oj tam, mam chęci i czas (bo mamy bank holidaya dzisiaj:))), więc znów piszę...
Pogoda się poprawiła na chwil kilka, ale już się zachmurzyło (pranie trzeba zdjąć, bo już suche!) - wieje, że łeb urywa, więc się pogoda zmienia jak w kalejdoskopie.
Mało śpię, więc zmęczona jestem, ale... zauważyłam, że ledwo E się wyniósł z moich gościnnych progów, to momentalnie moje siły życiowe wróciły do normy:O Kiedy tu siedział, cała energia ze mnie wypływała i doszłam do momentu, w którym chętnie walnęłabym w kimono w moim łóżeczku, a teraz dupa, jak się wyniósł. Nie wiem, czy to przysłowiowy wampiryzm energetyczny, czy może jakieś alergeny, które wnosi ze sobą, bo przyznacie, że efekt jest lekko narkotyczny i wzmaga się z czasem...
to lecę to pranie ściągnąć...
No to leć, tylko nóg nie połam
OdpowiedzUsuńJa o glicynii! Kupiłyśmy z Zofią w zeszłym roku. Ja bniebniewską a ona białą ale nie przeżyły zimy, mimo opatulenia! Buuuuu! Ty masz łagodniejszy klimat to i szanse większe.
OdpowiedzUsuńZazdrosna Zaba
Jadzia-nogi mam całe;)
OdpowiedzUsuńŻabcia-ten klimat się lekko zmienia i to w tę niesympatyczną stronę:/ zimy się robią cięższe (a te domy jak nad M.Śródziemnym...), latem jest zimno... koszmar jakiś... może przetrwają, biedactwa:/
Madzialenko, dobrze, że energia Cię rozpiera- tak trzymaj:) synkowi jest potrzebna mama uśmiechnięta:)
OdpowiedzUsuńZostawiam Ci serdeczne, słoneczne myśli:)
Marysia