Kilka tygodni temu, a dokładnie 31 maja, pojechaliśmy sobie do Brittas Bay - plaża jak widać spora, pogoda piękna, zimny północny wiatr jedynie przeszkadzał:/
A potem zrobiliśmy sobie dzień dziecka, a w zasadzie noc studenta, hehe:
Nie ma nas na tym zdjęciu, o nienienie:pOto wschód słońca, oglądany przez nas w zaręczynową noc:

Gdyby nie te cholerne anteny, byłoby przepięknie:D


Jak się później okazało, tej magicznej nocy stało się też coś więcej, ale o tym na razie ciiiicho szaaaa;p
Za to obejrzyjcie sobie widoczki z Dalkey - miejscowości, w której mieszka Bono...


Nie uwierzycie, ale to był swego czasu główny port Dublina:O!!! Czasem statki handlowe były zbyt obciążone, aby wpłynąć do miasta, więc towary wyładowywano tutaj, w Dalkey i przewożono do Dublina transportem kołowym. Praktycznym aspektem tego wynalazku było unikanie płacenia podatku od importu (czy jakoś tak) pieprzonym Angolom, hehehe:D

A to bukiecik, który wczoraj dostałam od mojego Przyszłego:

Nie wiem, jak on to wyczuł, ale trafił z tym bukiecikiem w sedno sprawy:D Ale o tym kiedy indziej....;)Spadam...oglądać 'Ratatouillie'a:)
piekne te roze,a te widiki tez super, morze mi nie dziwne ale u was innaczej wyglada i basta.
OdpowiedzUsuńCiekawe jak minie ci Weekendzik. Dzieki za zdjecia,bardzo luuuubie :)
Tak przeczuwałam ale na razie ciiiii. Zaba
OdpowiedzUsuńque hermosas pictures. Te mando un calido saludo desde un bello lugar de México.
OdpowiedzUsuńLa verdad espero seguir viniendo por aquí.
Bye y que estes bien...
mnie tu jedzie wkrętką z prima aprilisa, ot co !!!!
OdpowiedzUsuńRóżyczki i te wschody i zachody słońca zawsze u ciebie pieknie wychodza na zdjęciach Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń