Oto efekt:
A oto guziczki, wydziergane również, bo nie mam głowy do biegania po mieście, albo wyszukiwania na ebayu:
A oto sam zainteresowany, jeszcze nie było guziczków, a dzień był ciepły, co widać po spodenkach, więc dziecię lekko protestowało, ale udało się zrobić zdjęcie!
A poza tym, norma lecznicza - zero energii po zastrzyku, zero pomysłów na jedzenie, bo głodna nie jestem (szkoda, że po wadze tego nie widać, widocznie znów tarczyca dostaje w łeb od prochów), ból łba, opuchnięte oczy od rana itp. itd. Jak skończę tą masakrę, to spiszę listę efektów ubocznych i zamieszczę ku pamięci i ostrzeżeniu.
Kilka fotek zlądowało na moich stronach, więc zapraszam tu i tu:)
Kolejne 'drutowanie' planowane to narzuta na sofę. Mam jedną, ale kolejna się przyda, bo zimno w tyłek na tym skajowym obiciu, a poza tym mam mnóstwo taniej wełny z lidla i na pewno swetra z niej nie zrobię.
Planuję także sweterek na lato z krótkim rękawem dla siebie, ale najpierw wełnę muszę zdobyć. A raczej bawełnę, bo z tego się dzierga ten model.
Chleby upiekłam już trzy - ten, który widzieliście, potem kolejny, który spleśniał, bo za dużo go było dla mnie, a teraz zrobiłam następny, który leżakuje w chlebaku - wyszedł świetny, tyle że papier się do niego przykleił na amen i skórki trzeba odkrawać, buuuu.
Bawię się tutorialami w PS w wolnym czasie, więc spadam, póki Olo śpi;)



o jaki słodziak w tym sweterku:)
OdpowiedzUsuńsłodziak <33333
OdpowiedzUsuńdzięki dziewczyny:) no jest słodziak i to głównie grzeczny, więc matka nie ma na co narzekać w zasadzie;)
OdpowiedzUsuńZDOLNIACHA!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńPiękny ten sweterek :) i syneczek też prześliczny :)
pozdrowionka Madziu :*