piątek, 28 marca 2014

Marszobieg i bezglutenowa wege ścieżka

Do tego postu zabierałam się strasznie długo.  Złożyło się na to wiele czynników, a głównie brak czasu.

Bieganie, a w zasadzie marszobieg, bo trening couch-to-5k polega na przeplataniu biegu marszem, aż do finałowego tygodnia, kiedy biegamy przez cały trening (jeszcze tam nie dotarłam :D).

Dobrze mi szło przez kilka tygodni (wciąż powtarzam treningi, bo Olek ma co i rusz wolne w przedszkolu, więc siłą rzeczy nie mogę biegać w ciągu tych 7-14 dni), ale... w zeszłym tygodniu odczułam załamanie formy (a może i zdrowia?) i tak się potoczyło.

Winię za to chleb i makaron - produkty zawierające dużo glutenu. Sądziłam, że dałam radę się wyleczyć z tej nietolerancji, ale wychodzi na to, że to może potrwać dłużej, a może nawet całe życie. A wszystko przez łańcuszek zdarzeń z przeszłości (brak wiedzy-zakażenie-choroba-leczenie-leczenie skutków ubocznych). Karma zawsze nas dorwie, tylko nigdy nie wiadomo gdzie, kiedy i w jaki sposób.

Przestawiam się (od dziś) na dietę bezglutenową, chleby z mąki ryżowej/kukurydzianej/cieciorkowej/z amarantusa/z quinoa/gryczanej/itp. własnego wypieku, makarony bezglutenowe itp.
Nadal dużą część mojej diety stanowią owoce i warzywa, ale chciałabym, by było ich w niej więcej, do tego trochę gotowanego i jak najmniej przetworzonego żarcia.
Czekam właśnie na ebook "Dieta bez pszenicy" - trochę długo im zabiera przetwarzanie danych...

Nie ma to, jak uczyć się na własnych błędach w niezbyt fajny sposób.

Koniec końców, dorwało mnie dzisiaj przeziębienie, ale kiepsko czułam się od kilku dni (przewiało mnie milion razy, zmokłam i przemarzłam kilkakrotnie), na tyle kiepsko, że każde popołudnie rozpoczynałam drzemką (Olo również). Smarkaty przywlókł coś z przedszkola, tyle że u niego skończyło się na katarku, a u mnie walnęło z grubej rury, bo układ odpornościowy zajęty był zwalczaniem cząsteczek pokarmu przenikających z jelit wprost do krwiobiegu, a nie realnym zagrożeniem.

Grrr... i mój piękny plan treningowy szlag trafił.

A obecnie biegam w takich pięknych butach (terenowych):


Męskie, ale kogo to obchodzi, skoro są nieziemsko wygodne, nie obcierają, nie ślizgają się po błocie (które tu potrafi zalegać tygodniami), zgrabne i ładnie wykończone? ;)

Moja mata do jogi powoli się przeciera, więc trzeba będzie również zainwestować w tym obszarze - nie tak zaraz, ale jednak w niedalekiej przyszłości.

Gluten powoduje również puchnięcie w moim przypadku - w organizmie panuje chaos, stan zapalny non stop, a to przekłada się na kiepskie pozbywanie się toksyn przez organizm i magazynowanie ich w postaci tłuszczu. Zatrzymuje się też mnóstwo wody i to, że piję jej dużo nie zmienia niczego.

Odkryłam również świetne miejsce nad rzeczką-zalewem, gdzie gniazduje mnóstwo ptaków, a więc można przy odrobinie szczęścia wyprodukować niesamowite fotki. Potrzebuję tylko jednej małej rzeczy - trójnoga dla wędkarzy :D

17 marca, w dzień św. Patryka przemaszerował u nas pochód, a tegoroczne obchody odbyły się pod tytułem "Wikingowie". Dzieciaki z różnych szkół i klubów poprzebierały się za wikingów, były też pojedyncze osoby, niezwiązane z żadnym klubem, kilka orkiestr (w kiltach :D), kilka samochodów w stylu vintage, konie, straż pożarna i jakieś lokalne firmy. Fotki czekają w kolejce do obróbki, ale obiecuję post w temacie.

To tymczasem, borem lasem ;)


7 komentarzy:

  1. Moja filozofia jedzeniowa jest inna, heheheheh! Jeżeli mam na coś apetyt, to znaczy, ze organizm tego potrzebuje z niewiadomych względów. I ja mu to natychmiast podaje, szczególnie jesli to pączek lub chałwa.:))
    Jeśli chodzi o moją fotoalergię to pojawiła się kilka lat temu. Lekarz mi wyjaśnił, że moja skóra jest coraz cieńsza z wiekiem i bardziej wrażliwa.Na szczęście pojawia się wczesną wiosną i trwa kilka tygodni. Potem wszystko wraca do normy a żabia skóra przyzwyczaja się do zwiększonego promieniowania słonecznego.
    Zawsze niezmiennie podziwiam Twoją wytrwałość w naprawianiu swojej somy.. Stosuję niektóre zdrowsze produkty, np sól himalajską, czy mate ale moje przywiązanie do cukru i glutenu jest przeogromne!
    Buziaki!

    Zaba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę sobie folgowac, bo wyniki są żałosne, jak widać :(
      Ze słodyczy sie wyleczylam (zawierają składniki, których powinnam unikać), ale produkty zbożowe to narkotyk - jesteśmy do nich przyzwyczajanie od dziecka i eliminacja wyglada jak odwyk :D
      Od lekarzy nasłuchałam sie w życiu tylu niestworzonych historii, ze głowa mała :))) zawsze wiec szukam sama odpowiedzi i to mi dupsko uratowało niejednokrotnie :)

      Usuń
  2. przybylam, z radoscia poczytalam, niech sie wezmie do roboty i daje wiecej takich pieknych wpisow....bom steskniona: -*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie moja droga ;p :D
      Nie mam o czym pisać, bo szare życie codzienne jest mało ciekawe.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Magda czy ja nie pisałam o diecie bez pszenicy? przecież dwa dłuuugie posty poświęciłam, i wiadomo, ze jak odejdziesz i wrócisz to cię ukarze życie i będziesz cierpiała, niestety jak już jesteś to długo a efekty będą
    trzymaj się
    j

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość szybko u mnie się zmienia po wycięciu glutenu - przez miesiąc żyłam na samych sokach, więc organizm się oczyścił, a generalnie unikam i unikałam od jesieni 2012 produktów z mąki, cukru czy zawierających nabiał. Od czasu do czasu tylko, bo jeden dzień można przecierpieć (mam mnóstwo wyprysków, które pojawiają się w ciągu kilku godzin, szczególnie pod włosami na głowie - na twarzy jedynie to się objawia, a po wycięciu glutenu nagle znikają w ciągu 48 godzin).
      Generalnie, najzdrowszym wyjściem jest dla mnie dieta witariańska (wegańska). Każda inna opcja powoduje jakieś skutki uboczne (łącznie z puchnięciem i tyciem).

      Usuń