niedziela, 14 sierpnia 2011

Z powrotem u Deszczowców

I po wakacjach:/ Jutro do pracy:/ Wpadnięcie w kierat codzienności nie powoduje u mnie spazmów płaczu, ale też nie wprawia w euforię - wolałabym jeszcze się powygrzewać, gdzieś tam na południu...

Przylecieliśmy w piątkową noc. Olo był baaardzo grzeczny i po początkowej fascynacji tym, co działo się za oknem samolotu, walnął w kimono na całe 2 godziny lotu, dzięki czemu mogłam sobie posłuchać muzyki:)
Obudził się w czasie lądowania, oczywiście cały happy i grzeczny:)
Naprawdę, jest bardzo usłuchanym i grzecznym chłopcem:) Większość drogi z samolotu po bagaż przeszedł na własnych nóżkach (nie brałam wózka), oczywiście trzymał mnie za rękę, a poza tym wyposażony był w szelki, za które go trzymałam, kiedy chciał być bardziej samodzielny. Świetny wynalazek - dziecko ma luz, ale można je uratować przed upadkiem albo po prostu kontrolować, gdzie idzie.
Jeszcze na lotnisku w Poznaniu szalał jak źrebak, moja siostra biegała z nim po całej hali, a ja stałam w kolejce do odprawy bagażowej. Chyba uwielbia tłumy:)))
 Jeden zgrzyt na lotnisku - palantów nie sadzą, więc się zdarzają, a w PL każdy musi być służbistą; kolejka rodziców z małymi dziećmi i każdy musi pokazywać, co tam za płyny nie przewozi... oczywiście spróbować też trzeba... nawet w Dublinie takich cyrków nie odstawiają, bo wiedzą dobrze, jakimi korkami by się to skończyło. Nie mówię, gdyby ludzie wyglądali na terrorystów, ale raczej żaden normalny rodzic nie skrzywdziłby własnego dziecka!!! Jakaś paranoja z tymi kontrolami w PL...
W każdym razie Olo się wyspał i był w pełni sił do ok. 1 w nocy. Miałam czas na rozpakowanie wszystkiego. Były po nas przyjechał i zajął się Olciem, więc miałam luz pod tym względem (do wtorku tu będzie, kontakty poprawne). Nawet mogłam sobie pospać w sob i dzisiaj - jutro już sobie nie pośpię:/
Jeszcze w domu, pod koniec pakowania, moja siostra wepchnęła mi dwa czerwone szale, więc jednym się opatulę w sobotni, imprezowy wieczór;)
Mam cały strój skompletowany. Rozmyślam nt. makijażu, bo nie wiem, w co uderzyć. Może macie jakieś sugestie???:)

Nad fotkami będę siedzieć w tygodniu, więc coś tam wkleję wkrótce;)

Olo dostał od dziadka swojego jedynego bluzę Lecha, a do tego koszulkę z długim rękawkiem, też Lecha. W zasadzie, od wszystkich coś tam dostał. Głównie koszulki i spodenki. Jest lepiej przygotowany na zimę ode mnie;) Dostał sporo zabawek, i nowych i starych (po swoim kuzynie), ale bawił się samochodami i generalnie, zafascynowany był najbardziej samochodami i samolotami:))) Samoloty latają nad blokiem co godzinę czy jakoś tak, więc miał szansę poobserwować, a po przeciwnej stronie jezdni jest warsztat, więc przez pierwszy tydzień siedział przy balkonowym oknie i jak zaczarowany wpatrywał się w ruch uliczny:)))
W Ira nie ma takich atrakcji i w zamian męczy psinę, albo po prostu biega jak szalony.
Dziewczyna mojego siostrzeńca ma super podejście do takich maluchów, więc jak się zjawiała, to Olo znikał i nie przychodził do mnie, dopóki go nie zawołałam:))) Nawet go karmiła :))) Fajnie byłoby mieć taką pomoc tutaj:/
Zauważyłam, że Olo uwielbia tłumy - czy to nasze, rodzinne, czy też całkowicie obcych ludzi. Nie płacze, jest bardzo grzeczny i obserwuje, co też ci ludzie robią:)))
Na lotnisku poradziłam sobie z bagażem w ten sposób, że zapakowałam wszystko na wózek bagażowy i na walizce posadziłam Ola i tak sobie jechaliśmy:)

