środa, 11 lutego 2009

Bzdety w srodku tygodnia

Od kilku dni nie moge sie wyspac, wiec nie moge tez wypoczac, jak powinnam:/
Wykancza mnie wstawanie przed siodma (nie wiem dlaczego – wstawanie o 8semj bylo ok), nawet jesli spie te przepisowe 8 godzin. Jesli spie mniej, jest jeszcze gorzej.
Efektem jest nie tylko zmeczenie samo w sobie, ale tez lekki stan podqrwienia, no bo ile mozna. Wczoraj np. poszlam spac przed 23... obudzilo mnie dwa razy jakies debilne pukanie u sasiadow, a potem cos mnie uzarlo w reke i drapalam. Kuzwa, nie wiem, co jest grane.
Facet wybywa mi znow w swoje rodzinne strony – tym razem na 2 dni do pracy, wiec tam bedzie nocowal do piatku. Jakos ostatnio mial fochy, wiec mu powiedzialam, ze zachowuje sie jak ksiezniczka, a ten sie obrazil, jasnie pan od siedmiu bolesci, kurna...

Skutkiem tego... brak mojej ulubionej aktywnosci...buuuu... zastepstwa sobie przeciez nie znajde, bo to nie w moim stylu...;>

Co mi kradnie czas?
Dojazdy do pracy i na kurs.
Dieta – ciagle gotowanie i stanie przy garach kazdego wieczoru zabiera mi cenne minuty, ktore moglabym zuzyc na czytanie albo gitare, albo cokolwiek innego. Zeby bylo smieszniej, to nie widze wielkich efektow. Waga jak stala, tak stoi:/ Data uzyskania normalnej wagi to jakis poczatek czerwca. Nie wiem, jakim cudem, bo jakos tak ciezko mi zrzucic nawet kilo na tydzien.
No i dylemat mam znowu – isc na kurs, jechac 40min w jedna strone, czy moze lepiej isc na silownie, poplywac i zrelaksowac sie w spa, ktore mam 5min jazdy samochodem od domu? Moze mi poradzicie, to sobie odpowiedzi poczytam po powrocie z pracy...:/

W pracy nuda. Szkolenia z analiz itp., ale nie tak czesto jakbym chciala. Wlasnie skonczylam kilka z nich i czekam na kolejne. Poza tym, wycieczka po roznych czesciach zakladu, a raczej po tym dziale fabrycznym – bo jest 7 budynkow fabrycznych, a reszta to administracja, jakosc i badania i rozwoj, potem jeszcze ochrona i kantyna, no i jakies biura znowu. W sumie dobrze sie dowiedziec czegos nowego i przewietrzyc pluca (do budynkow przemieszcza sie na zewnatrz). Niedlugo lunch, ale musze odrobic 2 godziny z poniedzialku – bylam tak zmeczona (bo MMZ sobie urzadzil chlanie a la weekend i po wypiciu calej flaszki irish creamu (a przed tem wypilismy na spole 2 flaszki wina) urzadzil sobie ‘zespolowe’ spiewy rugby...juz nie wspomne jakiego mial dola i w zasadzie, depresje w poniedzialek – bo alko to przeciez zajefajny depresant!), ze nie wiedzialam jak sie nazywam okolo 15, wiec poszlam do domu. Troche sie obawialam jazdy do domu, bo droga kreta, w gorach, lekko oblodzona, potem wariaci na autostradzie... i to koszmarne zmecznie.
No wiec, tak siedze i nudze sie jak widac...

Ta robota MMZ tez nagle oczywiscie sie musiala pojawic. Zawsze tak i ze wszystkim. Nigdy nie mozna niczego zaplanowac, bo niespodzianki to nasza specjalnosc. Niekoniecznie te mile niespodzianki.

No i nowosc – rzuca palenie we czwartek:O
Nie wierze jakos w to, ale moze go jakos wespre mimo mego wrodzonego cynizmu? Moze mi sie uda jakos, hehe:p
No i moze przestanie myslec o glupotach, jak sie zajmie praca w koncu, bo do marca nic stalego sie nie szykuje, same drobiazgi i to tak nagle jak dzis zapewne.
W marcu na dlugi weekend mielismy podobno do Paryza trafic, ale.... wiecie jak jest... z tymi niespodziankami:/
A glupoty w jego wykonaniu, to mysli, ze faceci mnie non stoper podrywaja. Kurna, moze i na cholernym facebooku mnie probuja zagadac, ale ja nie mam ochoty ani czasu na takie bzdety. Jego cholerny kumpel, angol swoja droga, juz mnie nawet probowal wyrwac, albo raczej probowal ciezko, ale mu nie wyszlo i nie wyjdzie. Sprawa jest lekko smierdzaca, bo gostek ma laske, z ktora jest od 5 lat i juz kilka razy robil bokami, wiec jest u mnie na spalonym jako kumpel. Nie wiem, jak Ed sie moze z takim typem kumplowac... I to tak powaznie kumplowac. A tamten nas probowal zaprosic w poniedzialek do nich na obiad, bo jest kucharzem. Kurna, palant podal nawet swoj numer telefonu – komentowalam na zmiane z nim status u MMZ, wiec wszystko jest publicznie dostepne. Wiem, ze to byla 2 nad ranem w sobote czy jakos tak, ale mimo wszystko.

Spadam na lunch...

6 komentarzy:

  1. Aleś tasiemca napisała. Hehe! Z tą wagą to kongo jest. Straciłam 3 i stoję w miejscu. Błeee. Moooże gdyby zeksu więcej. Ale ni ma warunów. Będą, jak wyjedzie na obóz współlokator Zaba.Kumpel Twojego mena to paskudny typ. Podobno większość ich tak ma tylko się ukrywają. Hehehe! Nie pij tyle alko skoro planujesz produkcję spadkobiercy. Bucha! Zaba

    OdpowiedzUsuń
  2. no jak kiedyś wpadę na tę Twoją wyspę to widzę, że są fajni goście do wypicia:)

    Ze spaniem i wstawaniem przed 7:30 to dla mnie dramat. Jak muszę wstawać w tym tygodniu około 6:10 to przynajmniej 2 godziny śpię popołudniu i wszystko w cholerę.

    Ciepła, światła i ruchu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Madzia, gotuj więcej i do mnie wysyłaj;) Nieźle się nudzisz, skoro czas tak do bólu wypełniony, hihi - a Ty jeszcze na nudę znalazłaś miejsce...:)))
    Żaba rację ma, z tym spadkobiercą.
    buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Madzia, gotuj więcej i do mnie wysyłaj;) Nieźle się nudzisz, skoro czas tak do bólu wypełniony, hihi - a Ty jeszcze na nudę znalazłaś miejsce...:)))
    Żaba rację ma, z tym spadkobiercą.
    buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. wiesz co a to musisz gotowac? nie mozesz zyc miloscia?
    moze zmien na tydzien djete na jakas inna i organizm ruszy. No nie wiem tak szczelam, buzka

    OdpowiedzUsuń
  6. Gotowanie tez jest fajne. A z pracą to tak zawsze. Wiecznie wyskoczy cos jak partyznat z lasu. Dojazdy do pracy to utrapienie. Pól biedy jak sie ma własny transport, ale czasem człowiek jest tak umęczony, że prowadzic auta nie jest w stanie. Będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń