czwartek, 1 października 2009

Powolniak nadciąga powoli...:)

Miała być niespodzianka wyjazdowa na naszą rocznicę, ale nie będzie - brak środków. Za dużo rachunków i zbyt wysokie. Następny wyjazd, poza wyjazdem do domu, najwcześniej w kwietniu-maju i to pewnie też do domu, bo się stęsknię, szczególnie za psinką.
A propos, Buba miała jakieś zatrucie koszmarne kilka dni temu, ale po kilku zastrzykach i prochach odżyła:) Biedactwo... kochańszego psiaka na świecie nie ma!!!;)))

Ach, jak niektórzy ludzie podnoszą mi pięknie ciśnienie... naprawdę, medal za to powinni dostać...
Trochę mnie boli w plerach i zaczęła dyńka. Ostatnią noc zaliczam do tych bardziej koszmarnych. Spać nie mogłam, w robocie oczy same mi się zamykają i tylko czekam, żeby pojechać do domu, w którym czasem nie czeka mnie nic ciekawego. Dzisiaj jedynie czekały na mnie 2 mecze siatkówki - chociaż coś...

Czeka mnie też zadanie domowe na sobotę. Może mi się jutro uda napisać, bo nie ma meczów;p

Nie będę narzekać, że źle się czuję i bolą mnie różne części ciała, ale to wiadomo, że tak jest i tyle. Szkoda, że do tego dokłada się bagaż emocjonalny:(

3 komentarze:

  1. uff ja wróciłem ze szpitala od teściowej, szpitale chociaż są co raz ładniejsze, ale aż mi ciarki chodzą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tom, weź nie strasz... te irlandzkie jakoś tak mniej śmierdzą szpitalem i więcej normalnych ludzi się szwęda;)

    OdpowiedzUsuń
  3. teraz nawet dentysta mniej śmierdzi dentystą;)

    ciekawi mnie, co sobie wymyśliłaś na sobotę, Pracowity Koziołku...

    :)

    OdpowiedzUsuń