Tytuł sugeruje to co sugeruje, czyli zaręczyny właśnie:)
Nie, nikogo z otoczenia w zasadzie, ale również, jeśli się uzna, że własny facet to otoczenie.
Otwarcie mogę nazywać własnego faceta narzeczonym od dziś, czyli 1ego czerwca 2009 roku, a dokładniej od godzin około porannych, czyli gdzieś tak koło 5 rano:D
Totalny spontan, więc jak na razie nie mogę się pochwalić diamencikami oprawionymi w białe srebro czy naręczem krwiście czerwonych róż;)
Eddie przeszedł samego siebie i nawet siebie zaskoczył:))) Hmm... no więc teraz to już w zasadzie na dobre i na złe...ech życie:)
Z okazji okazji poszliśmy do indyjskiej restauracji po wygrzewaniu tyłków na plaży Brittas Bay. Żarcie niebiańskie!!!:) Pyszniejszego indiańca w życiu nie jadłam:)
Wciąż jestem w szoku normalnie:)))
Kochana narzeczono!Furda pierścionki i kwiaty. Szczere intencje są najważniejsze. No to poszły konie po betonie. Bo niby czemu masz mieć lepiej, niż my wszystkie. Najserdeczniejsze gratulacje!!!!!! Jestem wzruszona! Zaręczyny na blogu! Bingoooo! Bucha zaręczynowaaaa! Zabałkającazeszczęścia.
OdpowiedzUsuńno tak po prawdzie to ja do dzis tego zareczynowego nie dostalam i jakos mi to nie doskwiera ;)
OdpowiedzUsuńA nic dziwnego, ze zarelko tak smakowalo...w takim dniu wszystko inaczej smakuje ;)