wtorek, 17 grudnia 2013

Tragikomedia

Nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać.

Bo...

Zgred miał być najpierw 16 grudnia w IRL, potem nastąpiła zmiana na środę (wtedy zabookowałam sobie mój lot na mój samotny urlop), a wczoraj dowiedziałam się, że przylatuje we czwartek, czyli wtedy kiedy i ja mam swój lot... Żeby było jeszcze zabawniej, to najpierw miał być o 7 rano, co przełknęłabym jeszcze, bo u nas byłby ok. 9.00. Ale nie! Ten lot kończy się o 9 rano!!!! Zanim odbierze bagaż, wynajmie samochód i przyjedzie to będzie kuźwa południe jak znam jego beztroskę i brak zorganizowania!!!!

Plan jest taki, że mam odstawić Olka z psem na lotnisko i potem mogę po kolei, odstawić swój samochód na parking, przejechać na lotnisko itd.

Sęk w tym, że nie mam pewności, czy ten samolot się nie spóźni, a jeśli to o ile? Może w ogóle, bez sensu jest telepanie się na lotnisko z Olkiem i psem i całym bagażem?

Nie mam ochoty się denerwować. On spie*%&ł i on będzie płacił za to, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Nie dość, że nawalił z dostarczeniem właściwego terminu przylotu, to jeszcze pomylił godziny. Już nie wspomnę ile komplikacji zaserwował mi w ramach przygotowań! Gdybym miała dzień wolny od szalejącego Olka, na pewno wszystko spakowałabym porządnie i niczego nie zapomniała, a tak? Nie wiem, czy wszystko pójdzie jak po maśle (jeśli w tym momencie jeszcze może w ogóle w ten sposób 'iść').

Następnym razem zarezerwuję sobie tak lot, żeby nic się nie nakładało (takie założenie miałam od samego początku, no ale nie moja wina, że palant znów nawalił). Mam nadzieję, że od momentu posadzenia tyłka w fotelu samolotowym, cała reszta pójdzie już gładko.
Naprawdę mam dość gmatwania się wszystkiego przez tego idiotę!!!

PS. Umówiłam się z rozsądną ciotką Olka, że jakby co, to dostarczę dziecko z psem na wiochę,a sama pojadę na lotnisko. Co prawda, mam ponad godzinę drogi do Olkowej babci, ale lepsze to niż niewiadoma i wtopienie z własnym wylotem. 

Apdejt:
Obudziłam się dzisiaj (czyli w środę) z pomysłem, jak nie zawalić własnego lotu przez ćwoka.
Rano wsiadamy z Olkiem i psem do auta o 7, zawożę ich, wracam do mojej wiochy, co by na pocztę wskoczyć, a potem już mogę ze spokojem sobie jechać na lotnisko. Wszystko powinno mi zabrać ok. 4 godzin z hakiem. A na lotnisku po odprawie już będę mogła wyluzować do reszty :) Zaprawdę, plan ten zacnym mi się wydaje ;)

8 komentarzy:

  1. do odważnych świat należy
    j

    OdpowiedzUsuń
  2. dasz radę wierze w Ciebie!! ehh już wiem czemu nazywasz go zgredem) chodź i tak wydaje mi się łagodnanazwa po tym jak się zachowuje!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki kochana:) zgred, bo ma na imię Ed, więc było najbliżej i się zrymowało. On na całe stado inwektyw zasługuje, ale nie byłabym ponad jego poziom, gdybym się zaczęła przejmować i wyzywać tego ćwoka. Wsparcie psychiczne mile widziane :)

      Usuń
  3. No cóż po tylu latach to chyba normalka. Szkoda tylko, że takie odpryski przeszłości będą Ciebie jeszcze wielokrotnie dotykać. Kurde, żeby moje dziecko nie trafiło w życiu na jakiegoś kretyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No żeby nie spotkała! Ale to już, niestety zależy od niej.

      Usuń
  4. Bardzo mnie cieszy Twój samotny urlop i to, że logistyka zagrała. Czekam na reminiscencje pourlopowe. Mam nadzieje, że laptopa zapakowałaś?

    Zaba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laptoka mam ze sobą i już tu jestem :D Jeszcze muszę poszukać czegoś dobrego do żarcia w okolicy, a potem się zajmę resztą, bo mi głód doskwiera i w ogóle, prysznic by się przydał i walnięcie w kimono.

      Usuń