, bo więcej nie chcę ryzykować. Misiek w pracy (wczoraj też miał kilka godzin), przyszły weekend mamy wspólny też, bo młody się wypiął i jedzie gdzieś z kumplami. Więc my sobie możemy podogadzać na różne sposoby.
Terapia odnosi chyba jakieś skutki, ale powoli... to pływanie przyszło mi do głowy właśnie, jako jedna z niewielu fizycznych aktywności, które mogę robić bez narażania ciąży na frustracje. Do tego, mam prikaz robić to, co lubię - co najmniej 3 takie rzeczy na dzień. Więc... pływanie, do tego jakaś książka i seksik... moi faworyci;p Owszem, lubię też oglądać Grzesia House'a, ale jeśli mam wybierać między seksikiem a filmem, to wolę to pierwsze - dopóki mogę jeszcze...
Lubię jeszcze szlajać się z aparatem i robić zdjęcia, obrabianie ich już nie sprawia mi takiej frajdy, ale już pewne informatyczne sprawy są jak najbardziej źródłem radości dla mnie.
Acha, no i nie wyspałam się przez budzik Miśka i przez ból biodra i przez to, że za późno poszliśmy spać - jednak po północy wychodzi na zbyt późną porę dla kobiety w połowie ciąży. Jakoś tak chyba starzeję się, czy cóś:p
PS: Tak, niewątpliwie, jako istota fizyczna muszę wykonywać ćwiczenia fizyczne - normalnie mi prawie błogo!!!:O:D jeszcze kilka tygodni takich ćwiczeń i o depresji nie będzie prawie śladu... no właśnie, prawie... bo zawsze może wybuchnąć, w najmniej oczekiwanym momencie, zdzira jedna... zawsze się czai gdzieś w ciemnym kącie...
Ale tam. Podobno mam dzisiaj randkę z własnym narzeczonym:O!!!:D Stwierdził:'czy żeby pokazać jak bardzo cię kocham, mogę cię zabrać na obiad gdzieś?'. Tak no, słodki bywa, gdy zaczyna się wgłębiać w moje stany psychiczne i napięcia towarzyszące memu życiu. Sfrustrowana bywam, ale może w końcu mi przejdzie, jak on dojdzie do jakichś wniosków również, bo ta frustracja ma swoje źródło w pewnych 'związkowych' sprawach jednak...
Bosz... ja chyba powinnam psychodłubkiem zostać, a nie inżynierem... uwielbiam takie dłubanie w emocjach.
Dobra... czas na Grzesia i giry do góry (bo mi znów rano spuchły:/)
No proszsz!
OdpowiedzUsuńjak konstruktywna odmiana w tekstach, aha!
zastanawiam się jakie trzy rzeczy lubię, kurczę... zupełnie inne niż Ty!
ps: oprócz jednego punktu i to nie jest seksik, heheh
no dobrze, że w tych trzech rzeczach nie było SOśnickiej..
OdpowiedzUsuńzakrętka: no popatrz, dwa koziołki a jakie odmienne;) ale i tak nastroje depresyjne mamy takie same... no coś trzeba mieć wspólnego:D
OdpowiedzUsuńRanddal: Sośnicka jakoś przez przypadek mi się przyplątała do głowy - to chyba jakieś echa z dzieciństwa...
ja lubie zexik!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńlubie fotki!!!!!!!!!1
lubie sie ruszac!!!!!!!!!
jeszcze lubie malowac!!!
jesc, spac, jezdzic na rowerze i samochodem z glosna fajana muza.czasem cos przeczytac.
lubie grzebac w roslinach. nie lubie sprzatac,zmywac i prasowac, nie lubie kosic trawy, przemadrzalych ludzi nie lubie.
i nie jestem koziolek tylko LWIA-PANNA.
