Musze przyznac z reka na sercu, ze dawno sie nie wynudzilam w robocie jak dzisiaj!!!!buuuuu...
Wyslalam, slownie, trzy maile, dostalam fure, ale niekoniecznie do odpowiadania na nie... moja szkoleniowa analiza zacznie sie dopiero za kilka minut, a skonczy nad ranem. Nom, instrument trzeba zapuscic i to wszystko byloby na dzis. Ten co nas nadzoruje jest na szczescie tylko od 12stej, ale i tak go nie ma od 14stej, bo jest na zebraniu, wiec walic to, hehe. Przepekac ta godzine i do chaty!!! Juz sie nie moge doczekacJ no mam gleboka nadzieje, ze Tortowski skonczy dzisiaj prace o wlasciwej godzinie dla siebie, czyli kolo 15tej i bedzie w domu przede mna. Lubie mu wpadac w ramiona i dostawac buziaka na powitanieJ rano uwielbiam sie do niego przytulic (z wzajemnoscia!) na dzien dobry... tylko szkoda, ze zazwyczaj, czyli w ciagu tygodnia, nie moge juz tak zostac na dluzej, bo jest cieplutko, milutko i zeksualnie;p
Moje poparzenia sloneczne sie goja, ale jeszcze troche to potrwa. Natomiast dogadzanie podniebieniu, nie tylko swojemu, zaowocowalo dodatkowymi 2 kilo zamiast zjazdu o 2 kilo:/ poparzenia przyczynily sie rowniez do braku cwiczen, bo troche ciezko biegac, jak praktycznie kazdy ruch sprawia bol, bo koszulka obciera bable na ramionach:/ pamietajcie – zawsze uzywajcie kremu z filtrem jak wam klara swieci na niebie i nie wazne, czy to lato, czy zima, czy Grecja czy Ira!!!! Bo skutki moga byc wlasnie takie:/ znaczy sie prawie oplakane... pewnie, ze specyfiki kupilam, ale skora potrzebuje czasu na regeneracje i tak...
Zapowiada sie dlugi weekend, bo w poniedzialek bank holiday, wiec juz sie zastanawiam nad planem akcji. Troche pozno, ale tez szanowne Ciacho poinformowal mnie deczko pozno, ze mlody pojechal w dluga do kraju corridy na 3 tygodnie razem ze swoja stara, jej gachem i przyrodnim rodzenstwem... i ze (nareszcie!!!) mamy dla siebie 3 weekendy pod rzad!!!:D takiego mam banana na gebieJ w koncu mozna gdzies spokojnie pojezdzic, a nie na wariata...
Pomimo nawalu czasu, nie mam go... jakos tak sie sklada, ze ciagle jestem niedospana, albo zmeczona, albo po prostu nie mam polotu, wiec jakiekolwiek ryzunki (Ellizka!!!!) musza poczekac, z braku laku i energii, na zas potem.
Nie wiem, moze sobie do kantyny na herbate pojde albo cos, bo juz nie wiem, co ze soba zrobic do tej 16tej naprawde...:/
PS: A jutro mam imieniny i Edziowi się od razu banan na twarzy zrobił łącznie z informacją (z jego strony), że koniecznie musimy coś zrobić:)))
W sobotę za to idziemy na koncert Rodrigueza, taki gość grający flamenco, zresztą kolega Ciacha. Bilety zarezerwowane:)
A niedziela i poniedziałek... może Sligo?;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz