piątek, 29 maja 2009

Dzisiaj mam imieniny, czyli urodziny po raz drugi;)

Chyba juz mi nawet sie nie chce wkurwiac na debilizm zwiazany z moim miejscem pracy. Tzn., policzylam do 10 i mi przeszlo. A powiem wam dlaczego...
Otoz, robie szkolenie z chromatografii gazowej. Musze puscic czesc analizy, ktora sie nazywa system suitability i swiadczy o tym, ze system nadaje sie do przeprowadzenia analizy samych probek. System suit dal rade. Za to inny instrument GC nie daje rady z analiza acetonu (a moze ten glupi software... beznadzieja totalna) i jedyny inny system, ktory pasuje do tej analizy to moj instrument. Sek w tym, ze po skonczeniu analizy system suit ma sie 6 godzin na puszczenie analizy probek.
A ci teraz rozwiazuja problem tego instrumentu, na ktorym mial leciec aceton, bo ta analiza jest jakby na wczoraj.
I widzicie, probki i standardy maja date ‘do spozycia’ do kolejnej srody. A poniewaz w poniedzialek mamy bank holidaya, wiec nie przychodzimy do pracy, to zostaja mi 2 dni na zrobienie tej analizy. Nie wiem, czy sie uda system suit, bo czasem jest cos nie tak z systemem a czasem standardy strajkuja po dluzszym czasie.
Jak mi wezma moj system, to moje calotygodniowe wysilki pojda na marne. I jak tu nie dostac fqrwa???
Ich problem, bo ja zrobilam swoje, a trening musze miec i to wszystko bedzie trwalo dluzej, znow bede musiala QA meczyc o drukowanie formularza raportowego (kurna, ciekawe, jak to sie po polsku nazywa?) i znow bede kombinowac z ustawianiem wszsytkiego. Super, miodzio... ale jak wspomnialam wczesniej, policzylam do 10 i sie uspokoilam. Zadna glupia tyra nie bedzie mi mieszac w zdrowiu.

A tak w ogole to mam dzisiaj imieniny. Na stole w duzym pokoju czeka na mnie 5 prezentow od mojego Tortowskiego – wariat normalnie:D a jeszcze dodatkowy dostalam wczoraj, tak extra, 2 ksiazki – o Krecie (przewodnik, co mozemy sobie tam poogladac) i ksiazeczke z sentencjami i fragmentami wierszy nt. milosciJ slodki jestJ

Chce stad sie ulotnic o 15tej i nie widziec i nie myslec o tym miejscu do wtorku 8 rano. Mam naprawde powyzej dziurek w nosie. Uwazam za zmarnowany ten caly tydzien. W zasadzie to marnuje swoj czas tutaj. Owszem, czasem zdarza mi sie myslec, co bede robic za 5 lat. A chcialabym wtedy robic cos z zamilowania a nie z koniecznosci (wygranie miliona w totka nadal w sferze marzen...) i pracowac w domu!!! Nie mam ochoty pracowac na etacie. Z moim usposobieniem ze spokojem moglabym pracowac na akord. Odwalilabym robote w 3 godziny i mialabym reszte dnia na spacery, silownie, czytanie ksiazek, grzebanie w ogrodku i inne takie...
Moje Kochanie ma jednak fajny zawod. Przede wszsytkim pracuje dla siebie, tak dlugo jak chce i bez obciazen psychicznych prawie – pomijam ubezpieczenie zdrowotne i brak skladki emerytalnej... ale wciaz wygrywamy w totka przeciez;p
Trzeba bylo zostac tlumaczem, a nie chemikiem, moglabym pracowac w domu i do tego lubilabym swoja robote. Moze etap bycia chemikiem jest/byl (brakuje mi tu present perfect tense hehe) potrzebny do zostania tlumaczem... inaczej pewnie nie spotkalabym Milosci Mojego Zycia...:) okaze sie za jakis czas, jak mnie szlag trafi, a bede juz miala jakies papiery, zeby zostac tlumaczem przysieglym np.

3 komentarze:

  1. To rozumiem. Masz imieniny to piszesz tekstem otwartym i już. Ja rzadko patrzę w kalendarz choć pewnie niezadługo w niego kopnę. Spełnienia marzeń: i tego o byciu tłumaczem i wszystkich innych i... poczęcia spadkobiercy ( oczywiście gdy uznasz to za stosowne). Bucha! Zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnóstwo wszystkiego najnajnaj:)))

    OdpowiedzUsuń