Fajna Laska jestem i Tyle ;)
Tu kolejna fajna laskaaaa! Ja sobie serwuję po kilkadziesiąt takich rzeczy dziennie. Wcale sobie nie żałuję. Pływanie to szczał w dychę! Wiem coś o tym. Nie ma nic przyjemniejszego nad unoszenie się w nurcie czegokolwiek. Zaba
OdpowiedzUsuńDla Ellizki: Pomaulujcie sie i ruszajcie do sexu, zrób kilka zdjęć. Możesz to zrobić z rowerzystą w samochodzie, włączcie sobie muzykę, a po wysiłku poleżcie na trawie, którą wcześniej posprzątajcie, a reszte wyprsujecie. Mozecie sobie włączyć do tego muzykę kogoś niezarozumialego, np. Sośnickiej:))
OdpowiedzUsuńTom: ja już bym miała problem z zexikiem w samochodzie:p ale majtki w paski jeszcze jestem w stanie ubrać, a nawet takie majtki z jednym paskiem - leżą jak ulał:p
OdpowiedzUsuńŻabaaaa, ależ Ci zazdraszczam!!!:p:D
Ell-Ty powinnaś tu być, albo ja tam i byśmy robiły kasę na reportażach i wystawach:D zamiast się imać robót niechcianych i znienawidzonych...
Oooo, joga, właśnie, powędruje we wtorek i spróbuje coś z siebie wykrzesać, na basen mam krok, więc poturlam się, a na razie do Twoich koziołków jadę, i trampki chcę, no! Pogłaskaj chłopczyka :)
OdpowiedzUsuńZEGZ to podstawa bytowania i nie ma to tamto:ciche dni i siakieś niesnaski...po ZEGZIE znowu być mogą.
OdpowiedzUsuńJa jestem wodnym człekiem i jednostką pływającą,będąc ciężarną słonicą,jedynie w wodzie czułam się lekuchno..oj i to jak lekuchno,co prawda woda występowała z basenu gdy do niego wchodziłam,ale nic to.
Zakup podczas moje wyprawy wykonałam,taka tam pamiątka-filiżanka niejako,bo i chopla mam na ich punkcie.A tak generalnie zajmowałam się zbieractwem pamiątkowym:szyszki,suche rośliny,kamienie,kasztany,gwóźdź który wypadł z fontanny w Poznaniu.
Codziennie z moich kieszeni wyjmowałam w hotelu na stolik ,,same pamiątki"
hahaha Madzialeno ja też owy stan inaczej nazywałam i wcale nie były to nazwy kulturalne...
OdpowiedzUsuńPamiętam jak Czarek zaprosił mnie do kawiarni,ja byłam w 7 miesiącu ciąży,przybyło mi 25 kg. i na stoliku zostało postawione wielkie ciacho kremowe i picie z rułką....problem był w tym że nie mogłam dosięgnąć do owych cacek..
Generalnie nigdzie nie mogłam sięgnąć,a sznurowanie kamaszków to jeden wielki problem.Galoty miałam z klinami własnej produkcji, ponieważ w sklepach takowych nie było,szelki wypletłam osobiście ze sznura...jeżyku,ależ ja byłam aligancka....a cyc miałam-oj miałam.....
Ale to tylko 9 miesięcy,a potem z górki.
zgaga i mnie paliła jak cholera,znikała czasami a wtedy żarłam dziwne mieszanki gastronomiczne,a ta gangrena znowu mnie paliła-oj koszmar...ale jak ona nie paliła to miałam parcie na pęcherz,tak więc poruszałam się jedynie szlakiem kibli miejskich nie koniecznie estetycznych....Mogłam spokojnie na plan Warszawy nanieść wszystkie przybytki z opisami i gwiazdkami....po latach bratanica męża oznajmiła że była w fajnej knajpce-okazało się że to przerobiony ,dobrze mi znany kibel
OdpowiedzUsuńdodaj Madzialeno jeszcze trzy zestawy kudłowatości nie uczesanej....oj cieszę się że je posiadam,ale pracy przy nich od wuja pana....
OdpowiedzUsuńwiedziałam,że mogę na Ciebie liczyć,o ogórku nie myślałam i o wielkości narządów męskich chyba tyż.