Od poniedziałku zaczynam staż jako IT guy. Będę robić cały projekt.
Ciekawe jak będzie.
Staż trzeba skończyć, żeby dostać dyplom, a w konsekwencji jakąś dobrze płatną posadę w IT...
Olek wylądował na dwa miesiące w PL. Nie mam co z nim zrobić. Nie zarabiam, a staż jest bezpłatny. Podobno zwracają koszty przejazdów. Od września będę go zawozić rano do tzw. Afterschool i po pracy odbierać. Zawożą i przywożą dzieci ze szkoły do tego przedszkola/świetlicy/whatever. Drogo wciąż, ale dziecko ma dwoje rodziców, mimo tego, że nie mieszkamy ze sobą.
Kolejna zmiana - wracam do statusu singla. Po prawie czterech miesiącach, stwierdziłam że nie mogę tego kontynuować. Skoro facet nie potrafi powiedzieć "nie" ale "tak " też nie przechodzi mu przez gardło, to ktoś musi to skończyć.
Byłam energetycznie jego więźniem. Bo przecież wydawało mi się, że to jakiś dziwaczny związek jest. Nie było to normalne.
Po wszystkim stwierdziłam, że to kretyn. Ma ciepłą, pozytywną stronę jak każdy, ale na dystans zmienia się w idiotę i chama. Jakby dwa różne światy. Gdy byliśmy razem, to było fajnie, blisko, ciepło. Wystarczyło, że pożegnaliśmy się, a on się zaczynał dystansować. Po pierwszych 3 tygodniach (pierwszy raz ze mną zerwał) przestał tyle pisać, aczkolwiek jego wiadomości nadal były pełne ciepła, a nawet czułości. Potem zrobiła się równia pochyła. Od miesiąca lub coś w ten deseń zabrakło czegokolwiek związkowego w tych wiadomościach.
Wrócił do normalnego siebie po przyjeździe z tygodniowego urlopu. Stęsknił się nawet, stwierdził, że mu dobrze w moim towarzystwie itp. Przez kilka tygodni nawet częściej się spotykaliśmy, czyli żałosne raz na tydzień a nie raz na dwa tygodnie. Po ostatnim spotkaniu znowu dystans, ochłodzenie... Od kilku tygodni miałam takie myśli, żeby z nim skończyć i zrobić miejsce dla prawdziwej miłości. To uczucie wzrastało, lekko przycichło w zeszłym tygodniu, kiedy poszliśmy w góry. A po kilku dniach, szczególnie od środy, kiedy stwierdziłam, że muszę zacząć robić to, co uważam a nie uważać na to, co robię, sprawy nabrały takiego rozpędu, że postanowiłam skończyć tą chorą znajomość niedopowiedzeń, ciągłej rozterki i frustracji. Zdążyłam się zaangażować, ale pewne związki warto zakończyć wcześniej aniżeli później, bo do niczego nie prowadzą. O niedojrzałości M przekonał mnie ostatecznie ostatni sms, zaraz po tym jak w piątkowy poranek spotkałam go po jego pracy (przejechałam 60km, żeby zamienić z nim kilka słów). Spotkanie może nie przebiegło burzliwie, ale wszystko złożyło się tak, że koniec końców skończyłam z nim. On chce jeszcze na herbatę się umówić po swoim kolejnym tygodniowym urlopie, który zaczyna się jutro. Ale ja mam dość huśtawki emocjonalnej i dość jego uczuciowego chłodu, przeplatanego udawanym ciepłem.
Nie chcę go spotykać. Nie teraz. Może za jakiś czas będę w stanie, ale teraz nie.
Zbyt wiele kosztowało mnie te 4-5 miesięcy, aby brnąć w to dalej.
Powiedziałam mu, co do niego czuję... Na pewno nie popełniłam błędu. Błędem byłoby nie powiedzieć mu tego. Może zacznie myśleć i zmieni swoje postępowanie w przyszłości.
Wręczyłam mu skromny prezent - kamienne serduszko, które znalazłam dzień wcześniej na plaży, myśląc o nim.
Po wszystkim popłakałam się w aucie, pojechałam do koleżanki, poszłyśmy na spacer, pogadałyśmy.
Zrobiło mi się znacznie lżej na duchu.
Potem zaczęłam racjonalizować.
W sobotę miałam ciężki emocjonalnie poranek i przedpołudnie, ale potem logika wygrała chwilowo.
Wieczorem znowu mnie dorwał jakiś szloch bezsensowny.
Czas leczy rany. Będzie coraz lepiej.
On i tak nie był w moim typie. Dobrze się nam gadało, mieliśmy sporo zainteresowań wspólnych, seks był nieziemski. Ale to jednak nie facet dla mnie. Brak decyzyjności to duży minus, brak uczciwości uczuciowej wobec siebie samego to drugi minus, o reszcie nie wspomnę.
A więc tyle w temacie każdym...
Mało ekscytująco mimo tego stażu.
Skoro tak to czulas...to dobrze,ze to skonczylas...nie bylo sensu sie meczyc
OdpowiedzUsuńSkoro on mówił, że nic nie czuje, to ja nie mogę nadrabiać za nas dwoje... Skoro facet sam siebie nie kocha, to najwidoczniej moje uczucie nie jest w stanie wypełnić tej pustki. Tego się musi sam nauczyć, jeśli w ogóle to do niego dotrze...
Usuńbywaja takie typy- niestety...wazne zeby sie ustrzec przed nimi.
OdpowiedzUsuńJuż teraz chyba będę ich węszyć na kilometr i tym samym, unikać. Kilka razy trzeba się jednak przejechać, jeśli lekcji nie odrobiło się do końca za pierwszym razem... :/
UsuńNo wreszcie zerwalas ....:) A nie mowilam (albo raczej pisalam ;) Dub
OdpowiedzUsuńNie było innego wyjścia :D Ile można się męczyć?
Usuń