środa, 10 czerwca 2009

Kilka myśli nieumytych

Czas leci, jest już środa, więc chyba wypadałoby coś napisać z tej okazji...

Hmmm.....

Hmmmm.........

Wpadł mi do głowy pomysł robienia doktoratu... full time został mi wybity z głowy przez MPPM (Mój Przyszły Pierwszy Mąż), ale wziął i zaraz wyszukał mi part-time, że niby sobie mogę latać do tego labu (na drugim końcu zatoki....) co weekend i robić te eksperymenty... no nie wiem, czy dam radę... Znalazłam 2 interesujące mnie tematy - przytaczać nie będę, powiem jedynie, że są z działu chemii, organicznej i to tej bardziej związanej z farmacją. Jeden temat jest idealny, jak chodzi o profil R&D... jak na razie myślę. Nie wiem, ile to będzie kosztować. Na studiach dziennych doktoranckich dostaje się pensję. Mniej więcej tak jak podstawowa pensja 5 lat temu, więc około 18tys na rok. I właśnie dlatego nie bardzo mogłabym sobie na to pozwolić.
Cholera wie, za co miałabym spłacać (przyszły) kredyt na dom, opłacała niańkę do bachorków (też dalekosiężny projekt raczej) i kupowała sobie, co tylko dusza zapragnie...

Tak no...

I trochę w czarnej dupie (jak mawia Margharites) siedzę... praca poza dostawą średniej krajowej co miesiąc nie daje mi kompletnie ŻADNEJ satysFAKcji, nie mówiąc już o wyniesieniu z niej jakichś nowych umiejętności...

Mój japoński w powijakach - o 19.30 mam lekcję. Mam nadzieję, że uda mi się pociągnąć mój Plan 3-letni (gdyby był 5-letni, to trąciłoby trochę systemem z przeszłości;p), jak chodzi o języki i dyplomy w tej dziedzinie.

Dobra, koniec planów. Teraz opowiem wam, co mi się śniło. Otóż śniło mi się, że się urodziłam!:O

Ale od początku, bo znów od dupy strony...nomen omen...
Najpierw umarłam - jakiś kataklizm nuklearny czy cóś... jako człowiek. Przesuwałam się, a raczej moja świadomość, jakimś szarym kanałem, w ścianach którego mogłam zobaczyć twarze, w większości demoniczne dość...
Nagle kanał stał się bardziej cielisty, jaśniejszy, milszy w dotyku, za to nie mogłam za bardzo oddychać! Ściskał mnie mocniej niż moje nowe płuca mogły znieść. Przemieszczałam się (na tym etapie) rękami do przodu (dobrze, że nie girami, hehe:p). W końcu wypadłam z tego kanału i okazało się, że jestem psem... Czy możecie sobie wyobrazić moje rozczarowanie...? W pierwszej chwili wpadła mi do mojego ludzkiego umysłu myśl - to teraz już nie zrobię żadnej analizy w życiu... przez kolejne co najmniej 15 lat...

Obudziłam się tak zaskoczona (i zaspana swoją drogą), że z tego zaskoczenia i zdziwienia zapamiętałam cały sen:D

Z innej beczki:
Wczoraj mnie naszło na słuchanie tego pana poniżej:




A dzisiaj na tych słuchanie tych panów:



A jeszcze w międzyczasie na tą kapelę (boszzzz, jaki ten facet ma głos zajebisty:O):



I ten pan, Ray Wilson, mieszka w Poznaniu od jakiegoś czasu i uczy się polskiego... przyjechał do mojego pięknego miasta za swoją miłością:) Hehe, pewnie, bo poznanianki prześlicznej urody są:D;p

3 komentarze:

  1. sen fajny. pierogi lubie. muzyki slucham troche innej chyba, ale jestem elastyczna to tej tez poslucham.zimno i szaro.

    OdpowiedzUsuń
  2. no mój Angel robi od roku doktorat, na razie jej to mało czasu zajmuje, ale z lingwistyki kogitywnej to jednak co innego niż z chemii.
    Marzenia plus data to plan:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No hmm doktorat ... Tak, pod warunkiem, że ci sie przyda i wniesie sporo do twojego rozowju osobistego i zawodowego, bo jeśli ma potem tylko leżeć i kurzem porastać to lipa by była. sama sie zastanawiałam na doktoratem, ale nie wiem czy ma zapał i czas.

    OdpowiedzUsuń