Sporo się działo, szczególnie za sprawą mojego Taty:) Już poleciał do PL, ale objeździliśmy sporo przez te półtora tygodnia i poczułam się psychicznie doenergetyzowana (chociaż fizycznie zdychałam - i zdycham dalej...). Zrobiłam ok. 500 fotek (jeśli nie więcej), więc jest z czego wybierać.
Sprawy do załatwienia i codzienna szarość domowa zajmują mi strasznie dużo czasu, wobec czego czasami wieczorem już nie mam sił na obrabianie zdjęć i naukę.
Dopiero co uporałam się ze zdjęciami rodzinnymi koleżanki i dzisiaj jej wysłałam.
Oto kilka z nich:
koleżanka z mężem
z córeczką
Sporo materiału. Tutaj tylko kilka. Może wkrótce uploaduję na profesjonalną stronę. Na razie pracuję nad pomysłem na nią, kiedy nie jestem zmęczona koszmarnie i Olka nie ma wokół (czyli bardzo rzadko).
Obiecuję fotki z wycieczek z Tatą i Olkiem za jakiś czas. Na razie kolejnego programu do obróbki zdjęć się uczę - dużo fajniejszy niż fotoszop, bo można odwrócić edycję, ale to są detale dla zainteresowanych;) Program dla fotografów - Lightroom się nazywa (tak dla odmiany - darkroom to tradycyjna ciemnia fotograficzna). Ale to moje skromne początki, więc nadal będę większość dziobać w PS i stawiać oczy na zapałki - bo jak siądę, to już nie kończę póki nie skończę danej serii fotek, czasem więc o północy.
Tak to jest właśnie - 2 godziny sesji i godziny obróbki...
W ramach wyrównywania rachunków z wirusami, one to najechały mnie w postaci przeziębienia. Przewiało mnie, była, odwodniona i przeziębienie gotowe.
Moja krew powoli zaczyna przypominać krew przeciętnej osoby z ulicy, wszystko w normie, poza tą nieszczęsną tarczycą. Nadal dochodzi do siebie i nie wiem, ile jeszcze to potrwa. Zmęczenie to norma - podobno nie pozbędę się go do przyszłego lata... faaaajjjnie (tu sobie wstawcie przekąs).
Olo już kompletnie wyrósł z pieluszek (na noc mu zakładam majtasy pieluszkowe, bo jeszcze nie kontroluje przez sen), z nocnika też. Leje wszędzie bez problemu, siedzi sam w toalecie dopóki nie zrzuci "bomby" i woła mnie. Owszem, trwało to ok.3 tygodni, ale znam historie obejmujące 4 miesiące, a czasem więcej. Jeden tydzień obfitował w pranie - codziennie było jakieś, głównie bieliźniane zasmarkane;) Ale było minęło i mały chłopiec wyrósł z dzidzi.
Jaki Olo był krótki jeszcze w zeszłym roku!:O A teraz ma gałęzie jak wiatraki i do tego pełno energii w tym małym zadku, no i oczywiście zrobi wszystko, żeby przyciągnąć uwagę.
Nadal nie chce jeść dorosłych dań, chleba... Cóż, poczekamy aż zacznie za jakiś czas...



Fajnie, że dzięki wizycie Taty naładowałaś sobie baterie :) To ważne, żeby nas ktoś tak pozytywnie nastawił do życia!
OdpowiedzUsuńBrawo dla Olka, za pożegnanie się z nocnikiem ;p Zuch chłopak! :)
Odganiaj przeziębienie. Dość się już nachorowałaś ;)
Pozdrawiam ciepło!
Maluch rośnie jak na drodżach:)
OdpowiedzUsuń