Nie wiem, coś mnie wstrzymało, nogi jak z waty, lekkie wirki w głowie... Zadzwoniłam do przychodni i umówiłam się do lakearza rodzinnego. Mniejsza z tym, że dopiero na jutro. Na dziś nie mieli terminów:/
Terapia filmowo - książkowa działa tyle o ile. Mam czas na pogadanie na skajpie i gg nareszcie!
Mazureczka zainspirowała mnie do poszukiwania:) Dzięki kobietko!!!:)
Ponieważ mam problemy natury psychologicznej (okropność!!!), więc starałam się znaleźć jakiś najbliższy wolny termin w tej samej klinice (31 sierpnia!!!), a potem gdzieś indziej, żeby szybciej (13 sierpnia najprędzej:/).
Od terapeuty przeszłam do poszukiwania studiów zaocznych z psychologii.
Kiedyś mi się marzyło studiowanie psychologii, ale w PL to taka dziedzina, że można jedynie wylądować w kiepsko płatnej pracy z nieznośnymi bachorami w szkole. Więc... chcąc nie chcąc, marzenia w kąt:/ I teraz za to płacę... Stanami blisko-depresyjnymi...
W każdym razie, znalazłam szkołę, a raczej koledż, napisałam do nich, czy mogliby mi podrzucić ulotkę info i czekam na odpowiedź. Może mi się uda załapać na ten semestr już - przydałoby się, bo kolejny zaczyna się w styczniu, a potem po roku można wyjść z dyplomem lub studiować dalej do otrzymania stopnia naukowego.
Już nie wspomnę o wszelkich studiach podyplomowych, bo tego mnóstwo jest.
I taka potrzeba pomagania innym w końcu znalazłaby ujście u mnie...
Nie ma jak niepoprawna idealistka z realistycznymi preżyciami:/ Cóż, zawsze można to wszystko wykorzystać w pracy psychologa/ psychoterapeuty. Wolałabym zostać psychoterapeutą jednak. Ale szczęśliwa będę, jeśli zacznę po prostu od zrobienia dyplomu, a potem licencjatu i znajdę pracę... A to byłoby już po odchowaniu Fasoli:) Poza tym, psychologowie często pracują popołudniami, czyli odpadałyby dodatkowe wydatki finansowe związane z przedszkolem. Tatuś by wracał do domciu, a mamusia spadała do pracy. Przynajmniej przez jakiś czas, potem można już założyć własny gabinet itp. itd.
Tak, znów wizja optymistyczna, ale przynajmniej układa się w jakąś całość. Tłumaczenia, w gruncie rzeczy, muszą zejść na plan dalszy, ale zawsze mogą stanowić źródło dodatkowych dochodów;) No i jakieś tworzenie... fotografia, szycie (właśnie kupiłam maszynę do szycia:D), ceramika, cokolwiek innego... byleby się spełniać duchowo... tego mi brakuje... pracy z człowiekiem i pracy artystycznej. Nie lubię papierków, czegoś co nie powoduje uczucia spełnienia. Mam wrażenie, że każdy idiota byłby w stanie moją obecną pracę wykonywać. Nawet sprzątnie dawało mi więcej satysfakcji...:/
Nic to, pożyjemy, zobaczymy...
no daj Boże każdemu tak jak psychologom - ja mam znajomego na Mazurach Pana psychologa 80zł godzina i miejsc na zapisy brak...
OdpowiedzUsuńno właśnie - sprawdziłam zarobki psychologów, juniorów w zawodzie... doznałam szoku:O 50tys na rok (w euro!!!) to tak średnio:O!!!
OdpowiedzUsuńucz się, ucz
OdpowiedzUsuńbo Ell już ze mną nie wyrabia, to będzie mogła do Ciebie zepchnąć, hahah
Myślę,że byłabyś niezłym terapeutą. Masz szerokie horyzonty i nie myślisz szufladkowo.Martwi mnie trochę stan Twojego ducha. Jednak stawiam na ciążę i że lada chwila złapiesz pion. Zaba
OdpowiedzUsuńŻabciu, mam nadzieję, że to tylko ciąża... aczkolwiek, takie stany miałam już kilkakrotnie w życiu i to nie będąc w ciąży, więc chyba naprawdę czas coś zmienić w życiu...tym zawodowym właśnie.
OdpowiedzUsuńtez tak chce.
OdpowiedzUsuń:)