środa, 9 października 2013

Wszystko, co dobre

... kiedyś się kończy.

Wróciłam z tygodniowego urlopu w PL. Nie powiem, żebym wypoczęła, bo kładłam się spać późno, nękała mnie jakaś alergia (nie wiem, z czym związana, ale na pewno z czymś ulotnym i znajdującym się w tym budynku), wstawałam wcześnie (tak jakoś sama z siebie), ćwiczyłam ostro (Insanity i biegi), do tego miałam kilka spraw do załatwienia i koniec końców, czuję się bardziej wyczerpana fizycznie niż byłam.
Za to, odpoczęłam psychicznie :D

Przywiozłam kilka normalnych ciuchów dla siebie i Olka (dla niego także kurtkę i buty na zimę - nareszcie w wesołych kolorkach, a nie szarobure paskudztwa rodem z PRL), jakieś nalewki, miód pitny, bezcukrowe domowe powidła autorstwa mojego Taty i słodkie jak ulepek dżemy mojej sister :D I już wiem, że te bez cukru są znacznie smaczniejsze od tych z.
Kilka herbat: chińską zieloną Lung Ching, japońską Shincha (pierwszy zbiór tegoroczny), białą Pu-Erh i najzwyklejszą senchę japońską z Fukuyamy.
Książki dla mnie, wyklejanki i książeczki dla Olka i 2 samochodziki również dla niego.
Dostałam również kilka roślinek do posadzenia: gigantyczne oregano, różę pustyni i gałąź pigwy z owocami i korzeniami. Na razie się moczą, ale jak się ogarnę z najważniejszymi sprawami i odpocznę deczko, to zabiorę się za sadzenie (jeszcze jakieś krokusy i inne kfiotki czekają na sadzenie).

Olkowi chyba podobało się na wakacjach ze swoim ojcem, bo wyglądał na zadowolonego. Kit z tym, że przyjechał zasmarkany i z kaszlem (czyli jak zwykle - raczej przeziębienie niż alergia...).
Rozgadał się i to w obu (:O) językach, za to nawyki żywieniowe pozostały, niestety...

Pies się prawie zlała z radości, jak mnie zobaczyła :D

Bajzel po przyjeździe sprzątałam 2 dni, bo jeszcze pranie sprzed wyjazdu wisiało i schło.
W mojej sypialni panuje taka wilgoć, że lampkę solną musiałam wynieść, bo groziło jej kompletne rozpuszczenie i to w szybkim tempie.
Do gorączki doprowadza mnie kolor ścian (taki bladożółty oblech), grzyb i pleśń odnawiające się co kilka miesięcy (w porywach tygodni - szczególnie zimą) na sufitach (sypialnie) i ścianach (salon), ilość pająków (codziennie przynajmniej jeden dostaje w łeb ode mnie - wczoraj skończyło się złamanym kijem do mopa)... i fakt, że nie jest to moje własne M3, ale wynajmowane :(

Mam pewien plan z tym związany, ale musi odleżeć swoje.

Teraz muszę ogarnąć sprawy wymagające reakcji natychmiastowej, a potem zaplanować resztę.

Po powrocie z rozjazdów zawsze mam kilka dni (do tygodnia) rozmemłanych, niezorganizowanych i kompletnie do tyłka jak chodzi o planowanie. Chyba jakiś szok mnie dopada.
Jestem fizycznie zmęczona koszmarnie, psychicznie w całkiem niezłej formie.
Zaczęłam pracować z pewną medytacją codziennie i już widzę rezultaty :)

5 komentarzy:

  1. cieszę się że odpoczęłaś psychicznie, ale fizycznie też powinnaś;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle aktywna i pełna wigoru. Pewnie Ci ta Twoja dieta służy. Mój ideał, to leżeć w ciepłym błotku i nie robić nic.Zaby tak mają.

    Zaba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest mój ideał, ale nie służy mojej psychice - bez sportu dostaję lekkiej depresji. Może to najzwyklejszy w świecie brak endorfin i serotoniny? Aktywność działa uzdrawiająco ;)

      Usuń
  3. Jaka medytacja? Tak sobie myślę, każdemu z nas by się przydała... Ja dziś padam fizycznie, psychicznie i w ogóle. Byle do wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka z cd: "Medytuj a będzie ci dane" E. i J. Hicksów.

      Usuń