niedziela, 8 marca 2009

Singlowy weekendzik;p

W sumie lubię moje singlowe weekendy (wypada mi co 4ty). Nareszcie mam czas na to co lubię robić, bo obowiązków staram się pozbyć w piątkowe popołudnie, tudzież sobotnie przedpołudnie:p

Wczoraj latałam ze ścierą i odkurzaczem i mieszkanie lśni dzisiaj dzięki temu;p A jak się sympatycznie odpoczywa:p

U fryzjera też byłam - mam odświeżone cięcie i kolor(y), więc już się nie będę chwalić:p Podoba mi się robota irlandzkiej fryzjerki (chyba Magz ), ale to był 'peter mark', a nie żaden lokalny fryzjer, więc umiejętności się od nich wymaga.
Po całej hecy (trwała aż 2,5h :O), pojechałam sobie do dundrum na małe zakupy... w zasadzie, to raczej, żeby sobie połazić, bo nic ciekawego nie upolowałam, a na ciuchowe zakupy szykuję się na moje miast:D
Coś skromnego dla MMŻ, bo nam dzisiaj wypada 4 miesiąc of sweet-love-making ;p

A propos miłości i bzykania - wyczytałam, że dojrzałe kobiety (po koło 50tki) są w stanie uprawiać zex jak faceci (większość z nich...), bo poziom oksytocyny (hormonu przywiązania) mają bardzo niski, a nie tak jak młodsze babki, które co zex, to się zakochują;p (są wyjątki, wiem i to we wszystkich przypadkach wymienionych powyżej!!!:p)

A wieczór skończyłam na oglądaniu 'Losta', bo miałam kilka odcinków do nadrobienia. Towarzyszył mi... white zinfandel, prosto z kalifornii... pyszniutkie to winko! mniam:)

Postanowiłam sobie zrobić dzień dziecka i od rana się wymoczyłam w wannie, a resztę dnia chętnie spędziłabym na robieniu niczego (trochę mnie na siłwonię ciągnie, bo nie byłam dawno, a we wtorek też nie pójdę, bo z laskami do Arcklow na kolację i kino mam jechać...więc jestem w kropce...a w pon i śr mam angola, więc.... w czwartek za to lecimy już do PL,więc... mam dylemat:/).

Podejrzewam, że gdybym się napiła wina teraz, to przeszłaby mi chęć na siłownię;p

Za słodkim lenistwem przemawia też kiepska kondycja mojego prawego oka - kropelka farby i się zbuntowało:( Właśnie staram się je leczyć przez noszenie zexów na nosie zamiast kontaktów... upierdliwe nieco:/

PS: Polazłam do tego sklepu, nie za rogiem, ale na osiedlu, które widać z naszych okien - tak dla sportu... trochę spacerku, świeżego powietrza... Wiatr tak daje, że łeb urywa... gdyby nie to, to mielibyśmy już lato...
Ale do rzeczy: kupiłam składniki na surówkę, gulasz i deser (w postaci ciasta-do-zrobienia). I taka myśl mi przyszła do głowy - cały tydzień zasuwam jak głupia mrówa i zamiast odpocząć w pozycji horyzontalnej w ciągu weekendu, to ja sobie znajduję jakieś zajęcia! A to sprzątanie, a to gotowanie czy inne pieczenie... kiedyś tak nie mogłam.Podstawą było lenistwo weekendowe i tyle. A dzisiaj... ech, chyba się starzeję i odzywają się cechy odziedziczone po przodkach - np. wynajdywanie sobie roboty, jak robi mój szanowny Tatuś, hehe:) No nic, trzeba się zabrać za gotowanie, bo MMŻ wraca do dom i będziemy celebrować nasze 4 miechy razem w końcu;p Tak sobie myślę o majowym weekendzie właśnie 8ego... może by tak ten Paryż lub Wenecję w końcu zobaczyć... pół roku nam walnie, więc fajnie byłoby tam pojechać... romantycznie i w ogóle... tylko kasa potrzebna jest...:/

2 komentarze:

  1. Nooo...W zasadzie.... To racja z tym bzykaniem. Wyłącznie dla bliskości, przyjemności i relaksu. Hehehe! Jesteśmy ze sobą już prawie 5 miesięcy...bez miłości i takich tam.I jest fantastico! I wolność! I bzykanko! I kawka razem i zakupy i remont. Cuuudowne.A ty coś ,Madzialena "babiejesz"! Taniec ze ścierą i ciasto i takie tam???? Może i dobrze. Ja ten okres mam za sobą. Teraz luuuz. Bucha! zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. a tu cieplutko, nie latam ze sciera nic mi sie nie chce. Nawet paryz nie kusi, ah lenistwo. przeczytalam wszystkie wpisy :) buzki

    OdpowiedzUsuń