Pogoda nie dopisywała, ale dla chcącego nic trudnego;)
Pierwszy przystanek to Dunbeg Fort.
Na poniższym zdjęciu widać dom, który zbudowano tą samą technologią, przy pomocy której budowano starożytne forty i chaty w kształcie ula. Niesamowity wydaje mi się dach:
Po drugiej stronie drogi był już sam fort, który najprawdopodobniej był pierwotnie obozowiskiem wysuniętym nad skraj morza:
I tak najbardziej podobały mi się klify:
A na klifach mieszkali ludzie:
owce:
i osiołki:
Osiołki były bardzo przyjaźnie nastawione do otoczenia - tak bardzo, że blisko zaprzyjaźniły się z moim obiektywem:D
Po drodze zaczepiły nas mewki:
Tu modelka wpasowała się w kadr, kiedy starałam się uwiecznić widok na Blasket Islands:
Wybreże w DunChaoin (Dunquin innymi słowy) (wiało tak bardzo, że udało mi się zrobić jedynie 2 fotki i odpuściliśmy sobie spacer plażą...):
Ostatnim punktem programu była Gallaruss Oratory. Ze względu na deszcz, nie za bardzo mieliśmy ochotę zaglądać gdziekolwiek indziej. Kapliczka ma kształt odwróconej łodzi, a technika jest ta sama, co u starożytnich budowniczych fortów i domów-uli. Kamienie nakładane są tak, aby woda spływała na zewnątrz budynku. Mam wrażenie, że starożytni znali techniki budowlane, które powinny być na tych terenach stosowane do dziś, bo w normalnych domach dość szybko pojawia się grzyb na ścianach, właśnie na skutek wysokiej wilgotności - ale cóż, budownictwo na wyspie jest spadkiem po Angolach, a jak wiadomo nie wszystko, co tamci wymyślili tchnie logiką (np. 2 krany w umywalce...)
widok na ścianę wschodnią:
Po tak wyczerpującej przejażdżce, czekała nas jeszcze droga do Delgany. Jakieś 300km albo coś w ten deseń. Mimo autostrad i dróg ekspresowych, zajęło nam to dobre 5 godzin.
Po drodze z Kaplicy Gallarussa, trafiliśmy do Dingle na obiad, do dzikiego na kebaba. Dobre żarcie, dużo i tanio (chyba zapomniał nam policzyć za frytki...:O). Potem, w strugach deszczu, ruszyliśmy w drogę.
I takich kilka przemyśleń mnie dopadło... Ludzie poza Dublinem (i tegoż miasta okolicami) są naprawdę mili i przyjaźnie nastawieni (najlepszy przykład miałam w Dungarvan), życie biegnie sobie cicho i spokojnie. W hrabstwie Kerry kwitnie turystyka, więc pieniądz z tego jest, aczkolwiek Pan Franciszek narzekał na zastój - jego sąsiad spoza miasta, który też prowadzi b&b w ogóle nie miał gości aż do lipca!:O Recesja robi swoje, ludzie starają się oszczędzić te parę groszy (dlatego wzięliśmy b&b, a nie hotel).
Patrząc na koszty - paliwo wyniosło nas 70€, zakwaterowanie 180€, żarcie w restauracjach ok. 160€, do tego kilka drobiazgów (kupiłam sobie sweter z Wysp Aran nareszcie!!!), więc wszystko razem wypadłoby po 250€ na łebka za 3dniowy wypad. Nie wiem, czy to dużo czy mało. Chyba dość rozsądnie nawet, bo nie żłopaliśmy po pubach (chyba bym się pocięła, bo ostatnio zapach piwa stanowi dla mnie coś nieodpieralnego:D)i nie byliśmy wciąż na kacu, co też zmienia odbiór rzeczywistości. Nawet kino sobie zafundowaliśmy w Killarney - 'The Proposal'. Taki sobie filmik z Sandrą Bullock i typkiem, którego nazwiska nie pamiętam.
Generalnie, gdyby nie pogoda i fatalne drogi na obu szlakach (w życiu mnie tak nie wytrzęsło!!!), to wycieczka byłaby udana. Zamiast jazdy samochodem, wolałabym jednak piesze wycieczki, a jest tam gdzie połazić - Park Narodowy zaczynający się jeszcze w miasteczku, kraina jezior na południe od Killarney, do tego najwyższy szczyt Irlandii - Carrantuohill. Mamy tam wrócić, jak pogoda będzie lepsza.
Z moim optymizmem nie najlepiej ostatnio, więc się nie będę wypowiadać, co myślę o wracaniu, gdy pogoda będzie lepsza.
Podobno to był najbardziej mokry lipiec od 50 lat!!! Wcale się nie dziwię - lało praktycznie codziennie, z małymi przerwami... A potem się dziwić, że tu tylko trawa rośnie... Tak się składa, że rośliny inne niż trawa, trochę słońca jednak potrzebują...
Borem lasem...




















Nie dziwię się, że można się w tych widokach zakochać.Melancholijnie i cholerycznie romantycznie, choć surowo. Zaba
OdpowiedzUsuńPiękne te kamienne różności. I u Bardala też seria fotek. Same serie.
OdpowiedzUsuńHmm.
Serie seriami, dobrze, że nie różowe;p:D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńWszystko Piekne, bardzo mi sie podobaja te zdjecia i okolica.
OdpowiedzUsuń