Nie da się ukryć, w PL jest znacznie cieplej, nawet jeśli temperatura jest ta sama. W Ira wieje, do tego utrzymuje się spora wilgoć w powietrzu. Nawet w mieszkaniu jest to samo. 22 stopnie oznaczałyby kiepsko znośną atmosferę w mieszkaniu w PL, a w Ira jest mi zimno...Skarpety i sweter to podstawa:/

Od jutra zmieniam dietę na warzywno-owocową, tylko na tydzień. Od dzisiaj zaczynam mój plan treningowy, od biegania nad brzegiem morza. Ćwiczenia zostawiam na dni, kiedy nie będę mogła ruszyć tyłka z domu.

Byłam dość zajęta dzisiaj - posprzątałam na patio, bo uschnięte liście i walająca się ziemia od kwiatów zaczęły mnie wpieniać. Mam kilka malusieńkich pomidorków, ogórki radzą sobie bardzo dobrze - dwa wielkie już czekają w lodówie na konsumpcję, kilka truskawek wisi na krzaczku (podejrzewam, że będą dość kwaśne), nawet poziomki zaczęły owocować (a posiałam je w tym roku:O).

W kwestii odczulania - podejrzewam, że poza tą alergią na grzyby i pleśnie żyjące w murach, reszta wziewnych została wykopana, bo czuję się znacznie lepiej niż przed kuracją. Więc chyba działa ta metoda.
Info dla Toma: to się nazywa biorezonans (sprzęt Bicom) i działa na zasadzie fizycznej (wykorzystuje zjawisko elektromagnetyzmu). Jak wszystkie metody medycyny komplementarnej, przywraca równowagę w organizmie, co prawda bardziej wybiórczo, ale akupunktura działa podobnie, wybiórczo bardziej niż całościowo.

Anyways, spadam kończyć co zaczęłam:)
borem lasem

5 komentarzy:

  1. Madzialena, mieszkasz w kiepsko ocieplonym domu, dlatego Ci ciagle zimno, ja nie narzekam :) Mnie tu jest cieplej ogolnie niz mi bylo w Polsce, moze sie przyzwyczailam juz :)Dub

    OdpowiedzUsuń
  2. Dub-te domy są źle izolowane z definicji:))) gdybym chciała mieszkać w normalnym domu, to sama musiałabym go zbudować:/ ten dom ma wentylację w każdym pokoju, więc to nie jest dziwne, że tu jest zimno;) nie wiem, jak to możliwe, że w PL nie ma wentylacji i jest ok (izolacja zapewne; w starym bloku!!!), a tutaj, w nowiutkim bloku wszystko jest do dupy pod tym względem (jeśli sama nie dopilnujesz przy budowie).

    OdpowiedzUsuń
  3. No to dobregu tygodnia
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki. ja jutro do roboty, a dziś wróciłem na rower. 40 km myślałem, że zdechnę, kurde zupełnie nie miałem siły, a to tylko 2.5 tygodnia przerwy,a w trakcie jakieś bieganie i sporo pływania było.
    dzieci są fajne, ale najfajniejsze jak mają po 20 lat, jak moja:))
    Przez 3 dni czytałem trzy tomy Igrzyska śmierci - Collins, takie czytadło, ale wciąga.

    OdpowiedzUsuń
  5. O to widzę, że trochu energii nabrałaś do walki z codziennością.. lece czytać kolejne twoje nocie notki.

    OdpowiedzUsuń